sobota, 22 kwietnia 2017

"Niewolnica" - A.M. Chaudière

"Z cierpieniem można żyć, choćby nie wiadomo jak było wielkie. Nie jest to łatwe, ale nie jest też niemożliwe."

Jeśli chodzi o polskie fantasy, to od niedawna wkręcam się w cały jego świat. Jakoś przez większość czasu nie sięgałam po książki rodzimych autorów i stawiałam na zagraniczną twórczość. Główny wpływ na to miało stereotypowe przekonanie, że polscy autorzy, to totalna porażka. Ale nie można oceniać, jeśli samemu nie doświadczy się czegoś.
Od pewnego czasu namiętnie zaczytuje się w polskim fantasy i jestem zdecydowanie zadowolona.
Tym razem postawiłam na "Niewolnicę".
Jeśli mam być szczera, to nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej lekturze. Wiedziałam, że spotkam tutaj miłosne problemy. I właśnie to było dla mnie pierwsze ALE. Problemy miłosne, to jednak są takie, że nie zawsze fajnie wychodzą. Obawiałam się tego w tej książce, bo nie lubię bohaterek, które nie wiedzą, czego chcą.
Zajeżdżało mi od książki także średniowieczem. Wiem, że to nie jest średniowiecze, ale gdy zaczęłam czytać, to miamłam wrażenie, jakbym obcowała z jaskiniowcami.

Do "Niewolnicy" robiłam dwa podejścia.
Podczas pierwszego - nie mogłam wkręcić się w świat wykreowany przez A.M. Chaudière i po kilkunastu stronach odłożyłam książkę. Po prostu to było dla mnie takie ciężkie w odbiorze, totalnie nie dla mnie. Nie poddałam się, odczekałam pewien czas i zrobiłam drugie podejście, bo w końcu opinie o książce są dobre, a ja obiecałam, że ją przeczytam i napiszę kilka słów.
Przy drugim podejściu nadal nie potrafiłam się wkręcić, ale nie odpuszczałam i brnęłam do przodu. Szło mi dość opornie. Przede wszystkim wpływ na to miało wypełnienie książki niezrozumiałymi zwrotami, które doprowadzały mnie do szału. Według mnie czytanie ma sprawiać przyjemność, a wszystko ma być przedstawione tak, aby czytelnik wszystko zrozumiał. No... ale może mylę się?

"Była tylko niewolnicą zmuszoną do posłuszeństwa, nauczoną posłuszeństwa, posłuszną. Zdominowaną. Dla niej nie było już ratunku."                                                                  

Sam początek książki zirytował mnie. Dwie dziewczyny, które użalają się nad swoim losem, ciężkim życiem i w ogóle takie biadolenie. Początek nie spodobał się mi. No ale okej, na początku mogło to być, nie każdy wstęp jest idealny. I czytałam sobie dalej, mając ogromną nadzieję, że bohaterka okaże się silna, a całość rozkręci się. Dobrze myślicie, nie okazała się silna. Użalała się nad swoim życiem przez mniej więcej połowę książki. Płakała, a wszyscy litowali się nad biedną dziewczyną. Byłam totalnie zniesmaczona. Nie lubię miękkich bohaterek, które użalają się, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce. Uważam, że zawsze można zrobić coś, co polepszy nasze życie.
Ale później oczywiście Arina "poprawiła" swój los, a ja mam ją za wariatkę. Gwałcona, poniewierana, zakochuje się w Azaelu. Ten jego charakter władczy, wiecie, taki zły facet. No tak, tacy brutale pociągają kobiety, no bo która z nas nie lubi być gwałcona? Po prostu cudowne zakończenie tej jakże przykrej sytuacji. Doprowadzić do zakochania.

Imiona bohaterów mnie dobiły - Arina, Azael, Severio, Cath, Anna. Może nie są złe, ale mi nie pasowały. Nienawidzę, gdy w książce jest pełno imion na taką samą literę! Doprowadza mnie to do szału, bo z początku ciężko jest połapać co i jak, a tutaj było to wyjątkowo trudne.
Dodatkowo imię Azaela to dla mnie takie szatańskie jest, imię to kojarzy mi się z Azazelem, piekło i te sprawy. W sumie pasuje tak trochę do niego, charakteru jaki ma. Ale dobra, nie będę czepiać się imion.
Bohaterowie są dla mnie bandą dzikusów. Poważnie. Jeden się znęca, drugi użala nad sobą, a trzeci zakochuje w oprawcy. Czy ja jestem w wariatkowie?
Większość bohaterów nie ma jakichkolwiek cech charakteru prócz użalania się nad sobą lub agresywności, czy też brutalności. No ten... nie lubię bezbarwnych bohaterów. Albo mają wyraźnie ukształtowany charakter, albo robią za powietrze, czy też tło. Ale żeby główni bohaterowie robili za bezbarwne tło?

"Niewolnica nie powinna kochać, czuć czy myśleć. Powinna uniżenie służyć swemu panu, tak aby był rad."                                                                  

Wampiry, magia, brutalność, niewolnictwo, taki tam Harem Sułtana. Trochę "Zmierzchu", szczypta kultury Arabskiej, czy też Tureckiej, odrobina magii, żeby nie było zbyt nudno i proszę! Mamy przepis na udaną książkę.
Nie twierdzę, że książka jest zła, bo fajnie, że autorka skupiła się na temacie niewoli. Jak wiadomo - we współczesnym świecie nie jest on taki obcy i fajnie było poczytać o tym, z punktu widzenia świata fantastycznego. No ale jednak wprowadzanie do treści niezrozumiałych  zwrotów oraz kiepscy bohaterowie, doprowadzili do mojego wynudzenia.
Niemniej jednak myślę, że warto dać jej szansę i przekonać się, czy akurat wam spodoba się książka. Bo wiecie, każdy ma inny gust i nie wszystkim spodoba się to samo. Wiem, że książka ma wiele pozytywnych opinii, no ale mi nie spodobała się.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania dziękuję A.M. Chaudière.



6 komentarzy:

  1. Czytałam pierwsze wydanie tej książki i bardzo mnie wciągnęła. A na drugi tom czekam i czekam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że Ci się nie spodobała :/ Ja książkę mam, jeszcze nie czytałam, ale myślę, że mnie przypadnie ona do gustu. Słyszałam od innych, że autorka dobrze pisze. Co do tych imion, też nie lubię, kiedy wszystkie zaczynają się na tę samą literę, bo nigdy nie mogę się połapać, kto jest kim i to irytuje.
    Zapraszam na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze, gdybym trafiła na nią w bibliotece, to na pewno wypożyczyłabym- bo okładka... całe szczęście, że przeczytałam recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest fajna, ale niestety mnie nie powaliła historia.

      Usuń