poniedziałek, 27 marca 2017

"Wikingowie. Wilcze dziedzictwo" - Radosław Lewandowski

Wikingowie zawsze mnie intrygowali. Ich kultura, obyczaje ciekawiły mnie odkąd byłam dzieckiem.  Pamiętam jak kilkakrotnie byłam w Wiosce Wikingów, oglądałam ich walki, codzienne życie. Bardzo podobały się mi wspólne tańce, wyścigi łodziami, gotowanie na ognisku. Było to życie pozbawione dostępu do internetu. Raz w roku Wikingowie przybywają na Wyspę Wolin i tam mam przyjemność podziwiać ich życie.
Dziś jednak sięgnęłam po pierwszą książkę o Wikingach i (nie)przepadłam w ich świecie. I chociaż książka nie jest idealna, to i tak cieszę się, że mogłam poznać zwartą w niej historię.

Radosław Lewandowski zabrał nas w podróż po Północnej Europie, gdzie od lat toczą się krwawe wojny między Duńczykami, Norwegami i Szwedami. Nie brakuje przemocy, brutalności, wzbudzających obrzydzenie i zafascynowanie scen. Akcja powieści jest ciekawie poprowadzona, a emocje pojawiają się. Niestety całość psuta jest przez podchodzące pod chamstwo teksty autora, które są niesmaczne. Oczywiście rozumiem, że to książka o brutalnych Wikingach, ale nie oznacza to, że nie ma mieć ona dobrego smaku i nie przekraczać granic. W tym aspekcie autora poniosło.
Na początku bardzo ciężko przychodziło mi wgryzienie się w fabułę. Te wszystkie skandynawskie zwroty dobijały mnie. Nie lubię, gdy podczas czytania czegoś nie znam. Z tyłu oczywiście jest słowniczek, ale pomyślcie, komu chce się co chwilę zaglądać na koniec książki, aby sprawdzić o co chodzi? No mi niekoniecznie, bo to psuje całą frajdę z czytania.



Kolejnym aspektem, który podobał się mi i jednocześnie odrzucał, to nagromadzona ilość bohaterów. Jest ich tak dużo, że ciężko jest zapamiętać ich wszystkich. Tym samym gubiłam się w treści. Jest po prostu przesyt. Z drugiej strony duża liczba bohaterów jest plusem, bowiem mamy zróżnicowane charaktery i każdy z nich coś wnosi. No ale im więcej bohaterów, tym słabiej ich poznajemy w jednej książce.
Szczególnie w pamięć zapadł mi Oddi, którego obdarzyłam sympatią. Śmieszyła mnie jego postawa, zabawy z młódką, a także lekkomyślne postępowanie. Reszta bohaterów rozpłynęła się, a ich imion nadal nie pamiętam.

Jak dla mnie plusem tej książki jest nagromadzenie wielu wątków. Irytujące było, że autor czasami pomijał to co zaczął, ale mam nadzieję, że w kolejnych częściach poznam resztę. Wiele wątków zbudowało ciekawą fabułę. Nie wiedziałam co się wydarzy, jak potoczą się losy bohaterów. Już sam początek książki zaintrygował mnie, kiedy to pojawiła się horda wygłodniałych wilków. Było napięcie i to spodobało się mi. Ale niestety później mój zapał nieco ostygł przez wyżej wymienione niedoskonałości.


Sam język autora nie jest zły. Czytało się przyjemnie, pomijając wady w postaci wprowadzania nieznanych słów, no bo w końcu mało kto zna skandynawskie zwroty, a także używanie przez autora epitetów, które mijały się z dobrym gustem.
Autor miał całkiem ciekawy pomysł na książkę, jednak przedstawił go w sposób nie do końca zrozumiały. Pojawiały się momenty napięcia i zaciekawienia, ale przesadna ilość bohaterów oraz skandynawskie słówka zniesmaczyły mnie trochę. Mam nadzieję, że w kolejnych książkach autor poprawił swój warsztat i będzie o niebo lepiej. Nie twierdzę oczywiście, że ta część jest zła, ale nie jest też dobra.
Zdecydowanie na dodatkowe uznanie zasługuje także wydanie. Książka nie jest standardowych rozmiarów, jest większa od innych, co nadaje komfortu podczas czytania.
Zachęcam was zatem do przeczytania książki i ocenienia. Każdy ma inny gust i może akurat wam spodoba się bardziej?


Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Business & Culture.

Wydawnictwo
Znalezione obrazy dla zapytania akurat wydawnictwo
Liczba stron: 432
Data wydania: 30.03.2016

5 komentarzy:

  1. Też lubię wikingów :-) Książki jeszcze nie czytałam, ale jak będę miała okazję to na pewno skorzystam :-) Moim zdaniem trochę nawalił człowiek, zajmujący się oprawą książki. Osobiście też nie znoszę kiedy słowniczek znajduje się na końcu książki. Moim zdaniem jego miejsce jest u dołu strony, na której wyrażenie zostało użyte. W wielu książkach spotkałam się z takim rozwiązaniem, ale ostatnio widać je zdecydowanie rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie lubię słowniczków na końcu, drażni mnie to bardzo :(

      Usuń
  2. Widzialam ostatnio te ksiazke i zastanawialam sie nad przeczytaniem jej, ale nie spodobal mi sie opis. Cztytajac Twoja recenzje mysle ze rzeczywiscie nie odnalazlabym sie w niej.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie:
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam wikingów! ♥ Pamiętam, jak w szkole mówiliśmy o nich na historii, a moje oczy świeciły się jak lampki i były wielkości pięciozłotówek! Tak, byłam nimi zafascynowana! ^.^ Pamiętam również, jak natrafiłam w TV na film z wątkiem wikingów i wtedy to już ich pokochałam! A kiedy byłam na wycieczce w jednym z krajów skandynawskich to nawet podziwiałam replikę ich łodzi! Coś fantastycznego! ♥ Niestety już od kilku lat nie miałam styczności ani z ich kulturą, ani z obyczajami i tak trochę mój entuzjazm przygasł. Myślę jednak, że po przeczytaniu książki na nowo pojawią się u mnie dawne uczucia-mam nadzieję! Książkę dopisuję na listę!!

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja za wikingami raczej nie przepadam (chyba że w bajkach :D) więc książkę sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń