poniedziałek, 26 czerwca 2017

"Zbrodnia której nie było" - Andrzej Selerowicz [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

W naszym kraju nadal obowiązują tematy uznawane za tabu. Niby idziemy do przodu, stajemy się coraz bardziej otwarci i z większą śmiałością rozpoczynamy często kontrowersyjne dyskusje, a mimo to zawsze znajdzie się grono osób, które nie potrafi ze spokojem podejść do pewnych spraw. Kiedyś homoseksualizm w Polsce nie istniał i to nie dlatego, że nie było osób o takiej orientacji seksualnej, bo były - tylko otwarcie się o tym nie mówiło. Andrzej Selerowicz w swojej najnowszej książce "Zbrodnia, której nie było" wprawnie wprowadza czytelnika do świata, który nie jest mu jeszcze dobrze znany. 


Krwawa zbrodnia w sterylnym środowisku łódzkich homoseksualistów.


Przyznaję otwarcie, że już sama zachęta wydawcy wystarczyła bym z ekscytacją sięgnęła po tę książkę.Ciekawa byłam jak autor "ugryzł" temat i na czym skupił się podczas tworzenia. W pamięci mam kilka mocno nieudanych publikacji poruszających problem i chociaż ich autorzy chcieli zapewne dobrze, ostatecznie przez nieudolne podsumowania postawili  osoby o tej orientacji w mocno niekorzystnym świetle. Każdy z nas zapewne chociaż raz miał okazję spotkać na swojej drodze geja czy lesbijkę. Pewnie nawet nie wiedzieliście o takim spotkaniu, bo nie mówili na okrągło o swoich preferencjach seksualnych, nie zachowywali się wyuzdanie ani perwersyjnie. Byli tacy jak wszyscy inni - heteroseksualni. Najwyższa pora wyzbyć się zakorzenionego przed laty przekonania i sfałszowanego obrazu tych osób. I ta książka może Wam w tym pomóc. 

Wydawałoby się, że czasy komuny były jednakowo trudne dla wszystkich. Ciągłe braki towaru, nakazy i zakazy wydawane przez władzę. Wszelkie przeciwności losu zdecydowanie łatwiej było przyjmować na barki mając przy boku kogoś zaufanego. Co w takiej sytuacji mogli zrobić ludzie, których "odmienność" skazywała na samotność? 



 " (...) zdaję sobie świetnie sprawę, że tu nie da się żyć swobodnie. ( ...) Żaden z nas nie może sobie pozwolić, by żyć otwarcie. Niektórzy kompletnie się maskują." 



W mieszkaniu Zbyszka podczas pierwszej soboty miesiąca odbywały się spotkania towarzyskie wyłącznie w męskim gronie. Dyskusje prowadzone podczas nich pozwalały chociaż na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. W to jedno popołudnie mogli być naprawdę sobą i cieszyć się swoją bliskością.Fizyczność tych spotkań była ważna, ale nie najważniejsza. Grono przyjaciół wiedziało o sobie wiele, ale nie wszystko. Mało kto miał telefon, a informacje rozchodziły się czasami zbyt późno. Uczestnicy starali się jednak pielęgnować nietypowe więzi i gdy przez kolejne dwa spotkania jeden ze stałych bywalców  do nich nie dołączył, zwyczajnie zaczęli się o niego martwić.Wizyta u jego matki przyniosła smutne wiadomości. Remigiusz, początkujący aktor zmarł w swoim mieszkaniu prawdopodobnie na atak serca.Wszystkim ciężko było uwierzyć w taką wersję wydarzeń, ponieważ mężczyzna był żywiołowym  człowiekiem, a co więcej jednym z najmłodszych w tym gronie. Pytanie rodziło pytanie. Rozmowa z aktorką- przyjaciółką zmarłego rzuciła światło na sprawę. Kobieta uparcie twierdziła, że za śmiercią stoi ktoś trzeci. Zbyszek wraz z pozostałymi uczestnikami sobotnich spotkań postanawiają rozwiązać zagadkę potencjalnego morderstwa. Podczas kolejnej rozmowy z matką dowiadują się, że faktycznie mieszkanie denata wyglądało jak miejsce zbrodnii. Kobieta jednak nigdy nie pogodziła się z sposobem życia syna i jego upodobaniami. Na własną rękę usunęła wszelkie dowody, a całego zajścia nie zgłosiła nawet MO, argumentując że nie widzi powodów by o jej synu po śmierci zaczęto mówić źle. Niemal w tym samym czasie w lokalnych gazetach pojawiają się informacje o serii zabójstw, a w każdym z nich ofiarą pada mężczyzna. Wśród przyjaciół rodzi się obawa, że mają do czynienia z seryjnym mordercą. Czy uda im się sprowokować domniemanego zabójcę i czy misternie przygotowana pułapka okaże się skuteczna?!

To książka, której bez względu na swoje uprzedzenia warto dać szansę. Nie jest to może krwawy kryminał, a sama historia śledztwa mogłaby zostać rozwinięta, a mimo to czytając nie sposób się od niej oderwać. W moim odczuciu to fajnie poprowadzona i osadzona w ciekawych realiach powieść obyczajowa. Mało tu "momentów" którymi ocieka współczesna literatura i właśnie z  tego powodu miło będę wspominać jej lekturę.


Ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Novae Res.



                                                                                                                            ~Mariola Mazur

"Brulion zabaw w podróży" - opracowanie zbiorowe


Źródło
Na pewno każdemu zdarzyło się choć raz być w podróży, która ciągnęła się w nieskończoność. Wiele godzin w pociągu czy samochodzie potrafi nieźle dać w kość, zwłaszcza jeżeli doskwiera nam nuda. Szukamy wtedy rozrywki na wszelkie możliwe sposoby - czytamy, słuchamy muzyki, piszemy, a jeżeli mamy towarzyszy podróży po prostu rozmawiamy. Jak jeszcze ciekawie możemy spędzić ten czas? Z pomocą przychodzi nam "Brulion zabaw w podróży".


"Brulion zabaw w podróży" to zbiór przeróżnych gier, rebusów, zagadek i propozycji zabaw, które mają umilić nam drogę. Cała książka liczy sobie około 100 stron, każda z inną zabawą. Wybór jest naprawdę szeroki. Mamy tu sporo zadań dla najmłodszych dzieci - kolorowanki, połącz kropki, dorysuj część obrazka - więc brulion powinien nieźle się sprawdzić podczas podróży z małoletnimi pociechami. Następnie znajdujemy naprawdę mnóstwo starych, dobrych gier, które większość pamięta z czasów szkolnych - wisielec, czołgi, kartofel, łapki, państwa - miasta, boisko i wiele innych. Ogromnym plusem są gotowe już plansze, które wystarczy wyrwać (albo po prostu grać używając całego brulionu, jak kto woli) i dokładnie opisane zasady wszystkich gier. Oczywiście tradycyjne "kółko i krzyżyk" zna chyba każdy, ale niektóre z zabaw mogą być nowością dla dzieci - jasne instrukcje są wtedy bardzo pomocne. Zresztą pewne gry mogą zaskoczyć także starsze osoby, ja sama trafiłam na trzy propozycje, z którymi dotychczas się nie zetknęłam. Zabawy są naprawdę przyjemne i praktycznie dla każdego. Ja z siostrą miałyśmy zapewnione kilka ładnych godzin rozrywki, aczkolwiek pominęłyśmy część z podróżą - jak widać w wolnych chwilach wszędzie można się dobrze bawić z pomocą tego brulionu.

Plusem "Brulionu zabaw w podróży" jest moim zdaniem też strona wizualna. Może niezbyt ważny element, ale uważam, że warto o nim wspomnieć. Książeczka stylizowana jest na stare zeszyty - charakterystyczny, nieco szorstki papier, wyglądający jak lekko wygnieciona kartka z notesu. Niby drobnostka, ale nadaje pewnej fajnej atmosfery przy korzystaniu.




Jeżeli chodzi o ewentualne minusy wskazałabym na dwie rzeczy. Po pierwsze, książka zadrukowana jest dwustronnie - to niby wydaje się oczywiste, ale w przypadku wyrwania jednej z plansz (np. do gry w statki) automatycznie marnujemy inną planszę czy grę. Pozostaje nam więc albo kopiować poszczególne strony, albo korzystać z brulionu z drugą osobą, która posiada identyczny. No i tu pojawia się drugi minus - większość z zawartych w książce zabaw jest przeznaczona dla minimum dwóch osób. Wybierając się w podróż samemu, lub tylko z jednym dzieckiem, które zajmie się owym brulionem, za wiele rozrywki raczej nie będziemy mieli. Jest naprawdę niewiele stron z zadaniami, które można wykonać w pojedynkę i zazwyczaj są to kolorowanki czy "połącz kropki".

Mimo pewnych niedociągnięć, uważam, że warto zainwestować w "Brulion zabaw w podróży". Nawet jeżeli was nie zachwyci, to parę miło spędzonych godzin na pewno zapewni. Na pewno jest to dużo ciekawsza forma spędzenia podróży, niż nieustanne wpatrywanie się w telefon czy tablet (no chyba, że czytacie książkę, wtedy brulion przegrywa na starcie).

Ocena 7/10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwo Wilga


Kryminały, które poznałam

Dziś chciałabym was zaznajomić z moimi ulubionymi kryminałami.

Weronika z portalu BookParadise stwierdziła, że właśnie do tego gatunku pała ogromnym uczuciem. Jako zalety podaje czucie dreszczyku na plecach czy też całe gro emocji, jakie towarzyszą w trakcie czytania. Ciekawym elementem tego typu książek jest także to, że to sam czytelnik może dochodzić krok po kroku prawdy, podejmować ważne decyzje w sprawie śledztwa i ogólnie ma okazję sprawdzić się w roli szalonego detektywa czy też policjanta. Zapytana o to, których autorów mogłaby polecić z całego serca, bez wahania wskazuje Lackberg, jako królową kryminału. Autorka ta potrafi stworzyć mroczny klimat, połączyć literaturę obyczajową z kryminalną i krok po kroku zaskakiwać swojego czytelnika. Z polskich twórców Weronika wskazuje Remigiusza Mroza oraz Olgę Rudnicką, która znana jest z ogromnego poczucia humoru w swoich wszystkich tworach. Ja poniekąd zgadzam się z Weroniką, chociaż co do twórczości Mroza jak na razie nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ żadnej jego książki jeszcze nie miałam okazji przeczytać.

No dobrze, czas na zestawienie kilku kryminałów, które pojawiły się w moim czytelniczym życiu i wywarły we mnie negatywne bądź też pozytywne emocje.

Autor: Alek Rogoziński
Tytuł: Jak Cię zabić, kochanie?

Moja ocena: 10/10


O czym to jest: Główną bohaterką jest Kasia, która właśnie czuje na karku oddech nie do końca gorącej trzydziestki. Pewnego dnia dowiaduje się, że może liczyć na dość duży spadek. Jedynym warunkiem jest to, że musi się w jakiś sposób "pozbyć" swego ukochanego męża. Proste? Nic bardziej mylnego! Z pozoru to właśnie ona jest drapieżnikiem, polującym na swoją ofiarę, jednak już po jakimś czasie okaże się, że role te mogą się łatwo odwrócić. Rozpocznie się gonitwa zabawnych omyłek, które jeszcze bardziej skomplikują idealny plan Kasi. Jak ostatecznie zakończy się ta tragikomedia?

Moja opinia: Była to moja pierwsza książka tego autora. Wcześniej słyszałam sporo dobrego o nim, a i jego wpisy na Facebooku zawsze poprawiały mi humor. Sięgając po nią raczej nie miałam wygórowanych wymagań, wiedziałam na 99,99% co dostanę i na to się nastawiłam. Jednak po przeczytaniu mogę powiedzieć, że dostałam wszystkiego z nawiązką. Podczas lektury ubawiłam się setnie, wiele razy wybuchałam gromkim śmiechem, aż rodzina przybiegała i dopytywała się, czy ze mną na pewno wszystko w porządku. Z pewnością podczas czytania tej książki nie można nic jeść, bowiem grozi to niewątpliwie udławieniem się. Alek ma bardzo lekkie pióro, pisze z niezwykłą łatwością, tworzy opisy sytuacji w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, że sam w nich uczestniczy. Wiele jego spostrzeżeń idealnie pasuje do życia codziennego. Wykreował barwnych bohaterów, z których każdy się czymś wyróżniał i przez to nadał swojej powieści jeszcze większego smaczku i oryginalności. Niektóre sceny z pewnością zostaną ze mną na dłużej, jak np. ta z szafką, wanną oraz radiem, co miało stanowić próbę zamordowania męża, coś co miało udać się w każdym calu, a jednak okazało się być totalną porażką. Książki Alka Rogozińskiego są wręcz stworzone do czytania właśnie o tej porze roku, czyli latem. Czując na twarzy gorące promienie słońca i zaśmiewając się do rozpuku podczas lektury, z pewnością poprawicie sobie nieźle humor.

Autor: Camilla Ceder
Tytuł: Śmiertelny chłód (tom 1)
Cykl: Christian Tell
Moja ocena: 9/10


O czym to jest: Pewnego poranka Seja zostaje gwałtownie wyrwana ze snu. Telefonuje do niej Åke, sąsiad mieszkający nieopodal, który roztrzęsionym głosem informuje ją, że w warsztacie samochodowym natrafił na zmasakrowane zwłoki. Zadzwonił on już na policję, jednak nie ma jak wrócić do domu, bowiem jego samochód się zepsuł. Prosi więc Seję o podwiezienie... Kiedy udaje się ona ze swoim sąsiadem na miejsce zbrodni jej życie przewraca się do góry nogami. Nic nie jest takie, na jakie wygląda...

Moja opinia: Zobaczywszy okładkę i opis można odnieść wrażenie, że to kolejny szwedzki kryminał, który odniesie sukces. Nic bardziej mylnego, bowiem w Sieci istnieje wiele recenzji, które krytykują tę pozycję. Nie jest ona zwyczajną powieścią kryminalną, ponieważ bardziej skupia się na relacjach międzyludzkich, ich psychologii oraz na codziennym życiu głównych bohaterów. Z tego względu tym bardziej zaskarbiła ona moje serce. Całość nie nużyła mnie, wręcz przeciwnie, wciągnęła i nie chciała puścić do ostatniej strony. Książkę tę czytało się szybko, czytelnik z ciekawością zaglądał na kolejne karty historii, by jak najszybciej dowiedzieć się, co się zaraz stanie. Idealny kryminał na mile spędzany wieczór.

Autor: Robert Bryndza
Tytuł: Dziewczyna w lodzie (tom 1)
Cykl: DCI Erika Foster
Moja ocena: 10/10


O czym to jest: "Jej usta rozchylone, jak gdyby miała przemówić. Jej oczy szeroko otwarte. Jej ciało zamarznięte w lodzie... A to dopiero początek" - czyż nie jest to zachęcający opis? Pewnego dnia młody chłopak odkrywa zwłoki pięknej dziewczyny. Do śledztwa zostaje wezwana Erika Foster. Ofiara morderstwa wiodła na pozór normalne i idealne życie. Jednakże w trakcie śledztwa wychodzą na jaw fakty, które mają coś wspólnego zarówno z tą sprawą, jak i zupełnie inną - ktoś zabił trzy prostytutki. Erika oprócz zmagań z pracą, ma również problemy w życiu osobistym. Podczas jej ostatniej sprawy zginął jej ukochany mąż. Demony przeszłości ciągle ją nawiedzają... Czy uda się jej doprowadzić sprawę "dziewczyny w lodzie" do końca i pokonać strach przeszłości?

Moja opinia: Chyba nie muszę mówić, że pierwszym co mnie przekonało do tej książki była jej okładka. Za każdym razem jak ją widzę, nie potrafię oderwać oczu. Sama treść książki równie mocno mnie zachwyciła. Robert ma lekki styl pisania, w książce znajdziemy zarówno barwne opisy, jak i fascynujące dialogi, czasem nawet zabawne, które wiele wnoszą do samej treści lektury, ale także sprawiają, że czyta się tę książkę z wielką przyjemnością. Nie znajdziemy tutaj jednak wielu rozwinięć psychologicznych postaci, autor nie skupia się zbytnio także na ich życiu prywatnym. Wszystkie czynności czy też sytuacje, jakie spotykają głównych bohaterów, mają w jakimś stopniu związek z prowadzonym śledztwie. Nie przeszkadzało mi to jednak bardzo, lektura i tak była bardzo przyjemna i szczerze polecam ją każdemu, kto lubi po prostu kryminały, a boi się dać szansę polskim autorom.

Autor: Olga Rudnicka
Tytuł: Natalii 5 (tom 1)
Cykl: Natalii 5
Moja ocena: 7/10


O czym to jest: Jest pięć kobiet, a każda z nich może mieć inny motyw. A spadek do podziału jest tylko jeden... Pewnego dnia policja otrzymuje dziwne zgłoszenie. Gdy przybywa na miejsce zdarzenia, zastaje pokój zamknięty od wewnątrz, a w środku zwłoki mężczyzny. Obok niego leży broń, na które są tylko odciski ofiary. Jednak te dziwne zdarzenie jest tylko początkiem kolejnych niezwykłych sytuacji...
W gabinecie u notariusza zjawia się pięć kobiet o tym samym imieniu i nazwisku. Żadna nie wiedziała o istnieniu pozostałych. Każda z nich chce odziedziczyć spadek, każda może być oskarżona o morderstwo i w końcu każda będzie chciała na własną rękę odzyskać zaginiony spadek...

Moja opinia: Swego czasu bombardowały mnie informacji na temat autorki tej poczytnej serii. Że świetnie pisze, że książki są pełne humoru, że czyta się lekko i przyjemnie. W końcu postanowiłam to sprawdzić i... zgadzam się z tymi opiniami! Z początku może się ona dłużyć, jednak im więcej stron za nami, tym bardziej wczuwamy się w akcję i w emocje, jakie odczuwają poszczególne z sióstr. Każda z nich na swój sposób jest wyjątkowa, każda się czymś wyróżnia. Książka liczy sobie 550 stron, ale w ogóle się tego nie odczuwa. Wiele scen okraszonych jest humorem, dzięki któremu nieraz pocieknie na łza z oka. Oczywiście, ze śmiechu. Jedyny minus to zakończenie. Spodziewałam się, że wszystko zostanie wyjaśnione w bardziej szczegółowy i obrazowy sposób, a nie podane sucho fakty i to też niezbyt dokładnie. Nie patrząc jednak na to szczerze mogę polecić tę książkę wszystkim, którzy lubią połączenie kryminału z zabawnymi tekstami i akcjami głównych bohaterów.

Autor: Sofie Sarenbrant
Tytuł: Odpoczywaj w pokoju (tom 1)
Cykl: Emma Sköld
Moja ocena: 9/10


O czym to jest: W damskiej umywalni, mieszczącej się w spa Yasuragi Hasseludden, zostaje odnaleziona nieprzytomna kobieta. Jak się później okazuje, jest to znana aktorka. Niedługo po tym, w hotelowym pokoju nr 327 zostają znalezione zwłoki pary staruszków, leżących w łóżku. Obydwa zdarzenia wydają się być tylko nieszczęśliwymi wypadkami. Jednak, kiedy w gorących źródłach zostaje odnaleziona kolejna ofiara, staje się jasne, że wszystkie te przypadki muszą być w pewien sposób ze sobą powiązane...

Moja opinia: Muszę się przyznać, że bardzo lubię literaturę skandynawską. Po jaką książkę z tej kategorii bym nie sięgnęła to nigdy mnie nie zawodzi. I tak też było i z tą pozycją. Ale od początku... Sam tytuł książki może już nam nasuwać spostrzeżenia o czym będzie ta książka - "Odpoczywaj w pokoju" - czyli w pokoju w mieszkaniu czy też w pokoju hotelowym. Spa Yasuragi Hasseludden jest bardzo ekskluzywne, więc tak naprawdę mogą na nie pozwolić sobie tylko bogacze. Pewnego dnia w umywalni właśnie tego spa jedna z pracownic znajduje nieprzytomną kobietę. Muszę tutaj wspomnieć, że ta scena trochę mnie zaskoczyła. Bowiem pracownica ta weszła raz do umywalni by sprawdzić czy gdzieś mydła nie potrzeba dodać ani czy nie trzeba gdzieś posprzątać. Takie miała obowiązki w swojej pracy. Jeszcze trzeba wspomnieć, że robiła to bardzo wcześnie rano, tuż przed przyjściem pierwszych gości. Właśnie podczas tych swoich rannych zadań zauważyła ona kobietę, siedziała w gorących źródłach. I mimo tego, że się zdziwiła, że o tak wczesnej porze przyszła, nic nie zrobiła by sprawdzić czy ta kobieta w ogóle oddycha, czy żyje. Dopiero jak minęła godzina przyszła znów i zobaczywszy, że kobieta nadal tam siedzi i to w tej samej pozycji wezwała dyrektora spa. Okazuje się, że na szczęście kobieta żyje i że jest to znana aktorka. Wszyscy myślą, że to był tylko nieszczęśliwy wypadek albo wręcz samobójstwo. Ale gdy po upływie kilku dni w hotelowym pokoju nr 327 kierowniczka recepcji znajduje w łóżku martwą parę staruszków wszystko przestaje być już takie oczywiste. Dyrektorzy hotelu wzywają policję i zaczyna się prawdziwe śledztwo. Kto byłby zdolny do takich morderstw z zimną krwią? Tego się dowiecie jak przeczytacie tę książkę. Ja mogę tylko przyznać, że książka jest tak napisana, że naprawdę trudno się od niej oderwać. Na początku podejrzewałam wszystkich o te zbrodnie, ale gdy doszłam do zakończenia byłam w szoku, że to faktycznie ta osoba była za nie odpowiedzialna. Nie tego się spodziewałam! Mogę wręcz powiedzieć, że zakończenie mnie wbiło w fotel. Jeszcze kilka godzin po przeczytaniu byłam w szoku i pod wielkim wrażeniem, że autorka tak misternie stworzyła całą fabułę i tak dobrze nakreśliła wszystkie postacie a zwłaszcza tego szaleńca, który latał po hotelu i mordował. Na koniec dostajemy wyjaśnienie dlaczego to robił - i kiedy już wszystko wiemy wszystko wydaje się takie logiczne.

Autor: Viveca Sten
Tytuł: Gorączka chwili (tom 5)
Cykl: Morderstwa w Sandhamn
Moja ocena: 8/10


O czym to jest: W Sandhamn trwa właśnie noc świętojańska. Na plaży policja odnajduje nieprzytomną nastolatkę, która jest pod wpływem silnych narkotyków. Nikt nie wie, jak się dostała na plażę ani skąd miała używki. Nora Linde po raz pierwszy obchodzi święto z nowo poznanym chłopakiem, Jonasem. Zabawa jednak nie trwa długo, bowiem okazuje się, że córka mężczyzny nie wróciła na noc do domu. Para rozpoczyna rozpaczliwe poszukiwania dziewczyny. Tymczasem następnego dnia na plaży policja odnajduje zwłoki młodego chłopaka. Inspektor Thomas Andreasson rozpoczyna kolejne śledztwo. Po niedługim czasie okazuje się, że każda z osób, która ma jakiś związek ze śledztwem, ma również własne wyobrażenia na temat tego co się stało...

Moja opinia: Szczerze? Po przeczytaniu poprzednich czterech części spodziewałam się czegoś lepszego. Nie wiem czemu, ale jakoś poprzednie tomy bardziej mi się podobały. Może idealnie tutaj pasuje powiedzenie, że co za dużo to nie zdrowo. Ale po kolei. W piątym tomie, podobnie jak w poprzednich otrzymujemy dalsze losy głównych bohaterów. I tak mamy Thomasa, policjanta po niezłych przejściach, który w poprzednich tomach rozszedł się z żoną, a wszystko przez, że nie potrafili poradzić sobie ze stratą ukochanego dziecka. W tym tomie wrócili do siebie i udało im się począć drugie dziecko – ponownie córeczkę. Są z tego powodu bardzo szczęśliwi, ale też cały czas żyją w stresie, że również jej się coś stanie. Mamy również dobrą przyjaciółkę Thomasa, która w poprzednich tomach pomagała mu w śledztwach. Ma dwóch synów – starszego Adama i młodszego Simona. Zaczęła spotykać się z mężczyzną, któremu w poprzedniej części wynajmowała swój dom, bo sama przeprowadziła się do posiadłości, którą przepisania na nią sąsiadka. Mężczyzna ów ma na imię Jonas i również ma córkę – Wilmę. Nora z Jonasem spotykają się od jakiegoś czasu, niby są szczęśliwi, ale potem wszystko się psuje…Viveca Sten jak zwykle ma lekkie pióro, pisze w taki sposób, że człowiek koniecznie musi się dowiedzieć, co będzie na następnej stronie. Podział książki na dość krótkie rozdziały również ułatwia czytanie. Jak dla mnie największym minusem było zakończenie książki – nie zdradzając jakie jest powiem tylko tyle, że spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego, jak to miało miejsce w poprzednich częściach tej autorki.

A wy czytaliście, któryś z powyższych kryminałów? Jakie wywarły one na was emocje? Jakie powieści byście jeszcze polecili w tym gatunku?





~ Paulina Korek






niedziela, 25 czerwca 2017

"Zwłoki powinny być martwe" - Agnieszka Pruska



       „Zwłoki powinny być martwe”, czyli książka Agnieszki Pruskiej, zaintrygowała mnie przede wszystkim tytułem. Sami musicie przyznać, że jest dość oryginalny, a właśnie takie przyciągają mnie najbardziej. Nie raz było to dla mnie mylące i wnętrze książki już tak bardzo nie ciekawiło, jednak w tym przypadku na szczęście śmiało mogę powiedzieć, że zarówno tytuł jak i treść powieści są tak samo intrygujące.
       Dwie nauczycielki postanowiły spędzić miesiąc wakacji w leśniczówce kuzyna jednej z nich. Z dala od zatłoczonych korytarzy, wścibskich i krnąbrnych gimnazjalistów miały oddać się błogiemu nic nierobieniu. Ich wakacyjne plany zostały jednak pokrzyżowane, kiedy podczas zbierania malin, napotkały leżącego pod krzakiem mężczyznę. Po zbadaniu pulsu i oddechu stwierdziły, że nieznajomy jest martwy, w związku z czym pojechały na komisariat, by zawiadomić policje o przestępstwie. Jednak kiedy stróże prawa wraz z nauczycielkami znaleźli się na miejscu zbrodni, okazało się, że zwłoki zniknęły.
       Na tym nie skończyła się jednak wakacyjna przygoda dwóch kobiet. Sprawa znikającego ciała nie dawała im spokoju, toteż postanowiły wszcząć własne śledztwo. Czy wczasowiczkom uda się wyjaśnić sprawę ruchomych zwłok? Czy mężczyzna rzeczywiście był martwy, a może kobiety po prostu źle oceniły jego stan? Co dzieje się w niewielkim miasteczku, w okolicach którego się zatrzymały i w co uwikłają się nauczycielki?
       Muszę przyznać, że „Zwłoki powinny być martwe”, to pierwszy kryminał, który mi się spodobał. Jak dotąd wszystkie książki z tego gatunki zawodziły mnie w mniejszym lub większym stopniu. Chciałam jednak dać im jeszcze jedną szansę i cieszę się, że to zrobiłam. Powieść Agnieszki Pruskiej okazała się bowiem lekką, ciekawą pozycją, którą z przyjemnością czyta się w letnie popołudnia.
       To, co najbardziej przypadło mi do gustu, to zawarty w książce humor. Autorka nieraz wywołała u mnie uśmiech, kiedy czytałam o słownych potyczkach między bohaterami, zabawnych sytuacjach między nimi, czy też rozśmieszał mnie sposób, w jaki została poprowadzona narracja. Główna bohaterka opowiada wydarzenia zawarte w książce z własnej perspektywy i robi to w lekko, niemal kolokwialnie. Przez cały czas ma się wrażenie, że historia jest opowiadana przez koleżankę, która w swojej wypowiedzi nie szczędzi zwrotów używanych w codziennej mowie. Również dialogi są prowadzone w sposób naturalny, pisane żargonem używanym przez ludzi w wieku bohaterek. Jedyne, co mnie strasznie denerwowało, to używanie w narracji i wypowiedziach zdrobnień typu „kawusia”. Nie wiem, dlaczego za każdym razem wzdrygałam się, kiedy takowe się pojawiały.

 "Sądząc po wyrazie twarzy, sierżant Dawid Podgórski zaczynał się zastanawiać, jak nas powstrzymać przed zabawą w detektywów i przed znajdowaniem kolejnych prawie trupów. Biedny człowiek."

       Również bohaterowie książki, są bardzo ciekawi i wręcz nie sposób ich nie polubić. Główne postaci, czyli nasze wczasowiczki, są naprawdę inteligentnymi kobietami, które nie tylko wykorzystują swój rozum i wyobraźnię, by prowadzić własne śledztwo, ale także po to, by pozbyć się wścibskich dzieci swoich gospodarzy, które tylko czekają, by znaleźć coś interesującego i nie dać żyć swoim gościom. Jednocześnie kobiety same wydają się być ciekawskimi małolatami, które nie zważając na protesty policji, szwendają się i wypytują okolicznych mieszkańców o różne sprawy związane z zaginionymi zwłokami. Ciekawą i zapewne sympatyczną postacią jest również sierżant policji, a jego próby spławienia kobiet i przekonania ich, by nie mieszały się w nic, co mogłoby im zaszkodzić, wywołują rozbawienie u czytelnika.
Jest jednak jedna rzecz, która w kreacji bohaterów mi się nie spodobała. Mianowicie to, jak zachowywały się postacie po odkryciu zwłok. Nie było tu żalu czy wstrząsu wywołanego odkryciem, co raczej jest naturalnym odruchem człowieka. Czasami miałam wrażenie, że kobiety wręcz cieszą się, ze ktoś umarł, bo dzięki temu mają zajęcie i się nie nudzą.
       Książkę mogę jednak zdecydowanie polecić wszystkim miłośnikom kryminałów, a także osobom, które szukają lekkiej, zabawnej lektury na letnie dni. Można z nią naprawdę miło spędzić czas i nawet nie zauważyć jego upływu. A może już jesteście po lekturze "Zwłok"? Jakie odczucia w was wywołała?

7/10
 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Oficynka.

Sara Chrzanowska

"Konstelacja zbrodni" - Krzysztof Beśka

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Krzysztofa Beśki. W sumie wcześniej nigdy o nim nie słyszałam ani nie natrafiłam na recenzje jego książek. A szkoda! Gdyby wszyscy pisarze mieli tak lekkie i świetne pióro jak tenże autor, czytanie byłoby jeszcze przyjemniejsze. "Konstelacja zbrodni", jak się można dowiedzieć z okładki, to trzeci tom przygód głównego bohatera, czyli dziennikarza o imieniu Tomasz Horn. Dwa poprzednie noszą tytuły "Ornat z krwi" oraz "Krypta Hindenburga".


Zbliżają się kolejne wakacje, czas ciągłych uciech i wypoczynku. Jednak Tomasz chce je spędzić bardzo pracowicie, jak na dziennikarza z prawdziwego zdarzenia przystało. Rozpoczyna właśnie pracę w nowej redakcji i jego pierwszym zleceniem jest opisanie pochówku szczątków wybitnego astronoma Mikołaja Kopernika, które po wielu poszukiwaniach w końcu udało się odnaleźć. Nie jest to zbyt pracowite, prawda? To co z pozoru wydaje się być łatwe i przyjemne, może okazać się czymś zupełnie innym. Tomasz pakuje się w coraz większe kłopoty, a dzięki temu czytelnik z pewnością się nie zanudzi.
"Pavimentum, które astronom sam zbudował, najpewniej w ogrodzie swojego domu, gwarantowało chociażby to, że obserwacja nieba mogła być prowadzona co wieczór z tej samej pozycji, a to dawało dużo dokładniejsze wyniki pomiarów"
Dzięki tej powieści czytelnik będzie miał okazję przemierzać rozległe tereny Szlaku Kopernikowskiego, na których została osadzona akcja "Konstelacji zbrodni". Autor przeplata tutaj historyczne oraz współczesne wydarzenia, które zaprowadzą nas prosto do Olsztyna, Braniewa czy też urokliwego Fromborka. Taki zabieg zdominowany jest przez bujny życiorys Mikołaja Kopernika.


Lecz Krzysztof Beśka uwielbia w swoich książkach łączyć kwestie historyczne z przejmującymi i sensacyjnymi wydarzeniami. Z tego względu czytelnik w jednym momencie jest w Gdańsku czy też Gdyni, żeby zaraz znaleźć się na pełnym morzu wśród niebezpieczeństw, które nań tam czyhają. Wątki historyczne opierają się także na II wojnie światowej, dzięki czemu całość jeszcze bardziej uwodzi i wciąga do granic możliwości.
"Wtem coś zafurkotało w powietrzu. Rozległ się trzask łamanego drewna. Keller poczuł zapach prochu. Nogi się pod nim ugięły. Posiłkowany przez dodatkowy zmysł, padł jak długi na podłogę."
W powieści tej nie zabraknie także wątków miłosnych. Tomaszowi towarzyszy piękna pani antropolog - Monika, w której niewątpliwie dziennikarz się zadurzy. Zaś w opowieściach o Mikołaju Koperniku przeplatają się także jego miłosne perypetie z Aidą, która przez dłuższy czas udawała jego... siostrzeńca!

Gdy promowana była pierwsza książka tegoż autora, niektórzy opisywali go i promowali jako polskiego Dana Browna. Do tego drugiego pałam od dość dawna miłością i nie dziwię się takiemu osądowi.  Zarówno powieści Dana Browna, jak i Krzysztofa Beśki posiadają swój charakterystyczny oraz historyczny klimat. Każdy z nich wymyślił swojego bohatera, którego potem wplątał w szereg dziwnych, czasem niebezpiecznych wydarzeń.


W "Konstelacji zbrodni" już sama okładka mnie zachwyciła i zmusiła wręcz bym to właśnie po nią sięgnęła. Autor ma lekki sposób pisania i tworzenia opisów i barwnych dialogów. Mnogość tajemnic, które wyglądają za każdego rogu oraz wartka akcja - to wszystko powoduje, że trudno jest się oderwać od tej pasjonującej powieści. Jedynym mankamentem były tu błędy w tekście, osobiście bardzo się męczyłam niekiedy przy czytaniu, kiedy mój wzrok co i rusz napotykał na brak jakiejś literki albo, co gorsza, na źle odmienione słowo.
"- (...) Heinrich Keller, Niemiec urodzony w mieście Danzig, kilka lat po wojnie, która, myślę, w jego ocenie, jeszcze się nie skończyła. Boję się, że wrócił do Polski właśnie po to.
- Po co?
- By zakończyć tę wojnę. Zakończyć ją... zwycięstwem.
- Co takiego?!
- Wiem, że brzmi to niewiarygodnie."
Jest to idealna propozycja dla wielbicieli Dana Browna albo miłośników kryminałów i tajemnic. Przy niej nawet się nie zorientujecie, jak upłyną kolejne godziny na fantastycznej lekturze, każdy urlop będzie udany, a weekend spędzicie z wypiekami na twarzy!

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Oficynka.




~ Paulina Korek