piątek, 21 lipca 2017

"Wagonem towarowym do wolności" - Marek Wyszomirski- Werbart

Za każdym razem sięgając po powieść historyczną rodzi się w mojej głowie pytanie : co przesądza o tym, że dana powieść jest dobra?! Ten gatunek to trochę "grząski teren" dla  pisarzy. Mogą go przejść bezstratnie drogą wprost do sukcesu, a mogą też całkowicie się pogrążyć. Konstrukcja oparta na wydarzeniach historycznych to dobry zalążek.Wiele jednak zależy od tego w jakim kierunku rozwinie się dana książka i jaki będzie stosunek historycznej prawdy do fikcji. Spotkałam się już kiedyś z opinią, że powieść historyczna która  mnie spodobała  się ze względu na liczne nawiązania do dawnych obrzędów kogoś innego rozczarowała, właśnie przez małą ilość "historii" w historii.  Jak poradził sobie w tej kwestii  Marek Wyszomirski-Werbart?



"Wagonem towarowym do wolności" to nowa propozycja autora, który zadebiutował w 2013r. wydając książkę historiograficzną z życia S.I Witkiewicza. Archeolog i filmowiec w latach 70 wyemigrował  do Szwecji. Nadal czuje się jednak związany z krajem co przejawia w swoich powieściach.Tak się złożyło, że ostatnio moja biblioteczka wzbogaciła się o kilka pozycji odnoszących się do czasów wojny i prześladowań w Polsce. Czytałam relację osób, które przeżyły to piekło na ziemi, dzięki temu zdołałam sobie stworzyć ogólny zarys tego, czego oczekuję od powieści której akcja toczyłaby się w tamtych latach. Już na samym początku warto podkreślić, że wojna to nie prosty podział na czarne i białe, na przyjaciół i wrogów, bo i wśród tych pierwszych i tych drugich zawsze trafiały  się wyjątki. Trudne warunki bytowe, życie pod nieustającą presją skłaniały ludzi do podejmowania działań na które normalnie by się nie zdobyli. Opowiedziana przez Wyszomirskiego- Werbarta historia oparta jest na faktach. Autor oprowadza nas po Warszawie w  tym samym czasie gdy dochodzi tam do powstania. Poznajemy historię ludzi, którym udało się uciec z getta. Wraz z powstańcami walczymy o wolność...i przetrwanie. Chociaż żyjemy  w nieustannym strachu staramy się zachować namiastkę normalnego życia. O tym właśnie jest ta książka.O życiu gdy za oknem toczy się wojna i związanych z tym trudach  powstałych przy wykonywaniu najprostszych czynności. 



" W całej okolicy byłoby bardzo zacisznie, gdyby nie odgłosy ciężkich walk powstańczych dolatujące z drugiego brzegu.Można było wyraźnie rozróżnić wybuchy pocisków, ogień artylerii, broni maszynowej i rakiet oraz nalotów bombowych.Z czasem ludzie przestali zwracać uwagę na ten wojenny hałas, jakby opanowała ich jakaś znieczulica. Pochłonięci codziennym zmaganiem się z ciężkimi warunkami w tej nowej i obcej im rzeczywistości, odsunęli od siebie jak najdalej tragedię rozgrywającą się za Wisłą."

Dora, córka Katarzyny, wraz ze swoim nowo narodzonym dzieckiem cudem przeżywają ucieczkę z getta. Życie poza jego murami nie okazuje się wcale łatwiejsze. Udaje jej się odnaleźć matkę i razem stawiają czoła przeciwnościom losu. Angażują się w pomoc potrzebującym, a dzięki zaradności Katarzyny  sprawnie i z powodzeniem załatwiają wiele spraw. Przypadek sprawia, że do ich domu trafia działacz NKWD. Początkowo obie traktują go jak wroga, ale późniejsze wydarzenia pokazują, że i w szeregach nieprzyjaciela znajdują się  ludzie  na pomoc których można liczyć . Jak dużo jest w stanie zmienić przypadkowe spotkanie? I czy wagonem towarowym uda się rodzinie dotrzeć do stacji wolność?

"Pod Siergiejem ugięły się nogi."A jednak! Stalo się!". Wiedział, co oznaczają te slogany,również z własnego zawodowego doświadczenia.Wsiadając do gazika, spojrzał w okno. Cześka już tam nie było. " Czy go jeszcze kiedyś spotkam, czy znowu zgniję w łagrze, poniewierany przez urków."

źródło

Autor  z pełną świadomością podzielił się z nami faktami dotyczącymi życia zarówno normalnych mieszkańców, powstańców jak i reprezentantów wrogich obozów. Nikogo, bez względu na przynależność narodowościową czy społeczną nie wybielał dzieląc się z nami opisem  konkretnych zachowań.Pokazał, że brutalność  i okrucieństwo nie były cechami na wyłączność, zarezerwowanymi dla konkretnej grupy. Równie agresywni co okupanci niejednokrotnie okazywali się też walczący o wolność Polacy. Natomiast w szeregach niemieckich czy sowieckich jednostkowo czasami można było się dopatrzeć ludzkich zachowań. Działo się tak dlatego, że przynależność nie była warunkowana realnymi poglądami  czy  chęcią, a  odgórnym przymusem. Lektura tak dobrej książki, chociaż traktującej o tak ciężkich czasach, była dla mnie przyjemnością ze względu na przystępny język autora. Udało mu się przemycić trudną prawdę historyczną w na pozór normalnej historii jednej z rodzin. Dzięki wartkiej akcji i ciekawym wątkom pobocznym zdecydowanie wyróżnia się na tle innych podobnych pozycji. To książka, której warto dać szansę, nawet jeśli do tej pory nie sięgaliście po inne publikacje z tego gatunku literackiego.


Ocena 9/10



Za możliwość przeczytania dziękuję Novae Res.


~Mariola Mazur

"Kraina baśni"

"Zapraszamy wszystkie dzieci do Krainy baśni. Czekają tu na was wspaniałe przygody, magiczne zaklęcia i niezwykli bohaterowie."

Baśnie to najczęściej pierwsze książki, z jakimi mają styczność najmniejsze dzieci. Często takie książki posiadają duży tekst podzielony na małe fragmenty. Głównym motywem każdej strony są cudowne obrazki przyjemne dla par oczu każdego najmłodszego czytelnika. Wyglądają tak, jakby zostały namalowane. Na każdej karcie podczas czytania odkrywałam cudowne opowieści, bajki, które poznać mogłam wcześniej w zupełnie innej formie. .

Sięgając po tę dużą i grubą baśń dzieci odnajdą wiele historii m.in "Czerwony Kapturek", "Brzydkie kaczątko", "Jaś i Małgosia" oraz wiele, wiele innych. Mimo krótkiej formy zawierają przyjemny zrozumiały tekst oraz  najważniejsze przesłania. Duży i kolorowe obrazki to ułatwienie dla tych dzieci, które jeszcze nie potrafią czytać, a już chcą opowiadać historie rodzicom czy młodszemu rodzeństwu. 

Książka wydana została w twardej oprawie, jednak zaopatrzono ją w miękkie opierzenie, które nie sprawi krzywdy pociechą. Wytrzymałe na wszelkie sposoby użycia. Mimo swojej objętości nie należy do najcięższych książek dzięki czemu bez problemu każde dziecko ją utrzyma. 

Takie wydanie jest jak najbardziej godne polecenia. Mimo, że nie ma dzieci na pewno pokaże ją bratanką czy siostrzeńcowi by mogli się cieszyć pięknem bajek, a ich świat stał się kolorowym. Bajki pozwalają na poszerzanie wyobraźni oraz jej horyzontów. Zamiast telewizora czy komputera dziecko śmiało powinno sięgać własnie po taką książeczkę. Każda z baśni kryje w sobie ogrom refleksji, mądrych myśli dzięki temu, że są ukryte najmłodsi nie świadomie uczą się i bawią.


"Kraina baśni" to gwarancja miłych chwil dla całej rodziny, ja sama sięgnęłam po nią by przypomnieć sobie chwilę gdy sama mogłam je poznać. Przed oczami znów miałam swój pokój kilkanaście dobrych lat temu. Polecam gorąco. 


Moja ocena: 9/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Wilga

Patrycja Łazowska

"Historia Bez Cenzury 2. Polskie koksy." - Wojciech Drewniak

Jesteście młodzi pełni życia z wieloma ważnymi sprawami na głowie. Znam ten stan, sama też nie jestem przesadnie stara ( a może jednak?). Pewnie jak większość równolatków żyjecie w przekonaniu, że historia naszego kraju  jest nudna niczym flaki z olejem. Odbija Wam się tym wszystkim, co tak namiętnie politycy wyciągają teraz  piorąc "po i "przed" wyborcze brudy? To też znam. Może akurat już nie z własnego doświadczenia, bo jednak mocno interesuję się tym co miało miejsce w naszym kraju, ale znajomi znajomych...Zresztą nie jestem tu po to by prawić Wam morały i mówić jak istotne jest posiadanie  wiedzy w danym zakresie: a dokładnie co i jak z tą Polską było? Głównie wtedy, gdy właśnie na mapach jej nie było- o ironio.



Wojciech Drewniak kolejny raz zaprosił nas do wyjątkowej i jedynej w swoim rodzaju lektury. Chociaż z tym, że jedynej to trochę Was wprowadziłam w błąd, bo mowa dziś dokładnie o jego kolejnej książce "Historia bez cenzury 2. Polskie koksy" . Nie jest to podręcznik do historii który zabija w odbiorcy wszelką ciekawość poznania dalszych losów kraju i jego bohaterów narodowych. Nie jest to też encyklopedia przedstawiająca okrojone i pozbawione emocji fakty. To literacki ewenement. Czytając miałam poczucie, że słucham całkiem dobrego stand-up'era z tym, że gość ma tak dobrze gadane, że jego słowa zostają mi w głowie na długo. Znacie tą zdolność umysłu do zapamiętywania głupot, tylko dlatego, że ktoś ciekawie i zabawnie Wam je przekazał. Uwierzcie, tutaj będzie podobnie. Z tym, że wcale nie jest głupio, za to jest ciekawie. 

" Chyba najbardziej srogą imprezą, jaką zrobił, a przynajmniej najbardziej sławną, była ta z marca 1424 roku.(...) akurat koronowano czwartą żonę Jagiełły - Zośkę Holszańską.(...) after party, które zorganizował Zawisza w domu pewnego Czecha, zyskało status legendarnego melanżu. (...) Impreza była tak dobra, że mówiono o niej na wielu europejskich dworach, a koks z Grabowa zyskał sławę już nie tylko jako wybitny rycerz i poseł, ale i organizator imprez lub- jak  to się ponoć ładnie określa-animator kultury. Kultury picia."

Jedenaście rozdziałów pod którymi kryją się skrócone życiorysy osób zasłużonych ( lub nie) dla naszego kraju. Znalazło się tam nawet miejsce dla niedźwiadka Wojtka, o którym do tej pory było cicho i nagle...bum! W tym roku jak grzyby po deszczu światło dzienne ujrzały kolejne pozycje, a inne czekają jeszcze w kolejce na premierę. Dziwi mnie tylko, że skoro ten przyjazny miś był i jest taki popularny, to czemu nie mówiono nam o nim nic w szkołach. Czytając ostatni rozdział czułam się zażenowana swoimi brakami w tym temacie, naprawdę. Nie chcę jednak byście myśleli, że misiek był najważniejszą postacią w naszym kraju. Swoje miejsce w książce znalazł tutaj wspomniany już Zawisza Czarny , Żółkiewski, Rozwadowski czy Pilecki. Było też kilku innych, ale nie o to chodzi bym zdradziła Wam całą tajemnicę zwłaszcza, że jestem pewna iż wielu z Was poczuje się zobowiązanych do uzupełnienia wszelkich luk w informacjach , które kiedyś obiły Wam się  już kiedyś o uszy.  Autor ma niespotykaną siłę przyciągania i nie sposób oprzeć się lekturze jego powieści. Dobrze było odkryć, że przed laty w Polsce też były niezłe koksy, a właściwie jeszcze lepsze niż teraz - bo bez wspomagaczy. 

"Urodził się w 1599 roku...chyba, że nie. Bo inni biografowie twierdzą, że w 1604 roku, więc w sumie to diabli wiedzą.Na pocieszenie pewne jest- kto go spłodził(...). W zasadzie nie ma się co dziwić , że w domu się nie przelewało, jak narobili sobie jedenaścioro dzieci."

Historia Bez Cenzury

A teraz już całkiem na poważnie. Jestem zdania, że książkę tą powinien przeczytać KAŻDY. To prawda, autor chwilami narzuca swój tok myślenia. Z kart wydziera się sympatia lub antypatia względem konkretnych bohaterów, ale wszystko zostało podane w tak lekki i przyjemny sposób, że nawet  organizmy z bogato rozwiniętym systemem obronnym na wiedzę , dadzą się zarazić historycznymi faktami. Nie bez znaczenia w odniesieniu do całości jest sama okładka. Niebanalna grafika i zastosowane połączenia kolorystyczne emanują pozytywną energią. Zgadzam się z ostrzeżeniem autora, że nie jest to odpowiednia lektura dla dzieci, ale gdy już tylko trochę dorosną i staną się nastolatkami- czemu by nie?! Sama żałuję, że "za moich czasów" tak intrygujących książek o historii zwyczajnie nie było.  Dodatkowo w podsumowaniu każdego kolejnego rozdziału znajdziecie linki do powiązanych tematycznie filmików na yt użytkownika @HistoriaBezCenzuryMB I tylko taki dość smutny wniosek nasunął mi się po przeczytaniu: niedocenione te nasze historyczne "koksy". 


Ocena:  10/10 




Za możliwość dokształcenia w zakresie historii naszego kraju dziękuję Znak Horyzont.




                      ~Mariola Mazur

czwartek, 20 lipca 2017

"Ciocia Jadzia na wsi" - Eliza Piotrowska




Pamiętacie jak byliście dziećmi i planowaliście wypady na wieś do swoich dziadków, cioć czy wujków? Przypominacie sobie to odliczanie dni do wyjazdu, który był synonimem dobrej zabawy? Tęsknicie czasami za latami, kiedy byliście małymi brzdącami? Ja postanowiłam sobie to wszystko przypomnieć, dlatego sięgnęłam po książeczkę dla dzieci autorstwa Elizy Piotrowskiej zatytułowaną „Ciocia Jadzia na wsi”.
Książka zawiera kilka krótkich historyjek opowiadających o codziennym i niecodziennym życiu na wsi. Mamy tutaj zarówno coś zwykłego, jak przygoda z sadzeniem czy pieleniem, jak i taka z zaginionym tupecikiem. Dziecko ma więc szansę dowiedzieć się czegoś nowego o spędzaniu czasu poza miastem jak i dobrze się bawić, słuchając ciekawych opowiastek, które raczej w świecie poza książeczką nie mają prawa zaistnieć.





Główną bohaterką jest tutaj bratanica tytułowej cioci Jadzi. Rodzice oddali ją pod opiekę wujostwa na okres wakacji. Dziewczynka już od pierwszych dni zaprzyjaźnia się z rówieśnikami: Mają, Jagodą, Gabrysią, Grześkiem oraz Maćkiem. Razem spędzają aktywnie czas, co może stanowić dobry przykład dla dzieci czytających, bądź słuchających tych historyjek. W końcu w dzisiejszych czasach wielu młodych ludzi woli spędzać czas przed komputerem.
Książka pisana jest z perspektywy dziecka, lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Świat przedstawiony w niej jest tak, jak widzą go dzieci, co jest bardzo dużym plusem. Ponadto pewne rzeczy, które mogą się okazać niezrozumiałe dla młodego odbiorcy, zostały bardzo dobrze wyjaśnione, dzięki czemu rodzice nie będą musieli przerywać czytania, by wytłumaczyć swojemu dziecku, co to jest na przykład „żłób”.

„–  Ciociuuu!
 Co się stało?
 Pegaz zjadł wiadro buraków!
 Buraki mu nie zaszkodzą…
 A wiadro?”

To co mi się nie spodobało w książce jako pierwsze to powtarzający się przed każdą historyjką ten sam wstęp. Odkąd pamiętam już jako dziecko nie lubiłam monotonności i pewnie jak wiele innych osób w młodym wieku szybko się nudziłam. Dla mnie więc ta książeczka zarówno wtedy jak i dziś niestety przez wspomniany wstęp traci na atrakcyjności. Podczas przyswajania lektury zawsze go pomijałam, bo i po co czytać piąty raz to samo? Dla mnie mija się to niestety z celem i zniechęca dzieciaki.
Przyznam szczerze, że mam też mieszane uczucia co do pewnej poruszanej w książeczce kwestii. Mianowicie jest to odpowiedź na odwieczne pytanie: „skąd się biorą dzieci?”. Autorka wyjaśnia, że człowiek bierze się z posiadanych przez chłopców nasionek, wkładanych do brzucha dziewczynkom, w którym te kiełkują i w ten sposób rodzi się dzidziuś. Nie powiem, porównanie dość trafne, jednak czy na pewno odpowiednie do wieku odbiorców tej książki?
„Pani Jadzia na wsi” może być przyjemną lekturą dla młodego czytelnika. Mimo pewnych rzeczy, które mi się w niej nie spodobały, uważam, że jest godna polecenia. Może dostarczyć Waszym pociechą dużo frajdy a i czegoś przy okazji nauczyć!

OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Media Rodzina!

Sara Chrzanowska

A jakie książki Ty masz w domu?



           W dobie nieustającego przepływu informacji i chęci nabywania coraz to nowych rzeczy, gdzie każdy może zostać autorem i wydawcą zapominamy  o tradycjach i dawnych zwyczajach. Coraz częściej zamieniamy książki na praktyczniejsze e-readery, audiobooki lub ebooki i osobiście nie potępiam, bo sama przymierzam się do zakupu „elektronicznych”  książek. Niestety, coraz częściej zamienia się tradycje wyniesione z domu i rodzinnych spędów na nowsze, ekologiczne, wegańskie etc. Część tradycji zmienia się, bo zmieniają się czasy - jesteśmy coraz to nowszymi, wyedukowanymi ludźmi i poszerzając wiedzę walczymy z zabobonami, które brały się powtarzane z dziada na pradziada, z babki na babkę (np. czy wiedzieliście, że dawniej sądzono, że uprawianie miłości podczas menstruacji przyniesie grzech dla kobiety i urodzi chore dziecko?). I dobrze, bo niewiedza była i jest  główną przyczyną powstawania niektórych przekonań. Natomiast jestem przeciwna temu, aby te dobre zwyczaje zostały zamienione w imię nowych, elektronicznych czasów, które nastają (lub nastały).
       Do  czego zmierzam?  Oczywiście do książek.


       Sama jestem książkoholikiem (na tym blogu to tutaj same takie persony), uwielbiam otaczać się książkami, stoją stertami na biurku, na biblioteczce są poskładane albo w pionie albo w poziomie (ile tylko zmieszczę), jednakże uważam też, że książka żyje wówczas, gdy jest czytana. Takie podejście sprawia, że nie jestem zwolenniczką kupowania powieści. Bo przeczytam ją raz i …. Ją odłożę. Gdy się wypożyczy to cóż, przy moim zakręceniu po prostu zapominam o książce i raczej więcej do mnie nie wraca. A gdy nie pożyczam to po prostu zalegają mi na półkach. Stąd moje zamiłowanie do poradników, książek historycznych lub innych, po które sięgam więcej niż raz (nawet jeśli to raz na rok, bo przypomnę sobie, że miałam szlifować angielski czy rosyjski) i do bibliotek. 


       I szykując się do pisania artykułu zadałam sobie i innych pytanie: Jakie książki znajdują się w Waszych domach? W polskim przybytku z pewnością nie może zabraknąć Pisma Świętego. To zabawne, że od tego zaczynam, ale to była moja pierwsza myśl, u mnie znajdują się z pewnością 3, jak nie 4 (Siostra się wyprowadziła, więc na pewno jedno zabrała ze sobą). Drugą pozycją, która znalazła się obowiązkowo jest Pan Tadeusz. Dalej idąc – Trylogia Sienkiewicza, Quo Vadis, Historia Polski, Krzyżacy (znów ten Sienkiewicz;), Lalka, Chłopcy z Placu Broni, Pinokio i inne bajki oraz wiersze polskich autorów, zwłaszcza Brzechwy i Tuwima, Romeo i Julia czy też prace Kraszewskiego. Trzeba przyznać, że głównie klasyka rzuca się w oczy w domowych biblioteczkach i to zasługa naszych rodziców. Encyklopedie i słowniki języka polskiego, ortograficzne, wyrazów bliskoznacznych itp. To wynik poprzedniej ery. Gdzie wiedzę szukało się na stronicach wielkich ksiąg oraz tłumaczyło znaczenie słów nie zawsze zrozumiałych, mimo, że pisanych po polsku. Sama pamiętam te czasy, gdy pojęcia z biologii tłumaczyłam z Wielkiej Encyklopedii PWN (ręka do góry - kto taką ma w domu?), a podczas gry Państwa Miasta to encyklopedia i atlas były podstawą do sprawdzenia, czy ktoś tu nie wymyśla.

               Na równi z klasykami znajduje się literatura współczesna: Harry Potter, Władca Pierścieni i czy nowsze, jak np.: Niezgodna czy Igrzyska Śmierci. Nowe powieści mają inne znaczenie niż nieśmiertelne klasyki, lecz są i tacy, co uważają, że wolą to, co niesie współczesność niż zamierzchłe czasy kojarzone z przymusowym czytaniem lektur. Wierzę, że zarówno na jedne i na drugie znajdzie się miejsce w mojej domowej biblioteczce. Choć ostatnim zakupem, którego dokonałam z myślą – będzie dla następnych pokoleń/ chcę to mieć u siebie w biblioteczce była nieśmiertelna twórczość Bułhakowa czyli Mistrz i Małgorzata. Są również (nieliczne) książki, do których będę wracać z sentymentem i nigdy nie oddam nikomu (chyba, że swojemu dziecku) m.in. Mała Księżniczka.

        Czy posiadanie książek jest dobrym nawykiem? Z pewnością tak, bo sięgamy po nie w wolnych chwilach,  z zaciekawieniem patrzą na nie następne pokolenia, polecamy komuś książkę chcąc podzielić się emocjami i wspomnieniami, które przychodzą nam na wspomnienie tejże pozycji. Myślę, że nie warto zatracać tego zwyczaju, bo wówczas, gdy gaśnie światło okazuje się, że otwiera się przed nami świat wyobraźni, który łączy pokolenia.



           A wy? Które książki wyprowadzą się razem z Wami? Które będziecie musieli koniecznie mieć ze sobą w domu? Którą książkę polecicie swoim dzieciom? Śmiało piszcie swoje opinie w komentarzach!

Emilia Pieńko