wtorek, 25 września 2018

‘’303. Mój dywizjon” – Tadeusz Kotz


Kiedyś już miałam okazję czytać jedną książkę o dywizjonie 303 i była nią oczywiście lektura szkolna, która nie do końca do mnie przemówiła. Jednak uważam, że wtedy byłam po prostu za młoda na taki temat, poziom mojej wiedzy historycznej był poniżej jakiejkolwiek skali i nie rozumiałam jej sensu, była dla mnie za trudna. Jakiś czas temu w kinach pojawiły się aż dwa filmy o tym sławnym dywizjonie 303, ale mnie znacznie bardziej zainteresowała książka, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Bellona.

Tadeusz Kotz był trzynastym dowódcą dywizjonu 303 i w tym czasie podejmował się bardzo ryzykownych lotów, ostrzeliwał cele naziemne oraz obronił wiele państw przed atakiem wroga. Sam Kotz od najmłodszych lat był związany z lotnictwem, był odważny i podejmował się trudnych zadań, które często kończyły się bardzo niebezpiecznie. Po wojnie nie wrócił już do Polski, a na stałe osiadł wraz z żoną w Kanadzie.

"Sędzia w Auschwitz"- Kevin Prenger

Autor "Sędziego w Auschwitz", Kevin Prenger interesuje się tematyką wojenną nie tylko hobbystycznie, ale i zawodowo. W Holandii, skąd pochodzi, sprawuje on funkcję redaktora naczelnego portalu poświęconego własnie II wojnie światowej. Wcześniej światło dzienne ujrzało wiele jego artykułów i publikacji, a tytuł który dzisiaj recenzuję, jest trzecią książką spod jego pióra. Co ciekawe w swoich książkach stara się  zwrócić uwagę na te mniej znane zagadnienia, o których niespecjalnie dużo mówi się obecnie, o ile w ogóle są one poruszane. Nie ukrywam, że sama wcześniej nie spotkałam się z publikacją poświęconą weryfikowaniu sprawiedliwości w obozach zagłady w odniesieniu do działań SS. 

(...)rabini i inni prominentni Żydzi [...] byli natychmiast  separowani od reszty."Według jego przewodnika od tych wybitnych osób "oczekiwano, że będą wysyłać na cały świat możliwie dużo listów i kartek pocztowych z pozdrowieniami, by z góry rozporoszyć wszelkie podejrzenia, że dzieje się tu coś strasznego."(...) Były tam na przykład kartki pocztowe z gotowym tekstem o pocieszającej treści, wysyłane z fikcyjnej miejscowości Waldsee. Miały uspokoić Żydów oczekujących deportacji na wschód.

Już na samym początku lektury zdziwił mnie fakt instytucji sędziego w takim miejscu, a funkcję tę sprawował Georg Konrad Morgen.W swojej pracy rozpatrywał on przypadki nadużyć  popełnianych w obozach koncentracyjnych oraz nieuzasadnionych zbrodni jakich dopuszczali się tam SS-mani. Co ciekawe mężczyzna swoją sądowniczą karierę dla formacji nazistowskiej rozpoczął  już podczas trwania II wojny światowej, w roku 1940. Początkowo miejscem jego pracy był Kraków, z czasem swoje działania zaczął przenosić na pozostałe podległe mu obszary. Zakres jego działań rozszerzył się o wizytację w pobliskich obozach. Podczas swojej działalności Morgen rozpoczął osiemset spraw dotyczących nadużyć, z czego ostatecznie w przypadu dwustu zapadają wyroki skazujące. Jednym z głośniejszych jest ten wydany na Karla Kocha w wyniku którego mężczyzna trafia przed pluton egzekucyjny na kilka dni przed dotarciem do obozu sił amerykańskich.

‘’Mały Książę” - Antoine de Saint-Exupéry, ilustracje: Paweł Pawlak


Gdybym miała wskazać jedyną lekturę szkolną, która nie zanudza, będzie nią oczywiście ,,Mały Książę”. Dobra książka to niekoniecznie trzysta stron i historia przesiąknięta seksem czy brutalnością, bo czasem w czymś niepozornym można odnaleźć niesamowitą mądrość. Muszę się wam przyznać, że w czasach szkolnych nie przeczytałam tej książki, gdy mieliśmy ją opracowywać na lekcjach języka polskiego. Dlaczego? Sama nie wiem, ale później nadrobiłam zaległości i teraz postanowiłam przeżyć to jeszcze raz. Minęło wiele lat, a ja nadal nie wyrosłam z tej książki, tak samo ją przeżyłam.

Mały Książe opuszcza swoją asteroidę i wyrusza w podróż, która jest pełna przygód, doświadczeń i nowych znajomości. Poznaje świat oraz dochodzi do przeróżnych wniosków, będących dużą wskazówką dla niego, ale także dla nas – czytelników.

"Spowiedź polskiego kata" - Jerzy Andrzejczak

Instytucja kata funkcjonowała z powodzeniem w średniowieczu. Wówczas kary były dotkliwe, a  ich jedynym ograniczeniem była wyobraźnia osoby zajmującej to stanowisko. Być może w ten sposób mężczyźni wykonujący wyroki rekompensowali sobie odrzucenie ze strony społeczeństwa?! Każdy obawiał się  ich dotyku, a nawet spojrzenia. Nie mogli też liczyć na to, że jakakolwiek normalna kobieta zwróci na nich uwagę. Żonami katów zostawały z reguły prostytutki. Jak potwierdzają opinie osób mających kontakt z  katami, z reguły byli to mężczyźni nieśmiali, wyizolowani, niekiedy ich zachowanie wskazywało na zaburzenia psychiczne. Daje to smutny obraz kontrowersyjnego "zawodu". Życiowa przestrzeń tych ludzi wypełniona była smutkiem i pustką, a przedzierały się przez nią jedynie dramatyczne krzyki skazańców.

Stare chińskie przysłowie mówi:  najlepszym sposobem uniknięcia kary jest obawa przed nią! Dawniej w...Chinach można było uniknąć kary śmierci, znajdując swojego zastępcę... i zdarzały się takie sytuacje.Najczęściej rolę kozła ofiarnego spełniał członek rodziny, którego życie było mniej warte(...).  
     

Jerzy Andrzejczak postanowił uzupełnić i rozszerzyć "Spowiedź polskiego kata", dzięki czemu nowy nakład książki ujrzał światło dzienne. To niecodzienny wywiad z mężczyzną, który sprawował oficjalną funkcję kata w naszym kraju, zanim zniesiono karę śmierci. Osobiście wykonał blisko 90 wyroków i jak sam mówi, każdy z nich musiał odreagować przy szklance wódki. Rozmowa z nim jest dla autora o tyle trudna, ponieważ szklanka wódki tuż "po" z czasem przerodziła się w regularne picie. Mimo tego, język rozmówcy nawet po alkoholu jakoś niespecjalnie chciał się rozwiązać... Dodatkowym atutem jest przybliżenie kilkunastu najciekawszych spraw z tamtego okresu, a warto podkreślić, że o ile zbrodni popełniano mniej niż obecnie, o tyle były one bardzo często działaniem  seryjnego zabójcy. Jedni z najbardziej brutalnych mieli na swoim sumieniu nawet po kilkanaście osób. Ciekawym elementem było wprowadzenie rysu historycznego tej kontrowersyjnej funkcji. Wbrew pozorom najbardziej przez upływające wieki zmieniły się sposoby osądzania, ale samo nastawienie społeczeństwa do katów już nie...

poniedziałek, 24 września 2018

"Kicia Kocia. Witaminowe przyjęcie" - Anita Głowińska

[źródło]

   Chyba nie ma rodzica, który nie słyszałby o Kici Koci. Jako, że kwestię prezencji sylwetki tej bohaterki możemy pominąć, pragnę Wam przedstawić jeden z nowszych utworów autorstwa Anity Głowińskiej - „Kicia Kocia. Witaminowe przyjęcie”.

  Książeczka prezentuje przygody znanej i lubianej kotki, jej przyjaciół oraz rodziny. Tym razem Kicia Kocia zaprasza swojego kolegę Packa do domu. Tata Kici proponuje im przekąskę w postaci jabłek, lecz dzieci mają inny pomysł - jedzą żelki, batoniki i cukierki. Niestety koniec tej uczty jest żałosny, gdyż Packa zaczyna boleć ząb, a Kicia Kocia ma nudności. Dzieci odczuwają skutki własnego łakomstwa, ale najistotniejsze jest to, że jadły niezdrowe produkty, które im zaszkodziły.