wtorek, 4 kwietnia 2017

"Wyścig śmierci" - Maggie Stiefvater [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

"Urodził się na koniu i umrze na koniu. Może to nie jest coś, do czego można człowieka wychować - zauważa Malvern. - Jest jednym z tych wyjątkowych ludzi, którzy potrafią sprawić, że koń zrobi dla niego to, co on zechce, lecz nigdy nie prosi o więcej, niż zwierzę może z siebie dać."

Thisby jest miejscowością, w której dzieją się rzeczy, o których wielu może tylko śnić. To miejsce przepełnione jest okrucieństwem oraz walką o pieniądze.
Każdego roku odbywają się tutaj wyścigi konne, ale nie takie, jakie znacie. Tutaj jeźdźcy ścigają się na morskich koniach, wyłaniających się z głębin bestiach, które w mgnieniu oka potrafią zabić. Zwierzęta te są nieprzewidywalne i rządzi nimi rządza krwi.
Każdy wyścig kończy się czyjąś śmiercią.
A w tym roku miał stać się cud. Z potwornymi bestiami zmierzyć się miał niesforny, przestraszony, mały koń, który posiada ogromnego ducha walki.

"Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater intrygował mnie od bardzo dawna. Temat jeździectwa jest bliski mojemu sercu, a więc wszystkie książki powiązane z nim pochłaniam od razu. Nigdy jednak nie potrafiłam zabrać się za twórczość Stiefvater, bo pewna osoba odradziła mi sięganięcia po jej książki. I szczerze? Żałuję swojej decyzji. Żałuję, że wcześniej nie sięgnęłam po "Wyścig śmierci", bo książka jest naprawdę rewelacyjna, zawiera pomysłową i barwną fabułą, a język autorki jest niczym dobry deser.
Książkę pochłania się jednym tchem. Jestem dumna, że nareszcie ją poznałam.
Zanim jednak przejdziemy do moich zachwytów, to musicie poznać bohaterów, którzy daję wam swoje słowo, zachwycą was.


Kate jest dziewczyną, która straciła swoich rodziców. Zostali jej tylko bracia oraz niewielka klacz. To jej jedyna miłość. Oni są dla niej najważniejsi. I kiedy dowiedziała się, że jeden z braci chce opuścić ją, postanowiła, że weźmie udział w Wyścigu Skorpiona. Jej szanse były niewielkie. Zwyczajna klacz przeciwko morskim potworom. Ale Puck (drugie imię Kate) nie poddaje się i walczy o swoje.
Lubię tę dziewczynę za ducha walki jakiego w sobie posiada. Podoba się mi jej miłość do rodzeństwa, o które jest w stanie walczyć, chociażby stawką miałaby być jej własna śmierć. Puck zdecydowanie zasługuje na uznanie. I chociaż jest trochę lekkomyślna, to jednak jej miłość do rodzeństwa naprawia tę wadę.

Sean od wielu lat trenuje morskie konie. Potwory z głębin nie są mu obce. Jak nikt inny potrafi porozumiewać się z nimi, wie co ma robić i jak przeżyć w ich otoczeniu.
Chłopak wykazuje się niesamowitą inteligencją i oddaniem wobec swojej pracy. Ogromnie podoba się mi jego pasja i zamiłowanie. I chociaż pracuje z potworami, to jednak traktuje je z należytym szacunkiem. Jego opanowanie w wielu trudnych, stresujących oraz wkurzających sytuacjach jest godne podziwu. Polubiłam jego postać.

"Kolejny krok oddala go od listopadowe morza. A później jeszcze jeden. Idzie bardzo wolno. Morze śpiewa do nas obu, ale Corr wraca do mnie."


"Wyścig śmierci" pochłonął mnie już od samego początku. Brutalność jaka tutaj panuje jest wstrząsająca i zarazem niesamowicie ekscytująca. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś zginie. Nie brakuje napięcia i emocji. Autorka w umiejętny sposób buduje niepowtarzalną atmosferę i konstruuje akcję tak, aby zaskoczyć czytelnika. Krwawe opisy niewątpliwie są atutem tej książki. To one najbardziej zachwycają. Piękne i niebezpieczne stworzenia, które walczą o swoje i bez wahania zabijają swoich oprawców. Bo natury nie jesteśmy w stanie zmienić.
Fabuła jest wręcz cudowna. Bardzo dobrze bawiłam się podczas czytania książki. Pomysł na stworzenie koni morskich, które wzywa zew natury, morderczy wyścig, głupcy, którzy pragną posiadać to, co nieosiągalne, niewielka wyspa, gdzie najważniejsze są pieniądze i ginący ludzie, którzy są porywani z morza przez dzikie bestie. To wszystko buduje wspaniałą i niepowtarzalną fabułę, która już od samego początku wyróżnia się na tle innych powieści. I to lubię w książkach. Uwielbiam, gdy autor ma pomysł i w pełni go wykorzystuje. Nie lubię schematyczności i na szczęście Maggie nie zaserwowała mi jej. Oczywiście znałam wynik wyścigu już od samego początku, bo był do przewidzenia, ale i tak jego przebieg zapewnił mi niesamowite emocje. Z zapartym tchem czytałam o poczynaniach głównych bohaterów. Nie mogłam się doczekać, aż w końcu nastąpi moment wyścigu i umieszczenie go na końcu zdecydowanie jest dobrą robotą. Przez całą książkę dzięki temu budowane było napięcie, które dodatkowo zostało podsycone przez wyścig.
Bardzo spodobało się mi, że autorka nie skupiła się tylko na koniach, ale także pokazała problemy rodzinne, utratę bliskich osób, dążenie do marzeń. Zdecydowanie wpłynęło to na odbiór książki i nie była ona nudna.
Dodatkowym atutem są właśnie morskie konie, które są krwiożercze. Karmione są mięsem. Są w stanie zjeść nawet człowieka. To niebezpieczne bestie, niczym smoki, które walczą o swoją wolność. Jestem zachwycona przedstawieniem takich zwierząt. To zdecydowanie zasługuje na uznanie.
I oczywiście jest akcja, która pędzi i ani na chwile nie przystopuje. Połączenie jej z przemyśleniami bohaterów dało ciekawi pogląd na cały świat wykreowany przez autorkę. Niesamowicie bawiłam się podczas czytania, a dzięki akcji napięcie nie opuszczało mnie.
Z całego serca polecam książkę!

Ocena: 9/10

Wydawnictwo:
YA!
Liczba stron: 488
Data wydania: 11.04.2017

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo: Wydawnictwo YA! oraz Grupa Wydawnicza Foksal.

3 komentarze:

  1. Ja też zbieram się do przeczytania tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie czekam na te książkę, ale za sprawą Twojej recenzji, jeszcze bardziej się jej nie umiem doczekać <3

    Zabookowany świat Pauli

    OdpowiedzUsuń