środa, 22 marca 2017

"Magiczne istoty" - Simon Holland

"Strzeż się wróżek, które mogą zesłać nieszczęście, przyprawić o nocne koszmary albo zepsuć żywność, i gniewnych olbrzymów, zdolnych rzeźbić doliny i ciskać górami."

Czy kochacie fantastykę? 
Czy uwielbiacie magiczne istoty?
Czy boicie się pradawnych stworzeń?
A może chcecie z nimi walczyć?
Mam dla was fantastyczną radę! Strzeżcie się albo zgłębiajcie wiedzę o magicznych istotach, bowiem potwory istnieją naprawdę!

Magiczne istoty potrafią zaskoczyć. Ich piękno oraz umiejętności wywierają ogromne wrażenie. Jednak gdzieś w podświadomości nasz szósty zmysł ostrzega nas przed nimi. Niektóre są dobre, inne uwielbiają płatać figle, ale są też takie, których powinniśmy unikać.
Czy intrygują was Feniksy? Może jednak kochacie elfy?  A co wiecie o trollach? Czy sądzicie, że jednorożce są łagodnymi istotami? Chcecie poznać wiele magicznych stworzeń? Jeśli tak, to koniecznie sięgnijcie po książkę "Magiczne istoty".

"Przygotuj się na zauroczenie, strach i zdumienie - a wszystko to naraz, gdy już ośmielisz się wkroczyć do tego urzekającego świata"



Jestem zauroczona, zakochana i spełniona jako miłośnik fantastyki! Ta magiczna książka jest rewelacyjna i zdecydowanie każdy kto uwielbia fantastykę powinien zaopatrzyć się w nią. Możliwość poznania tych wszystkich istot okazała się niesamowitą przygodą. Informacje jakie posiadałam zdecydowanie przydadzą się mi. Moja wyobraźnia została pobudzona, a nowa wiedza zostanie wykorzystana przeze mnie podczas obrony przed złymi stworzeniami.
Te wszystkie smoki, centaury, jednorożce, gryfy skradły moje serce już od samego początku. I chociaż powinnam lękać się, to jednak moje serce należy do nich.

"Magiczne istoty" dały mi możliwość poznania takich stworzeń jak:
- Feniks,
- Olbrzymy,
- Przerażające olbrzymy,
- Harpie,
- Jednorożce,
- Centaury,
- Bazyliszek,
- Trolle,
- Mieszkańcy mórz (Margyr, Selkie, Ningyo),
- Smoki,
- Wilkołaki,
- Chimera,
- Sfinks,
- Cerber,
- Straszliwi strażnicy,
- Gryf,
- Pegaz,
- Elfy.



Wyobrażacie sobie te wszystkie stworzenia w jednej książce?! Nie mogę wyjść za zachwytu! A dodatkowym atutem są umieszczone w niej genialne tajniki obrony przed wilkołakami. Już nic nie jest mi straszne! Mogłam również poznać magiczne zwroty, a także zaklęcia i elfie sztuczki. Teraz już wiem, że za wszystkimi moimi straszliwymi koszmarami oraz poplątanymi włosami z rana stoją elfy, które uwielbiają psocić i robić "elfie loki". 
Nawet smoki nie są mi już straszne, wiem że ich smoczy ogień mogę zagasić na jeden sposób, ogniem ziemskim. Odkąd zgłębiłam wiedzę pochodzącą z "Magicznych istot" jestem bezpieczna. Teraz to ja rozpocznę polowanie, będę wilkiem, a nie owcą.



Książka jest zdecydowanie rewelacyjna. Umieszczone w niej szczegóły na temat przeróżnych stworzeń są gratką dla fantastykoholików. Ja rozpływam się z zachwytu. Ogromnym zaskoczeniem były informacje chociażby o Selkie, których wcześniej nie spotkałam w żadnych książkach. Dodatkowym plusem są przewspaniałe ilustracje, które możemy znaleźć na każdej stronie książki. Każda z nich jest idealnym uzupełnieniem informacji. Oczywiście część informacji jest mi już znana z wielu innych książek, ale pozyskałam także dodatkową wiedzę.
Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić was do sięgnięcia po "Magiczne istoty". Gwarantuję wam, że spędzicie miło czas podczas pozyskiwania wiedzy ze świata fantasy. Ta książka jest zdecydowanie rewelacyjna. Magiczna aura weźmie was w swoje szpony, zachwyci i na zawsze pozostanie waszą miłością. Po tej książce pokochacie fantastykę jeszcze bardziej.



Ocena: 10/10

Wydawnictwo:
Wydawnictwo Galeria Książki
Liczba stron: 48
Data wydania: 09.11.2016

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo Galeria Książki.

wtorek, 21 marca 2017

"Nadwyczajni. Sekretny świat" - Ohana

Dlaczego ja sięgnęłam po tę książkę?! To był zdecydowanie błąd! Zabierzcie ją ode mnie!
To miała być fajna młodzieżówka, przy której chciałam spędzić miło czas. Chciałam dobrze bawić się przy fantastyce z domieszką kryminału. No właśnie. Na chceniu skończyło się.

Effie jest nastolatką, która przeprowadziła się wraz z mamą i starszym bratem z Nowego Jorku do niewielkiego miasta w Australii. Poznała tam OD RAZU Phoebe, dziewczynę, która zabrała ją na imprezę, gdzie poznała przystojnego chłopaka, który jak się okazuje jest jej kolegą z kasy. No tak... mamy od razu przyjaciółkę i chłopaka, który zawirował jej w głowie od pierwszego wejrzenia. Oczywiście zaczyna między nimi iskrzyć, bo jak może być inaczej? TRAGEDIA! Tak mogę określić ten jakże mdły wątek tej historii. Czy tak trudno jest wymyślić coś oryginalnego? Na samym starcie mój zapał do książki ostygł. Tak szybko poznała chłopaka i super przyjaciółkę, którzy jak zaraz się okazuje nie są zwyczajni.
Ale dobra, podążamy dalej. Mamy wątek kryminalny! Fajerwerki i powiew świeżości! A gdzie tam... NUDA!
W mieście grasuje morderca, wycinający na ciele swoich ofiar tajemniczy wzór, a jego następna ofiarą jest nikt inny jak... Effie! Myślę, że nie muszę tego komentować. Emocji brak, przewidywalność bije z każdej strony.
Ale, ale! Na ratunek przybywają jej Nadzwyczajni uczniowie z klasy. Jaka z niej szczęściara! No po prostu dziwny zbieg okoliczności.


Zaczynam myśleć, że autorzy nie mają naprawdę pomysłu na książki. "Sekretny świat" to nic innego jak kopia wątków z wielu innych książek. Dałam szansę, bo to debiut i bardzo tego żałuję.
Schematyczność razi w oczy jak letnie słońce. Czytało się całkiem szybko, ale to tyle jeśli chodzi o plusy tej książki. Nie potrafiłam wciągnąć się w świat. Styl autorki nie jest zły, ale fabuła jest tragiczna. ON, ONA, super zdolności, zagrożenie, super bohater bla bla bla i ciągle to samo. Ona biedna poszkodowana, a on nastoletni superman.
Liczyłam na wątek kryminalny, który porwie mnie, zaintryguje, a ja z zapałem będę śledzić losy bohaterów, ale otrzymałam jedno, wielkie, przewidywalne nic. Książka jest słaba i uważam, że zmarnowałam czas. Zrzynanie z innych książek jest naprawdę kiepskim pomysłem. Nawet elementy fantastyki zawiodły mnie, czego nie spodziewałam się, bo fantastyka jest rozmaita. Jednak ja kopiowanie będę surowo potępiać.
Nie polecam ani nie zachęcam do sięgnięcia po książkę. Warto jednak samemu ocenić, może wam się spodoba, ale ja zdecydowanie jestem na nie.

Ocena: 2/10

Wydawnictwo:


Liczba stron: 372
Data premiery: 21.10.2016


Za egzemplarz dziękuję Novae Res.

"Frankenstein" - Mary Shelley

"Jesteśmy istotami nieukształtowanymi i tylko połowicznie wyrobionymi, jeżeli ktoś mądrzejszy, lepszy i bardziej nam miły niż my sami - bo taki właśnie powinien być przyjaciel - nie użyczy nam swej pomocy, by udoskonalić naszą słabą i błędną naturę."

Nauka potrafi być okrutna.
Eksperymenty nie zawsze udają się.

A wybujałe ambicje mogą doprowadzić do destrukcji.

Zawsze intrygowała mnie historia słynnego Frankensteina, jednak jakoś nie mogłam zabrać się do zgłębienia wiedzy o nim.
W końcu przyszedł ten moment, gdy pokusiłam się o wyjątkową powieść, wzbogaconą w dodatki w postaci nowel i opowiadań.

Robert Walton żeglując po niezliczonych wodach trafił na arktyczne lody, gdzie niestety albo stety utknął. Spędził tam wiele czasu, ale jego wysiłek opłacił się, bowiem pewnego dnia dotarł do niego na saniach rozbitek, wycieńczony Wiktor Frankenstein, który skrywa tajemnicę oraz przerażającą do szpiku kości historię. Wiktor jest mądrym człowiekiem, którego przerosły własne ambicje. Bawiąc się nauką i kierując arogancją stworzył potwora. Skutki "zabawy" były tragiczne. Sprowadziło to wiele bólu oraz cierpienia.

"Bo nic się tak nie przyczynia do uspokojenia umysłu jak zdecydowany cel- najlepszy punkt zaczepienia dla duszy i niczym nie zaślepionego intelektu."


"Frankenstein" to niesamowita historia pokazująca naukę, która potrafi być nieobliczalna. Obrazuje ludzkie ambicje, które nas przerastają. Powoduje, że przystajemy i zaczynamy zastanawiać się nad życiem. Przekazuje mnóstwo przemyśleń oraz motywów.
Historia pokazuje życie, które potrafi być okrutne. Przedstawia cierpienie, stratę, brak akceptacji, ale także miłość, która jest niewyobrażalnie silnym uczuciem.
Mary Shelley stworzyła wspaniałą historię, którą zdecydowanie powinien poznać każdy, kto miłuje literaturę. Ja po klasyki nie sięgam, ale w końcu przełamałam się i zdecydowanie jestem zachwycona. Fabuła jest majstersztykiem. Nie sądziłam, że tak bardzo mnie zaintryguje. Zdecydowanie jest interesująca. Opowieść pełna emocji. Autorka w bardzo dobry sposób, używając barwnego języka przedstawiła niebanalną historię.
Całość czyta się naprawdę szybko. Z każdą stroną płynie się. Możliwość poznania wspomnień Wiktora Frankensteina jest niesamowitym uczuciem oraz cudownym zabiegiem literackim. Wkradłam się do jego umysłu i przepadłam.


Książka jest bardzo pięknie wydana w twardej, kolekcjonerskiej oprawie, która cieszy oko. Dodatkowym atutem są zamieszczone w środku przepiękne ilustracje, drzeworyty, które są idealną ozdobą i wykończeniem całości. Amerykański Artysta Lynda Warda z całą pewnością włożył serce w swoją pracę, co widać od razu.
Ogromną uciechą są dodatki w postaci klasycznych nowel takich jak "Pogrzeb"George’a Gordona Byrona i "Wampir" Johna W. Polidoriego oraz niesamowite opowiastki Percy’ego Shelleya, które nadają książce dodatkowej świeżości. I chociaż to klasyki, to ja bawiłam się podczas ich czytania niesamowicie dobrze.

Ocena: 9/10

Wydawnictwo:

Liczba stron: 320
Data wydania: 25.09.2013

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo Vesper.

sobota, 18 marca 2017

"Opposition" - Jennifer L. Armentrout

"Myślę, że jeśli komuś ufamy, to wszyscy jesteśmy wariatami."

Kiedy Luksjanie przybyli na Ziemię, rozpoczęła się inwazja.
Było brutalnie, krwawo, nie zabrakło przemocy.
Wielu zmieniło się, a zaufane osoby stały się wrogami.
Nie wiadomo, komu można ufać.
Jedno jest jednak pewne.
Razem mogą pokonać cały świat.


"O mój Boże - powiedziała i położyła głowę na łóżku. Brzmiała na rozbawioną i w tym momencie wyglądała jak cholerna bogini. -Chyba masz jakąś specjalną moc, jeśli chodzi o znajdowanie prezerwatyw. Serio. One chyba spadają z nieba, gdy ty jesteś w pobliżu.
Uśmiechnąłem się i zębami rozerwałem folię.
-Ja mam tylko te potrzebne umiejętności, Kotek."


Katy przeprowadziła się z Florydy ze swoją mamą. Obie chciały zacząć życie na nowo, po stracie ojca i męża. Kat zamieszkała w małym miasteczku, w którym dzieją się dziwne rzeczy, a ludzie spoglądają na nią, jak na dziwadło, ponieważ przyjaźni się z Dee, sąsiadką, z którą od razu złapała dobry kontakt.
Tak było na początku, ale teraz nic nie jest takie jak powinno. Życie Kat zmieniło się w momencie, gdy poznała Dee i Daemona Black. Od tamtego momentu żyła w ciągłym niebezpieczeństwie, a koniec był coraz bliżej. Jednak mimo przeciwności losu miłość zwyciężała.
Z Kat u mnie bywało różnie. Lubię ją od początku, ale czasami bardzo mocno irytowała mnie. Lubię ją za charakter i siłę, jaką w sobie posiada. Cięty język jest zdecydowanie jej atutem, za który ma u mnie ogromny plus.

Daemon jest przystojniakiem, który mieszka po sąsiedzku z Kat. Ukrywa się pod swoją nieprzyjemną skorupą, ponieważ chce chronić za wszelką cenę swoją siostrę. Oboje wykazują się zdolnościami, które nie powinny istnieć, a nawet pochodzą z innej planety. Wiele lat temu, przenieśli się ze swoją rasą na Ziemię, a ich ciała mogą świecić jak słońce.
Aby ukryć swoje zdolności, Daemon kłamie i wykazuje niechęć do innych ludzi. Jest potężny i musi ukrywać swoje moce, ponieważ wielu chce je posiąść. Ale kiedy pojawiła się Kat, stała się dla niego i siostry zagrożeniem. Teraz musi je chronić i zrobi to za wszelką cenę.
Tak, tak właśnie było w pierwszym tomie, a jak jest teraz?
Teraz Daemon pokazał swoje wnętrze w pełni. Ten gorący facet ma ogromne serce i chociaż jego język jest często nieprzyzwoity, to i tak skradł moje serce. Bardzo go polubiłam, ma w sobie niesamowity magnes, który przyciąga kobiety.
"- Więc poza faktem, że jeśli umrę, to i ty także. Tamci Luksjanie sądzą, że chcesz mnie tu zatrzymać, bo lubisz...?
- Uprawiać z tobą dziki, zwierzęcy seks? - podsunął."

Dee jest siostrą Daemona, która ściągnęła na siebie i brata kłopoty, w momencie, gdy zaprzyjaźniła się z Kat. Bardzo jej zależy na przyjaźni, chociaż wie, że nie może tego mieć. Nie słuchając zdrowego rozsądku, rozpędziła kolejkę problemów.
Dee jest bohaterką, którą polubiłam w pierwszym tomie, ale z każdym kolejnym traciła w moich oczach. Niemniej jednak wróciła na dobrą ścieżkę w tym tomie i znosiłam ją, a nawet i lekko polubiłam za sprawą Archera, który jest sympatycznym facetem. Nie będę o nim opowiadać, musicie poznać go sami.

Och i jest Hunter! Uwielbiam tego faceta! Właśnie zaczęłam czytać dodatek do "Lux" o nim i coraz bardziej podoba się mi ten facet. Drugi Daemon z pazurem. Okaże się, który wygra ten pojedynek.
Jego charakter jest niesamowity, a przeciwstawianie się własnej rasie jest bardzo świetnym pomysłem. Niestety w "Opposition" nie możemy poznać go zbyt dobrze, niewiele jest go tutaj, ale autorka o nas pomyślała i napisała odrębną książkę o nim.

W ostatniej recenzji pisałam również o chłopaku, który ma na imię Luc. Jest to bardzo sympatyczny, nieprzewidywalny i nieco dziwny piętnastolatek, który zaskakuje mnie za każdym razem. Bardzo, ale to bardzo go polubiłam i z przyjemnością przeczytam odrębną książkę o nim, jeśli taka powstanie.

"Lore wzruszył ramionami.
Hunter wzruszył ramionami.
Najwyraźniej cała ich rasa lubiła wzruszać ramionami."

Po przeczytaniu czwartego tomu serii "Lux" miałam wielki dół. Czułam się źle, było mi smutno i byłam przygnębiona. Autorka zawiodła mnie, ale wiedziałam, że tak nie może być. W końcu to Jennifer! Nie mogłam czekać długo na kolejny tom, bo po prostu nie zgadzałam się z tak słabym poprzednim tomem. Miałam czytać później, a odrzuciłam wszystko na bok i dorwałam "Oppostion". Przepadłam na kilka cudownych godzin! Jennifer pokazała, że potrafi tworzyć niesamowitą historię, pełną emocji i akcji. Tego zabrakło mi w poprzednim tomie, teraz jednak dostałam wielką bombę, którą jestem zachwycona.
Było po prostu bombowo!!! Ta część chociaż jest najszczuplejsza ze wszystkich, zdecydowanie jest najlepsza! To wszystko co tutaj działo się pozamiatało mnie i to porządnie. MAM KSIĄŻKOWEGO KACA! Nic mnie teraz nie wyleczy.
Oczywiście minusy książka również ma, głównie jeden, ale o nim na końcu. Najpierw poczytacie moje zachwyty.

"Gdybyśmy nie byli w środku walki, wziąłbym cię przy drzewie w tej chwili."    


Zacznijmy od fabuły. Ona jest fenomenalna i to dzięki niej pokochałam tak bardzo tę część. Odkąd pojawili się nowi Luksjanie, a Daemon i rodzeństwo podążyli za nimi, rozpoczęła się inwazja. Kosmici pragną przejąć władzę nad ziemią. Nie brakuje mordów, krwawych, brutalnych oraz pikantnych scen. Uwielbiam takie połączenie! Te wszystkie morderstwa wykonane z zimną krwią były tak cudownie brutalne! Ten cały dreszczyk emocji i opisy scen. Coś niesamowitego! A do tego dochodzą pikantne sceny, które w wykonaniu Jennifer są naprawdę nieziemskie.
A to, co wrogowie robili z Kat i Daemonem! JAK JA UWIELBIAM TĘ CZĘŚĆ! Ma w sobie wszystko to, co lubię otrzymywać od książek. Było magicznie, bajecznie, po prostu rewelacja!
I oczywiście nie zabrakło fenomenalnej akcji. Ciągle działo się, nie było momentu, podczas którego mogłabym nudzić się. To jest coś pięknego! Książkę po prostu pochłonęłam. Nie mogłam oderwać się od niej, to było wręcz niemożliwe. Jest to zdecydowanie idealne zakończenie serii, która zdecydowanie stała się jedną z moich ulubionych.
Dodatkowym atutem są bohaterowie, którzy mają zróżnicowane charaktery. Teraz nikt mnie nie irytował, a nawet polubiłam Dee za sprawą Archera. Kat nareszcie zrozumiała czego chce, znów pokazała swój pazur i było świetnie. No i oczywiście nie można zapomnieć o seksownym Daemonie, którego intrygi zawsze mnie rozśmieszają. Wysoki, inteligentny, pyskaty, zabójczo seksowny ideał.
Tutaj jak już wcześniej wspomniałam, poznajemy także bliżej Huntera, Arumianina, który jest jednym z normalnych. Z pewnością was zachwyci ten facet. A Lotho, cóż, ten facet zdecydowanie powinien odwiedzić psychiatryk, jednak jego porywcze zachowanie z pewnością spodoba się wam. Ja przepadłam.

"Kocham cię[...]. Jeśli Twoje życie jest w niebezpieczeństwie, to zrobię wszystko, żeby cię od niego uchronić. To się robi dla osób, które się kocha."

Jedynym minusem książki są niektóre "błyskotliwe teksty" jakie starała się wprowadzić autorka dla śmiechu. Jak dla mnie np. nabijanie się ze sławnego Justina Biebera było słabe. I chociaż ja za nim nie przepadam, to uważam, że autorka nie powinna robić takich rzeczy.

"Opposition" to zdecydowanie wspaniała książka, po którą warto sięgnąć. Jest genialnym zakończeniem całej serii "Lux", którą oczywiście z całego serca polecam. Jennifer L. Armentrout oczaruje was swoją twórczością, a wy polubicie jej pióro. Zdecydowanie przepadniecie w świecie wyjątkowych kosmitów i nie będziecie w stanie oderwać się od nich. Przepadniecie na dobre. Momenty zaskoczenia, które pojawiają się w całej serii, a zwłaszcza w ostatnim tomie wbiją was w fotel.
Gorąco polecam wam tę serię! Zdecydowanie nie zawiedziecie się na niej.

Ocena: 9.5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo księgarni Manon.

Wydawnictwo:

Liczba stron: 400
Data wydania: 28.10.2015

czwartek, 16 marca 2017

"Origin" - Jennifer L. Armentrout

"Masz syndrom płatka śniegu. Znowu czujesz się wyjątkowy... "

Kiedy Katy i Daemon chcieli uratować bliską osobę, los pokrzyżował im plany. I chociaż uratowali Dawsona, Kat została pojmana. Daedalus zajął się nią, robił badania i przedstawił okrutną prawdę.
Daemon, aby uratować ukochaną jest w stanie zrobić wszystko. Zrówna wszystko z ziemią, poświęci niewinne życia, aby uratować swoją miłość.
Ona jest jego ostoją.
Ona jest najważniejsza.
Ona jest przyszłością.

Jak potoczą się losy bohaterów? Czy Daemonowi uda się uratować Katy? Ile osób musi poświęcić swoje życie?

"- Jestem Dee Black. Siostra tego dupka, znanego jako Daemon. - Uśmiechnęła się szeroko. - Ale to już pewnie wiesz.
- Że jest dupkiem i że jest twoim bratem?
- Jestem też bratem, który skopie ci dupę, jeśli zaraz nie puścisz ręki mojej siostry.
- Ignoruj go, on po prostu nie umie się zachowywać w towarzystwie."


Daemon oczywiście jest moim ulubionym bohaterem, który ma swój charakter, a poczucie humoru nie opuszcza go nawet w najgorszych chwilach. Niemniej jednak autorka w tej części zrobiła z niego takiego głupka, który ślepo pobiegł za Katy i chciał wszystkim urywać głowy, aby tylko ona była bezpieczna. Stał się takim bezmyślnym chłopakiem, w którego myślach krążyły tylko trzy słowa "Katy, śmierć, zabójstwo".
Zdecydowanie niesmaczne, zdecydowanie zepsuło go, ale i tak go uwielbiam!

Katy - oczywiście pojmana Kat jest taka biedna i smutna. I chociaż próbuje udawać silną i walczy nawet lampą, to za chwilę staje się kupką nieszczęść, która płacze i użala się nad swoim życiem. Dodatkowo z silnej dziewczyny zamieniła się w kluskę, która zaczynała wierzyć w słowa Daedalusa, chociaż nienawidziła ich.
Lubię ją, ale tutaj działała mi na nerwy.

A Dee... cóż, jak na początku polubiłam jej wariactwo, tak teraz nie jestem w stanie jej znieść. Jest tak fałszywą osobą, że mam chęć wejść do książki, przyłożyć jej i wrócić. Tak bardzo mnie irytuje! A myślałam, że będzie lepsza...

Oczywiście jest jeszcze Dawson, którego lubię, ale wkurza mnie, że nie chce pomagać, tylko siedzi, czeka i próbuje powstrzymać brata. I chociaż myśli racjonalnie, a Daemon działa gwałtownie z miłości (co w sumie jest słodkie i głupie), to dostał to, czego chciał i teraz nie obchodzą go losy innych. Jest strasznie egoistyczny, a jego dziewczyna Bethany może podać sobie z nim ręce.

I jest jeszcze Luc! Uwielbiam chłopaka. Ten piętnastolatek ma naprawdę rękę do interesów, jest niesamowicie mądry i potrafi kombinować. Gdyby nie był taki młody, to wiecie... I te jego poczucie humoru! Jest naprawdę cudownym bohaterem.

"- Hej, ludzie! - powiedział wesoło. - Przyniosłem pączki.
- Dobry Boże, prawie dostałam przez ciebie zawału.
- Jestem całkiem pewny, że zamknąłem drzwi - warknął Daemon.
- A ja jestem całkiem pewny, że po prostu sam się wpuściłem. Hej, Katy!
- Hej, Luc...
- Patrz, co mam. - Wyjął z torby koszulkę z napisem o pozaziemskiej autostradzie. - Teraz będziemy jak bliźniaki."


Seria "Lux" pochłonęła mnie od samego początku. Za każdym razem, kiedy sięgałam po kolejny tom miałam wypieki na twarzy, a emocje nie opuszczały mnie do samego końca.
Również optymistycznie nastawiłam się do czwartego tomu, jednakże "Origin" zawiódł mnie, co bardzo zabolało, bo kiedy kocha się całą serię i pióro autorki, a spotyka tak okropna rzecz, to ma się chęć rzucać książką.
Totalnie zawiodłam się, ale wiedziałam, że to nie jest ta Jennifer, coś mi nie grało. Ta cała przewidywalność, brak emocji, ciekawej akcji i wielkiego kopa, jakiego daje zawsze autorka mocno mnie zirytowały. Żeby po niecałych dwustu stronach nie chciało się mi czytać książki Armentrout?! Toż to niemożliwe! Nie mogłam w to uwierzyć.
Niestety, wyszło jak wyszło i nie było wielu momentów zaskoczenia. Z przykrością muszę to stwierdzić, ale nudziłam się.
Od samego początku spodziewałam się rozwoju sytuacji oraz zakończenie i moje przypuszczenia potwierdziły się. Niestety. Autorka moim zdaniem przedobrzyła w tym tomie, zaczęła na siłę wszystko tworzyć. Tak to odbieram.
Dodatkowo powstała nowa rasa kosmito-hybryd, którą nazywają Originiami. Super hiper rasa, która powstaje z Luksjanina i hybrydy (człowieka uleczonego przez Luksjanina), która ma niebywałe moce. Oczywiście jeszcze nie znamy ich, to będzie w kolejnym tomie. Ta nowa rasa jak dla mnie to już totalne przegięcie. Wystarczy, że są Arumianie, Luksjanie i hybrydy, a i tak jest już kocioł... Wychodzi w sumie powoli na to, że kosmitów jest więcej niż ludzi.
Autorka chciała dobrze, ale przedobrzyła.

"- Czasem jesteś napalony jak pies.
- Nie zapomnij mnie pogłaskać w nagrodę."


Bardzo, ale to bardzo brakowało mi emocji, które porwałyby mnie w wir wydarzeń. Nie odczuwałam nic podczas czytania, a dodatkowo nie potrafiłam wgryźć się w fabułę, która nie była jakaś wybujała. Jak dla mnie zbyt przewidywalna, co jest niepodobne do Armentrout. Dodatkowo brak akcji. Jest ona, nie powiem, że nie, ale brakuje takiej porządnej akcji, gdzie jest łomot, brutalność i wzbudzanie emocji u czytelnika. Jak dla mnie tego tu nie ma, są tylko słabe i nic nieznaczące wydarzenia, a wszystko kręci się wokół Katy. Zrobiło się mi niedobrze od tej tęczy panującej w książce.
Dodatkowo czekałam, aż Blake dostanie za swoje, Daemon go solidnie potraktuje, a tu niespodzianka. Jeden ruch i koniec zabawy.
Ostatnim minusem są słowa, jakie wypowiadają bohaterowie i ich "teksty na odpyskowanie". Czasami były tak słabe, że miałam wrażenie, jakby przedszkolak je wypowiadał.
Uważam, że "Origin" to najsłabszy tom z całej serii. Zawiodłam się totalnie, jednakże nadzieję przywraca mi już piąty tom, który tak samo jak trzy pierwsze wyglądają, jakby wyszły spod pióra całkowicie innej osoby.
Niemniej jednak zachęcam do sięgnięcia po książkę, jak również całą serię, bo każdy ma inny gust i oczywiście wam może spodobać się całość. Ja mimo wszystko jestem zadowolona, że poznałam całą serię.


Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo księgarni Manon.


Wydawnictwo:

Liczba stron: 464
Data wydania: 01.07.2015

wtorek, 14 marca 2017

"Całkiem obcy człowiek" - Rebecca Stead

"Powiedzmy, że z każdym człowiekiem związane jest dziewięć tysięcy różnych rzeczy (...) i powiedzmy, że dwoje ludzi zakochuje się w sobie, bo im się wydaje, że ich rzeczy do siebie pasują. Ale nie wiedzą, że tak naprawdę pasuje do siebie tylko tysiąc z tych rzeczy... "

Pięciu zwariowanych nastolatków.
Trzy przyjaciółki.
Miłość, przyjaźń, problemy.

Życie nastolatków nie jest tak kolorowe, jak może się wydawać.

Bridge, Tabitha i Emily to trzy przyjaciółki, które znają się od zawsze. Wszystkie sekrety przekazują wzajemnie sobie, wiedzą że mogą na siebie liczyć. Każda z nich jest inna i różnią się od siebie bardzo. Teraz w ich życiu nastał moment, który testuje ich przyjaźń. Dowiedzą się, czy lata, które wspólnie dzielą nie są zmarnowanym czasem. Na drodze każdej stają przeszkody, jednak wszystkie wiedzą, że mimo wszystko nie mogą ze sobą kłócić się, to ich żelazna zasada.

Poznajcie zatem trzy bohaterki:
Bridge przeżyła wypadek, który był straszny i tak naprawdę nie powinno jej już być. Dodatkowo zaczęła nosić nie wiadomo czemu kocie uszy. Jest zwariowana i niesamowicie przyjazna. Swoim podejściem do życia potrafi zarazić.

Emily poznała chłopaka, jest z nim w związku (jeśli można tak nazwać relację między nimi). Ale ten chłopak jest troszkę nie do końca odpowiedni dla niej, a dodatkowo prosi o zdjęcia. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby te zdjęcia były normalne, a nie odpowiadały jako rodzaj komunikacji.
Em jest bardzo ciepłą osobą, która zakochała się. To taka nastolatka, która przeżywa swój związek. Taka sympatyczna osoba.

Tabitha jest zagorzałą feministką. Bardzo mocno odstaje od swoich przyjaciółek. Dodatkowo potrafi przejrzeć każdego człowieka, a przynajmniej tak myśli. Panna wszechwiedząca.
Tab to osoba, która rozśmieszała mnie. Bardzo polubiłam ją za charakter. Zdecydowanie nie brakuje jej temperamentu.

Jak widzicie, dziewczyny różnią się od siebie i to mocno, a jednak tyle lat trzymają się razem. W końcu przeciwieństwa przyciągają się.
Ale to nie wszyscy bohaterowie!
Musicie poznać jeszcze:
Sherm, skromny chłopak, który rozmyśla nad sensem małżeństwa. Jego dziadek bowiem zostawił po kilku latach porzucił żonę, a chłopak tego nie rozumie. Dodatkowo rozmyśla nad przyjaźnią damsko-męską.
Sherm jest bardzo sympatycznym chłopcem, który jest nieco zamknięty w sobie. Jego charakter jest wyjątkowy.

Jamie, brat Bridge, który założył się z kolegą i o mały włos nie skończyło się to katastrofą. W zasadzie ciągle robi jakieś nowe zakładki, ale ten ostatni szczególnie nie wyszedł.
Jest to typ złego chłopca, takie trochę buntownika, którego nie sposób nie lubić.

"Nurtuje mnie pytanie: czy obcy jesteś nowy Ty? Czy ta osoba, którą byłeś, jest obca?"


Ogromnym plusem dla książki jest zróżnicowanie charakteru bohaterów. Każdy z nich jest inny i nadaje to książce mocy oraz wyrazistości. Bardzo polubiłam każdego z nich. To nastolatkowie z problemami, które czasami są naprawdę błahe.
Klimat młodzieżowy, który przedstawiła tutaj autorka ani trochę nie przeszkadzał mi, co miało miejsce w wielu innych książkach. Połączenie życia bohaterów z problemami, które są naprawdę różne, czasami trudne, innym razem błahe, a nawet i dziwne było genialnym pomysłem.

"Całkiem obcy człowiek" zaklasyfikowany jest jako literatura młodzieżowa. Ja jednak nie do końca zgadzam się z tym, bowiem ta książka jest niesamowicie mądra i każdy powinien po nią sięgnąć. Myślę, że każdy z nas ze względu na wiek odbierze ją inaczej, jednak jedno mogę wam gwarantować. Książka chociaż młodzieżowa, jest genialna. I chociaż mówi się, że takie książki są lekkie i przyjemne, to owszem, ta taka jest, ale także przemawia przez nią dorosłość i przede wszystkim mądrość.

Mimo, że od jakiegoś czasu literatura młodzieżowa często męczyła mnie i ciężko było znaleźć mi coś godnego uwagi, to "Całkiem obcy człowiek" wpisała się idealnie w miejsce poszukiwań i przywróciła mi nadzieję w literaturę młodzieżową. W końcu znalazłam książkę, która ma bardzo ciekawą fabułę, nie jest smętna i nie zanudziła mnie po kilku stronach.
"Całkiem obcy człowiek" to książka, którą przyjemnie czyta się. Język autorki jest barwny i lekki.
Problemy, jakie zostały poruszone przez autorkę są przedstawione w ciekawy sposób. Mamy tutaj przyjaźń, rozstania, zdrady, rodzinne kłopoty, tarapaty w jakie wpadają bohaterowie. Wszystko to nadaje książce wyjątkowego klimatu.
Książka jest zdecydowanie godna uwagi i warto po nią sięgnąć. Uważam, że z pewnością nikt nie zawiedzie się na niej. Gorąco polecam! Powinna oczarować was od samego początku.

Ocena: 9/10
Wydawnictwo:
IUVI
Liczba stron: 328
Data wydania: 15.02.2017

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo IUVI.

niedziela, 12 marca 2017

"Dręczyciel" - Penelope Douglas

"Wczoraj trwa wiecznie. Jutro nigdy nie nadejdzie dla ciebie..."

Kiedy myślisz, że kogoś znasz, życie skutecznie zmienia twoje poglądy.
Gdy najlepszy przyjaciel odwraca się od ciebie, twoje życie legnie w gruzach.
Wszystko się zmienia. Już nic nie jest takie same.


Tate i Jared byli najlepszymi przyjaciółmi od dzieciństwa. Znali siebie na wylot, wiedzieli o sobie wszystko. Ale gdy pewnego dnia Jared wrócił z podróży, zmienił się. Nie chciał rozmawiać z Tate, a dodatkowo zacząć ją dręczyć i namawiał do tego swoich przyjaciół. W ciągu kilku dni życie dziewczyny zmieniło się bez powodu. Jej psychika została zniszczona, jednak postanowiła wyjechać do Paryża, aby odpocząć od wszystkiego. Kiedy wróciła, już nie była tą samą dziewczyną, stała się piękna, młodą kobietą, która prezentowała z dumą siebie. Nie była już szarą myszką, którą Jared i jego przyjaciele mogli pomiatać, teraz ona przejęła stery.

Bardzo polubiłam głównych bohaterów, którzy potrafi rozśmieszać mnie mimo wszystko swoim zachowaniem. Tate posiadała przy sobie gaz pieprzowy, kij basebaloowy pod łóżkiem oraz łom w samochodzie! Gdybym ją spotkała, to obawiałabym się jej, naprawdę. A sposoby wykorzystania tych rzeczy śmieszyły mnie do łez. Tate jest dziewczyną, która jest twarda i nie da sobą pomiatać. Nie zawaha się kopnąć niegrzecznego pana w krocze. Zresztą przekonacie się sami.
Jareda mimo jego dręczenia polubiłam. Jest tajemniczy i skrywa wiele tajemnic. Potrafi także przyłożyć, jeśli wymaga tego sytuacja. I chociaż udaje twardziela, to w środku nim nie do końca jest.



"Płakałam przez ciebie już niezliczoną ilość razy - uniosłam ku niemu powoli środkowy
palec i zapytałam.
- Wiesz co to jest?- poklepałam środkowym palcem kąt mego oka.
- To ja,ocierająca ostatnią łzę, jaką dostaniesz."

WOW!
Tak mogę wyrazić się o tej książce. Jest wyjątkowa, oryginalna, niesamowita, wzbudza emocje, porusza ważne tematy i pochłania czytelnika.
Zupełnie nie spodziewałam się takiej historii. Liczyłam na słodki romans, a jednak otrzymał genialną książkę, która ma bardzo dobrze obmyślaną fabułę. Bohaterowie są świetni, a podczas czytania nie brakowało śmiechu.
Bardzo cieszę się, że miałam przyjemność przeczytania "Dręczyciela". Fabuła oczarowała mnie. Całą historię bardzo przyjemnie i lekko czyta się, co jest ogromnym plusem. Pióro Penelope Douglas zdecydowanie jest warte poznania. Pomysł na książkę miała i w pełni go zrealizowała. Zrobiła to bardzo dobrze. Akcja pędziła i nie brakowało emocji. Wiele scen rozbawiło mnie, ale także pojawiał się momentami lęk. Zawiść głównych bohaterów i wzajemne uprzykrzanie sobie życia były wręcz komiczne.
Były sceny smutne i przykre, a osadzenie wydarzeń w liceum było atutem i jednocześnie minusem. Uczniowie chociaż są nastolatkami, którym buzują hormony, byli strasznie wredni i chamscy. Dziewczyny nie szanowały siebie, latały za grupką wybranych chłopaków (jak to bywa w takich książkach), a oni oczywiście z tego korzystali. W sumie w codziennym życiu większość dziewczyn lepiej nie postępuje, aczkolwiek powoli zaczyna nudzić mnie schemat grupki popularnych osób, za którą biega cała reszta i wspólnie sieją rozpustę.
Zakończenie książki jest całkiem miłym zaskoczeniem. Tzn. spodziewałam się go po części, ale znalazły się elementy, których nie przewidziałam i za to książka ma ode mnie ogromny plus.


"Byłeś moją burzą, moją chmurą gradową, moim drzewem w ulewie. Kochałam te wszystkie rzeczy i kochałam ciebie. Ale teraz? Jesteś jak pieprzona susza. Myślałam, że palanci jeżdżą tylko niemieckimi samochodami, ale okazało się, że dupki w Mustangach też mogą zostawić blizny."

Jedynie do czego mogę przyczepić się, to zbyt szybkie wybaczenie przez główną bohaterkę Jaredowi. Od samego początku było wiadome, że pogodzą się, ale nie sądziłam, że zrobi ona to tak szybko. I szczerze? Powód, dla którego on ją dręczył był naprawdę błahy, wręcz śmieszny. Liczyłam na jakiś wielki szok, a tutaj w sumie przemówiła zazdrość.

"Dręczyciel" to książka, którą zdecydowanie warto poznać. Godziny które poświęcimy dla tej książki, będą dobrym spożytkowaniem czasu. Fabuła z pewnością przypadnie do gustu nie jednej osobie, a wiele osób tak jak ja będzie zachwycona książką. Nie zabraknie również śmiechu, a mocne charaktery bohaterów spodobają się wam z pewnością.
Nie zastanawiacie się i sięgnijcie po "Dręczyciela". Jest tego wart!


Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Helion.

Wydawnictwo:

Liczba stron: 305
Data wydania: 15.02.2017