sobota, 13 maja 2017

"Mit primum non nocere" - Radosław Rutkowski [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Lubicie stand-up? Pewnie wydaje Wam się, że to zupełnie nietypowe pytanie biorąc pod uwagę fakt, że to portal o tematyce książkowej. Nic bardziej mylnego, ponieważ pozycja o której chcę wam dzisiaj napisać bezsprzecznie kojarzy mi się z tym gatunkiem. Jeśli  więc nieco ironiczne spojrzenie na świat jest Waszym ulubionym rodzajem poczucia humoru, zapraszam.

"Gdy przestąpiłem prób przychodni , odniosłem wrażenie, że wkroczyłem do innego świata. Harmider, wszędzie wokół pełno ludzi, patrzą na siebie spode łba (...). Wystarczyłoby rzucić ze dwa ekrany na ścianę , a na nich kurs walut, to mielibyśmy giełdę. Temperament może nie ten, ale emocje i nerwy nawet większe"

Radosław Rutkowski w roli głównego bohatera osadził bystrego i przenikliwego obserwatora otaczającej rzeczywistości. O samym mężczyźnie nie dowiadujemy się nic ponad to, że zbliża się do magicznej granicy dwudziestego piątego roku życia. To ten moment gdzie nadal możemy mówić o sobie, że jesteśmy młodzi, a wymagać traktowania jak w stosunku do starszych. Wszak, my dwudziestopięcioletni, niesiemy już na swoich barkach jakieś doświadczenie życiowe i powoli dają nam się we znaki nieprzyjemne dolegliwości. O takie chociażby jak ból, który niespodziewanie wdarł się do życia głównej postaci, a jednocześnie narratora książki. Każda z nas kobiet wie, że mężczyźni mają swoją skalę przeżywania zarówno bólu jak i przechodzenia chorób więc nie ma się co dziwić, że ostatecznie nasz bohater postawiony pod ścianą musiał udać się do przychodni. A czy wy wiecie co się tam dzieje? Już same opowieści o tych miejscach jeżą włos na głowie zdrowego człowieka. Sama niestety w ubiegłym roku zmuszona byłam przeżyć tą walkę na śmierć i życie przed recepcyjnym okienkiem i ze śmiałością mogę potwierdzić słuszność zawartych w tej książce stwierdzeń. 

" Kolejka przesuwała się powoli do przodu , za mną zdążyło ustawić się parę osób. Wróciła też kobieta, która do tej pory stała za mną, biegając jednocześnie po innych częściach przychodni- od razu stanęła za moimi plecami i oświadczyła, że była tu od początku, tylko musiała coś załatwić. Pozostali przyjęli to z obojętnymi minami,wygląda więc na to, że zdematerializowany pacjent materializujący się niespodziewanie przed innymi w kolejce jest czymś na porządku dziennym(...)."
Wracając jednak do tematu; od okienka recepcyjnego do specjalisty długa droga i wcale nie chodzi mi w tym momencie o kilka pięter zawartych pomiędzy jednym a drugim. W czasie takiej wędrówki napotkać można różnorakie przeszkody. Ot chociażby u jednego specjalisty wchodzi się do gabinetu za kolejką, u innego po "numerkach", a jeszcze inny wyznacza wizyty na godziny. W gąszczu niepisanych zasad czasami ciężko się odnaleźć. Szczęśliwie jednak dla każdego z nas w każdej przychodni i przed każdym gabinetem znajdzie się taka przykładowa pani - tutaj Cebula, jak raczył ją nazwać narrator, która z niejednego pieca jadła już chleb.Chociaż odpowiedniejsze byłoby stwierdzenie, że nie jedno leczyła - u niejednego doktora, dla pewności. I taka pani w stosownym wieku i z ogromnym bagażem doświadczeń zawsze znajdzie chwilę, żeby każdego  nowego osobnika usadawiającego się w kolejce przed gabinetem, wprowadzić w ten świat. Chcąc niechcąc taki  człowiek  dowie się wszystkiego łącznie z wynikami ostatnich badań rzeczonej. Ot, gdyby ta wiedza była komuś postronnemu potrzebna.

 " Nie zapłaci za prywatną wizytę stu złoty, kiedy sprawa jest poważna, ale bez wahania wyłoży dwieście złotych na prezent albo łapówkę  dla lekarza z państwowej placówki. Co najlepsze nadal czuje się zwyciężczynią. To takie polskie, podobnie jak skarpetki w sandałach."

Pod gabinetem zawsze znajdzie się też osoba, która udaje, że rzeczywistość dookoła zupełnie jej nie interesuje. I gaduły, żyjące w głębokim przekonaniu, że cała poczekalnia jest do ich dyspozycji, a wszyscy pozostali muszą słuchać ich nierzadko intymnych wynurzeń. Cały przekrój  społeczeństwa w jednym miejscu. Kumulacja chciałoby się powiedzieć. Chociaż nie wiem czy ktoś życzyłby sobie takiej wygranej... Każdy o sprecyzowanych poglądach, a tematy rozmów prócz zdrowia toczą się wokół tego co w naszym kraju najważniejsze : religii i polityki.  Nierzadko ciśnienie i nerwy schorowanych osób zostają mocno nadwyrężone w skutek powstałych różnic światopoglądowych. Być może jest to zabieg celowy, w końcu  jakieś schorzenia trzeba posiadać, by  móc chodzić do lekarza.  Transakcja wiązana.


" W moim bloku zdarzyło się ostatnio, że ktoś milicję wezwał,bo do późna balowali! Milicję wezwał. To się pewnie zdziwił, że policja przyjechała."

Przyznaję szczerze, że gdy książka do mnie dotarła zastanawiałam się kto i po co wydaje tak krótkie opowiadanie. Ciekawość zwyciężyła i już chwilę później oddałam się lekturze, by przekonać się, że autor idealnie trafia w sedno. Trafne spostrzeżenia głównego bohatera i to specyficzne ironiczne poczucie humoru kupiły mnie zupełnie. Opowiadanie czyta się szybko i płynnie przy czym podczas całej lektury ma się wrażenie, że razem z mężczyzną uczestniczymy w odgrywających się na jego oczach wydarzeniach. Sporo tu stereotypów, które idealnie podkreślają naszą narodową mentalność. W moim odczuciu Radosław Rutkowski  śmiało mógłby udać się ze swoją książką w stand - up'ową trasę i  jestem pewna, że zdobył by tym jeszcze większą liczbę zwolenników swojej twórczości. Książka jest idealną odskocznią. Przyznaję, że już dawno żadna pozycja nie wywołała na mojej twarzy tyle uśmiechu. Zdecydowanie jednak trzeba do jej lektury podejść z dystansem, gdyż nie jest oczywistym, że wszystkie zaprezentowane tam poglądy będą zgodne z naszymi.



Ocena : 8/10

Wydawnictwo :
Liczba stron : 106
Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Novae Res 

                                                                                                                            
                                                                                                                 ~ Mariola Mazur

5 komentarzy:

  1. Mam w swoim życiu takie przeboje z Polską Służbą Zdrowia, że nie przeboleję książki, która do tego nawiązuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejku chyba to nie dla mnie. Ta okładka- okropna jak dla mnie, a fabuła? Też mnie jakoś nie zachęca. No cóż tym razem podziękuję :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś slyszałem takie powiedzenie " Nie ocenia sie książki po okładce". W tym wypadku przeczytaj to dosłownie.
      Ja chętnie sięgne po książke jak kolwiek by nie wyglądała.

      Usuń
  3. Brzmi mega zachęcająco! Na pewno po nią sięgnę - pośmiać się też czasem trzeba ;) mam nadzieję, że ta książka mi pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sądząc po fragmentach będzie grubo :) No i to chyba nie jest o służbie zdrowia jako takiej, tylko o ludziach z kolejki, a ze swojego doświadczenia wiem, że zdarzają się tam ciężkie przypadki :D. Zamówiłam już swój egzemplarz, zobaczymy co z tego będzie :)

    OdpowiedzUsuń