sobota, 25 marca 2017

"MMA Figter. Walka" - Vi Keeland

W życiu spotyka ludzi wiele złych doświadczeń.
"Wypadki chodzą po ludziach".
A każda praca, jak również hobby mogą przynieść wiele przykrości.


"MMA Figter. Walka" to książka, od której bardzo dużo oczekiwałam. Poprzednia książka autorki "Gracz" postawiła wysoką poprzeczkę swojej następczyni.
Od książki oczekiwałam przede wszystkim fabuły, która będzie pomysłowa, a także dawki humoru. Dla mnie książki erotyczne mają pobudzać zmysły, a także bawić. Ich fabuła nie może być oklepana i zerżnięta z innych książek.
Jednak to co dostałam nie do końca spodobało się mi. Było okej, ale zabrakło fajerwerków.

Zacznijmy od bohaterów. Głównym powodem mojego śmiechu w tej książce jest imię Nico. Bokser o imieniu Nico, który jak stwierdziła główna bohaterka "ma seksowne imię". Jak dla mnie imię "Nico" nie jest takie seksowne, a żeby było śmieszniej, na nazwisko ma Hunter. Nico Hunter.
Nazwisko bardziej seksowne i mordercze niż imię, ale dobra, o to nie będę czepiać się, każdy ma inny gust, może akurat główna bohaterka lubi takie imiona?

Nico jest mężczyzną, który musi uporać się ze swoją przeszłością. Ponad rok temu wydarzyła się tragedia, po której nie potrafi pozbierać się. Jest mężczyzną, który wie czego chce.
Polubiłam Nico za jego charakter. Bardzo podobało się mi, że mimo swojej materialnej sytuacji oraz pracy jaką wykonuje jest facetem mądrym, miłym, i który nie bawi się w złego chłopczyka. Oczarował mnie jego pogląd na świat, niesienie pomocy innym i bycie dobrym człowiekiem. I chociaż autorka starała się zrobić z niego bad boya, to jednak jego dobre cechy charakteru zwyciężyły jego złą stronę. Jedyne do czego mam pewne ALE to zrobienie z głównego bohatera kolejnego faceta, który pragnie obić gębę każdemu, kto spojrzy na jego kobietę, a jej samej zabrania spotykać się z przyjaciółmi płci męskiej. Rozumiem, że ma być on Alfą, ale bez przesady. Nie musi trzymać swojej kobiety w klatce.


Elle jest super fantastycznie seksowną panią prawnik, która wpada w oko Nico już od samego początku. Ale na jej drodze do szczęścia stoi pewna przeszkoda, bowiem ma przyjaciela, z którym jej relacje są na nieco wyższym poziomie.
Kolejna główna bohaterka, która żyje w trójkącie i nie wie kogo wybrać. Albo inaczej. Wie, ale nie potrafi zdecydować się. Irytowało mnie jej niezdecydowanie. Kiepsko potraktowałam Williama, z którym znała się tyle lat i sypiała. Nie widzę w tym sensu, bo skoro do niego nie czuła nic, to po co go wykorzystywała?  No i poznała nowy powiew świeżości. Jak tylko zobaczyła Nico, to od razu zrobiło się jej wilgotno między udami, a ona była oczarowana.

Podobało się mi, że Nico nie chciał wykorzystać Elle od samego początku. Chciał jej okazać szacunek i zrobić wszystko powoli, jednak ona zachowywała się jak niewyżyty i napalony królik. Za każdym razem, gdy ich spotkanie kończyło się na rozmowie frustrowała się bo chciała więcej. A za chwilę twierdziła "To do mnie niepodobne, nigdy tak nie zachowywałam się." No tak, pani prawnik, która zachowuje się, jakby kołek połknęła i nagle za sprawą magicznej różdżki kołek znika, a ona jest nowym człowiekiem. Trelemorele...
I gdy w końcu doszło do scen erotycznych, to z początku były ciekawe, pikantne, pełne namiętności, ale po kolejnych kilku miałam dość i omijałam kolejne i kolejne, bo główna bohaterka ciągle to samo mówiła "Och jaki Nico jest cudowny.", "Jaki Nico jest wspaniały."... NUDA. Jakby je tak wyciąć, to nie zostałoby wiele z książki. Ale dobra, dobra, w końcu to erotyk, sceny muszą być. Tylko nie w takiej ilości, że aż nudzą. Nie ma co marudzić, trafiają się jeszcze gorsze książki.


Kolejną irytującą sprawą było skupianie się na prawniczych umiejętnością głównej bohaterki. Jak mnie to nudziło! Liczyłam na książkę, w której będzie trochę brutalnie, a autorka skupi się na boksie, bo w końcu tytuł to sugerował. Jednak dostałam książkę prawniczą, okraszoną scenami erotycznymi. O boksie było niewiele i przez to bardzo zawiodłam się na książce.
No i jeszcze jest brak humoru. Nie śmiałam się w ogóle, no chyba że z seksownego imienia głównego bohatera. Czytałam, bo czytałam, byle do przodu i skończyć. Zapewne za tydzień książka wyleci mi z głowy, ponieważ nie było w niej nic specjalnego.
Czekałam także na rozwinięcie fabuły i przeszłości głównej bohaterki, która była dla mnie tajemnicą od samego początku. Autorka umiejętnie podsycała naszą ciekawość. I gdy w końcu nastąpił punkt kulminacyjny, który miał być odpowiedzią na moje pytania, to... okazało się, że wątek jest już tak oklepany i spotykany w wielu innych książek, że nie miałam ochoty dalej czytać.

"MMA Figter. Walka" to książka, która nie jest zła, ale nie jest też dobra. To historia na jeden raz, która nie porywa, ale jednak warto ją przeczytać. Jest dobrą odskocznią na nudne wieczory.
Jeśli zatem nie oczekujecie zbyt wiele, to warto sięgnąć po tę książkę.


Ocena: 5/10

Wydawnictwo:
Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 344
Data wydania: 17.03.2017

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwo Kobiece.

7 komentarzy:

  1. Nie cierpię trójkąta w książkach. Jeśli bohaterka jest związana z kimś i go oszukuje, bo woli kogoś innego, to mam ochotę cisnąć gdzieś książką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Raczej nie przeczytam jej w najbliższym czasie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam niemal identyczne zdanie na temat tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że w Twoim odczuciu nie wypadłą lepiej. Mi się podobała wczesniejsza ksiazka autorki Gracz, więc miałam nadzieję i na tą :)

    OdpowiedzUsuń