wtorek, 30 maja 2017

"Ezotero. Córka wiatru" - Agnieszka Tomczyszyn

"Coco zawsze powtarzała, że aby być niezastąpionym, trzeba być odmiennym. Dlatego pamiętaj, że to, co cię wyróżnia, jest zawsze twoją zaletą, a nie wadą."

"Latte nigdy nie zastanawiała się nad przyszłością. Wydawało jej się, że przeszłość kryje wystarczająco wiele tajemnic. W poszukiwaniu miłości, przyjaźni i prawdy o swojej matce i sobie natrafiała wciąż na pytania bez odpowiedzi.
Czy człowiek ma wpływ na swoją przyszłość?
Czy mogąc poznać losy bliskich osób, bohaterka zrobi to bez mrugnięcia okiem?
Czy mistyka jest nierozerwalnym elementem nowoczesnego świata?
Ta wciągająca historia z pogranicza kryminału, fantasy i powieści obyczajowej przeniesie czytelników w ezoteryczny świat matki i córki, które łączy wszystko, a jeszcze więcej dzieli i każe zastanowić się nad tym, czy świat faktycznie jest taki, jakim go widzimy? A może rozwiązanie tajemnicy znajduje się tam, gdzie najmniej się tego spodziewamy…"


Zacznijmy od tego, że autorka miała pomysł i to jeszcze jaki, ale wykonanie pozostawia wiele do życzenia, a nierealność tej powieści doprowadza do szału.
W książce panuje chaos, nie ma ładu i składu. Bohaterka raz jest normalna, a za chwilę może zostać jednorożcem. Poważnie. W tej powieści właśnie tak jest. Nieświadoma niczego Latte, po śmierci matki, której nie zna, chociaż razem żyły, nagle dostaje strzałem informacji i tajemnic. Dowiaduje się o przeszłości matki i odkrywa powoli nieznane jej dotąd życie. Pojawiają się wróżki, czarownice, zło, moc. To tak jak w "Tajemnym Kręgu" L. J. Smith - bohaterka żyła sobie wiele lat, były studia, nagle umarła bliska osoba i bum, całe życie się zmienia, przeszłość zwala się na głowę dziewczyny i biedna musi radzić sobie ze wszystkim sama.
I okej, nie jest to złe, bo pomysł ciekawy, ale już wielokrotnie przerabiany i nieco nudny. Nie było w nim świeżości.
Lubię, gdy otrzymuję od autorów coś nowego. Nie mam nic przeciwko łączeniu fantastyki z kryminałem oraz powieścią obyczajową, absolutnie nie. Jeśli jednak bohaterzy nagle zostają superbohaterami, to moja irytacja osiąga najwyższy poziom, bo są pewne granice, których autorzy nie powinni przekraczać. Nie zdzierżę kolejnej książki, która ma bohaterką nieświadomą, i która nagle musi radzić sobie z życiem fantastycznym sama, chociaż nie ma żadnego doświadczenia w tym świecie.

źródło

"Popatrz na to tak zwane nowoczesne społeczeństwo. Same ideały, ludzie mianujący siebie wzorami i zachwycający się swoim własnym uczestnictwem wyścigu szczurów… Odnoszą sukcesy rzutem na taśmę i biegną dalej, by nikt nie zauważył ich pomyłki. Popełniają błędy i zrzucają je na innych, by zachować dobre imię. Walczą o sukces, nie o efekt pracy."

Pomysł autorki był naprawdę super, widać, że jej głowa przepełniona jest fantazją, ale niestety książka jest stworzona na utartych dawno schematach i nie ma tutaj nic nowego.
W większości akcja jest niedorzeczna, nierealna i bezmyślna. Były momenty, kiedy mówiłam do siebie "Co autorka zażywała podczas tworzenia?".
Agnieszka Tomczyszyn wprowadzała również do powieści wątki, o których nie miała zielonego pojęcia. Chociażby egzorcyzmy, które zostały przedstawione jako dziwne wytwory wyobraźni. Rozumiem, że chciała, żeby było ciekawie, świeżo, ale to nie oznacza, że należy tworzyć dziwaczne wątki, które są po prostu niesmaczne. Czasami niektórych rzeczy nie warto przekształcać i pozostawić takie, jakie są.
A więc było schematycznie, ale czasami autorka próbowała wprowadzić coś nowego, tylko nie wyszło to najlepiej. I nie mam tego autorce za złe, bo to jej debiut, który czytało się fajnie, momentami nudnie, ale jednak znośnie. Taka lektura na wieczór.
Minusem jest przeplatanie przeszłości z teraźniejszością. Zbyt dużo takich powrotów potrafiło wykończyć. Niestety akcja też nie była emocjonalna i nie galopowała. Była, bo była.


"Ezotero. Córka wiatru" to książka idealna na leniwy wieczór, dla osób, które chcą zaznać schematyczności i nieco wybujałej fantazji. Ja po przeczytaniu książki mam mieszane uczucia. Z jednej strony była to lekka lektura, a z drugiej czytałam ją, bo tak. Nie wywarła na mnie żadnych emocji. Po prostu brnęłam do przodu i tyle. Przeczytać i zapomnieć.
Niemniej jednak zachęcam do jej poznania, może akurat spodoba się.

Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo MG Wydawnictwo.
Wydawnictwo MG

Natalia Zaczkiewicz

7 komentarzy:

  1. Póki co mam inne książki w planach, ale może kiedyś z ciekawości dla wybujałej fantazji przeczytam.

    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że czytanie takich książek powoduje wręcz fizyczny ból :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie słyszałam o tej książce. Podobają mi się cytaty, może kiedyś sięgnę, chociaż ocena średnia.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie,
    Ola z pomiedzy-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje mi się, że mam na liście sporo lepszej fantastyki, a już ostatecznie wolę po raz kolejny przeczytać Sagę Wiedźmińską, czy Pana Lodowego Ogrodu. W każdym razie nie odstrasza mnie w sumie schematyczność, przeklepane już pomysły na fabułę, ale głównie to, że chyba Autorka, przed rozpoczęciem pisania nie odrobiła lekcji. Mam tutaj na myśli to, że nie miała pojęcia o wprowadzanych wątkach...

    OdpowiedzUsuń