czwartek, 13 kwietnia 2017

"Śmierć, zakon, jeż i demony" - Kajetan Woźnikowski

Z debiutami bywa różnie. Różnie bywa także z książkami wydawanymi jako self publishing. Jednak ja nigdy nie patrzę na to jak i gdzie została wydana książka. Staram się nie odrzucać autorów i daję im szansę, jeśli ich książka ciekawie zapowiada się. Największą szansę na moje nieodrzucenie mają debiutanci, bo lubię im pomagać, gdy okazuje się, że ich książka jest naprawdę dobra. Ale zdarza się też tak, że wystawiam negatywną opinię, chociaż nie lubię podcinać skrzydeł początkującym autorom.
Dziś z przykrością wystawiam właśnie opinię należącą do drugiej grupy, chociaż zapowiadała się ciekawa lektura.
Niestety "Śmierć, zakon, jeż i demony" to lektura, która zanudziła mnie już na samym początku. Uważam, że jest w niej zbyt wiele absurdów.
Zacznijmy jednak najpierw od samej tytułowej Śmierci.
UWAGA! BĘDĄ DALEJ SPOJLERY! Bo inaczej nie da się...

Śmierć jest dziewczyną, która skazana jest na nudne życie. Chodzi lub jeździ swoim samochodem, macha kosą i odcina duszę od ciała. Każdy dzień jest taki sam - nudny. Śmierć narzeka na swoje życie, którego tak naprawdę w ogólnie "nie ogarnia". Narzeka, narzeka i narzeka. Tak przez cały czas...
Śmierć zachowuje się jak zwykły człowiek: pali papierosy, robi zakupy w Tesco. I absurdem jest, że chodzi po sklepie i  nikt nie zauważa jej, bo ludzie zapatrzeni są w swoje codzienne życie. Owszem, może i są zapatrzeni, ale bez przesady. Śmierć robiąca zakupy w Tesco? Przesada.
Śmierć zanudziła mnie swoimi wewnętrznymi monologami.
Totalnie nie spodobał się mi pomysł przedstawienia Śmierci jako dziewczyny, zwyczajnej dziewczyny, bo tak ją odbieram.


Punktem, przez który chciałam rzucić książką był moment, kiedy Śmierć pojechała na zakupy do Tesco, a przed sklepem spotkała SZAMANA! Ludzie... trzymajcie mnie, ale gdyby w codziennym życiu ktoś stanął przed Tesco ubrany jak dziwoląg, z kijem, na który nabita jest czaszka, to każdy by spojrzał na taką osobę jak na kogoś, kto uciekł z psychiatryka, szaleńca... A dodatkowo rozmawiał z dziewczyną ubraną na czarno, w klimacie gotyku. Absurd totalny. Dwóch wariatów.
Później była kolejne scena, kiedy to Śmierć postanowiła użalać się nad swoim życiem i mazgaić, że chciałaby wtulić się do matki, której nigdy nie miała... Jak martwa osoba może marzyć o czymś takim, skoro nawet nie zna uczucia posiadania kogoś bliskiego?
A dalej jest tylko gorzej... Spotykamy chłopaka, który pragnie pokonać Śmierć, a żeby ją wezwać musi zabić siedem dziewic lub czarnego kota. I tu pojawiły się kolejne salwy śmiechu i absurdu...  Autor postanowił pośmiać się z tego, że najlepiej będzie zabić jakieś dziewczynki, bo o dziewice powyżej piętnastu lat teraz ciężko. Naprawdę słabo. Osobiście uważam, że jest to stereotypowe myślenie i robi z nastolatek małe, puszczalskie dziewczynki...
Tu cytuję:
"Niewielu dziewczynom udawało się przetrwać gimnazjum, zachowując cnotę."
Myślę, że te trzy kropki ... skomentują to wszystko idealnie.
Ale lecimy dalej, no bo co z tym kotami? Trzeba znów strzelić jakąś głupotę... Okazuje się, że nagle w okolicy zniknęły wszystkie czarne koty! To po prostu niemożliwy zbieg okoliczności... I jak się dowiadujemy, wszystkie koty zostały wyrżnięte, bo jakaś banda za przeproszeniem idiotów (bo nie da się ich inaczej nazwać) postanowiła sobie odprawić rytuały przywołania demonów. Wyłapali koty, zabili, nie ma.
A ten bohater, który postanowił zabić dziewczynki lub kota? Kretyn, dosłownie kretyn, który jest zadufany w sobie, myśli, że inni są gorsi, a on jest panem tej planety. Zdecydowanie brakuje mu piątej klepki.
MYŚLAŁAM, ŻE BĘDĘ RZUCAĆ TĄ KSIĄŻKĄ.

Pomysł był naprawdę ciekawy, ale wykonanie jest tak słabe i nieprzemyślane... Sam styl autora zanudził mnie. I chociaż autor wydawał się być w porządku osobą, z którą dość fajnie pisało się, to jednak jego książka przypomina mi raczej kilka kartek wyjętych z pamiętnika. Jak bazgroły dziecka.
Te nieustanne wplątywanie w całą książkę tekstów piosenek doprowadzało mnie do szału.
Usnęłam przy tej książce, poważnie. I już do niej nie wróciłam. Nie dotrwałam nawet do połowy. Przykre, a jednak prawdziwe.

Ocena: 1/10

Liczba stron: 251
Data wydania: 14.11.2015

Za możliwość przeczytania dziękuję Kajetan Woźnikowski.




16 komentarzy:

  1. Ja bym zwróciła jeszcze uwagę na koszmarną okładkę w stylu "za flaszkę w paincie". Co ciekawe ma ona wysokie oceny na Lubimy czytać.

    Ja jednak się po nią nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serio? ZYCIE KILKU dziewic jest rowne zyciu JEDNEGO czarnego kota? Wow. Ksiazka naprawde wydaje sie smieszna i to wcale nie w pozytywnym znaczeniu tego slowa. Chociaz o gustach sie nie dyskutuje i ktos nke usnie przy jej lekturze tak jak Ty, a bedzie sie dobrze bawil. Nie wiadomo. Wiadomo jednak to, ze ja taka osoba nie bede. Nienawidze absurdow w ksiazkach, szczegolnie jak fabula zdaje sie byc nimi usiana.
    Pozdrawiam
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy ma inny gust. Mi nie spodobała się, ale może komuś innemu przypadnie.

      Usuń
  3. Oj... Coś czuję, że autor chciał stworzyć coś nowatorskiego na siłę. Przypuszczam, że mnie by lektura tej książki także zirytowała. Nie wiem dlaczego, ale trochę skojarzyło mi się po Twojej recenzji to z gatunkiem -satyrą która chciała ukazać, jak bardzo świat zaczyna "schodzić na psy".Podkreślił to jednak w dość złym guście i nic nie wniósł w przeciwieństwie do znanych satyr. Widać jednak krytyczną postawę autora wobec rzeczywistości, wręcz ukazuje ją w krzywym zwierciadle. Być może pojechałam za daleko w swoich przemyśleniach... Aczkolwiek takie mam skojarzenia po Twojej recenzji. Sama jednak raczej się nie zdobędą na odwagę by się przekonać, co kryje się faktycznie za tą książką. Choć nie powiem... Jestem ciekawa, jaki był zamysł autora, co chciał osiągnąć i co miał tak naprawdę na myśli pisząc tak absurdalną historię.

    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to podchodzi pod satyrę, zdecydowanie. Pierwszy raz spotkałam się z gotyckim klimatem w książkach i chyba więcej nie sięgnę po taką literaturę.

      Usuń
  4. Szkoda, że to nieudany debiut. Czasami tak bywa.

    OdpowiedzUsuń
  5. skutecznie mnie odwiodłaś od inwestowania w tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  6. OOoo, raczej nie sięgnę. Chyba sama bym się z nią męczyła i nie dobrnęła do końca.

    OdpowiedzUsuń
  7. Też mnie boli, kiedy debiuty Polaków są słabe. Po twojej recenzji raczej nie sięgnę, choć może, jeśli wpadnie mi jakoś przypadkiem w ręce :P
    Jeśli lubisz tematy śmierci - polecam ci W pół drogi do grobu :D
    Jednak co do tych dziewic... Jasne, to niby stereotyp, ale według mnie niestety dużo w nim prawdy, bo teraz w gimbazie bycie dziewicą to jak przekleństwo normalnie dla większości. Jasne, są i normalne dziewczyny, ale są też wyścigi, która pierwsza zaliczy.... ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie przyjrzę się pozycji.
      Tak, może i dziewic jest coraz mniej, ale wrzucanie wszystkich do jednego worka nie podoba się mi i w literaturze nie powinny znajdować się takie właśnie wątki, bo książki mają uczyć.

      Usuń
  8. Zwykle nie komentuję recenzji, ale ta mnie mocno zdziwiła, bo czytałam opowiadania tego autora, które wrzucił na facebooka i bardzo mi się podobały. Czytałaś je? zastanawiam się czy na gust aż tak bardzo się różni, czy po prostu książka się aż tak od nich różni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z opowiadaniami nie zapoznałam się i jak na razie nie zamierzam ich poznawać.

      Usuń