poniedziałek, 15 maja 2017

"Nic do stracenia. Początek" - Kirsty Moseley

"Tak długo, jak będę mógł tulić ją do siebie każdego dnia,będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi."

Kirsty Moseley jest autorką, której książki nigdy nie zawiodły mnie. Potrafi ona wykreować niesamowicie ciekawe historie, które już od samego początku porywają czytelnika.
Ogromnym sukcesem autorki była książka "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno". Słodki Liam zwalił z nóg nie jedną dziewczynę i moje serce również skradł. Tamta historia była przepiękna, zabawna, lekka oraz ciekawa.
Tym razem autorka postawiła na coś mocniejszego. Nie brakuje wulgaryzmów, historia jest ostra, pełna napięcia. Fabuła zaskakuje z każdą stroną, ale to co najważniejsze - nadal jest oryginalnie, nie brakuje lekkości, a pióro autorki porywa.

Anna jest córką przyszłego prezydenta i potrzebuje ochrony, ponieważ jej życie jest zagrożone i to nie tylko z powodu pozycji, jaką piastuje jej ojciec. Anna w swoim życiu doświadczyła wielu przykrości, a jej życie rozpadło się na drobne kawałki. Była traktowana jak zabawka, straciła ukochaną osobę i zamieniła się w bezlitosną dziewczynę, która wyzbyła się jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Anna przepełniona jest gniewem, wyrzutami sumienia, wstrętem do samej siebie, rozpaczą. Wielokrotnie pragnęła odebrać sobie życie, byleby zapomnieć o fatalnej przeszłości i dniu swoich urodzin.
Młoda kobieta miała w swoim życiu wielu ochroniarzy, jednak każdy uciekał po krótkim czasie, bo to był jej cel - pozbyć się tych, którzy nie dają jej swobody. Anna boi się kontaktu z ludźmi, nienawidzi ich, bo obawia się, że ją ktoś dotknie, a to zawsze kończy się tak samo.
Tym razem został przydzielony jej Ashton, wytrwały młody mężczyzna, który łatwo nie odpuszcza. Poprzez ukryty cel jest w stanie wytrzymać z wredną dziewczyną jej wszystkie kaprysy, a co najważniejsze, zaczyna ją rozumieć.
Od ochrony przed Carterem, do miłości, która nie może się rozwinąć.

"Skradła mi serce w trzy dni, choć tak naprawdę miała je już po trzech sekundach."

Historia Anny i Ashtona zaczyna się burzliwie i taka też jest przez większość czasu. Anna nie ufa nikomu, toteż uważa, że nowy ochroniarz ulotni się jak jego poprzednicy, niemniej jednak ich relacje są zdecydowanie inne, niż w poprzednich przypadkach.
Chociaż Anna boi się kontaktu z ludźmi, a zwłaszcza mężczyznami, nie ma oporów, aby pozwolić Ashtonowi zaciągnąć się do łóżka. Tłumaczone to jest jako miłość od pierwszego wejrzenia, przed którą kobieta się broni i twardo ją wypiera, a przelotny seks był tylko chwilową słabością.
I to było moje pierwsze i ostatnie "ale" wobec tej książki. Całość była niestety zbyt mocno naciągnięta, ponieważ Anna bała się kontaktu z ludźmi, a jednak ochroniarz miał magiczną iskierkę, która wzbudziła w niej zaufanie do niego. Okej, może był nieco inny od jej poprzednich opiekunów, dał jej więcej swobody, ale żeby wskoczyć mu od razu do łóżka? No trochę coś nie tak. Bo skoro ona z zaburzeniami i depresją męczyła się od trzech lat, to dlaczego nagle zaufała temu jedynemu?
Ale w porządku, to miała być słodka historia, tylko później na szczęście nie jest już tak kolorowo.
Po przelotnym numerku Anne dopadają wyrzuty sumienia i wtedy rozkręca się cała historia. Narobiła nadziei facetów, a teraz go olewa. A w końcu to co nieosiągalne jest najlepsze, prawda? I zaczyna się walka o zakazany owoc, walka z demonami przeszłości, walka o przyszłość, budowanie przyjaźni i zaufania.

"Muszę się ożenić z tą dziewczyną! Boże, spraw, żeby się we mnie zakochała."                                                                   
źródło

Kirsty Moselery jak zawsze miała genialny pomysł na kolejną książkę. Od samego początku nie oszczędza czytelnika i wprowadza nas do książki z wielkim przytupem. Jest drastycznie, brutalnie, krwawo i jednocześnie słodko.
Autorka z dobrym smakiem przedstawia całą historię Anny, wzbudza w nas smutek, przygnębienie i współczucie wobec losów bohaterki. To niesamowite jak cudownie prowadzi całą fabułę. Przeplata przeszłość z teraźniejszością, daje nadzieje, po czym rozrywa nasze serca, skleja i ponownie przygniata. Kiedy myślałam sobie "O tak! Nareszcie ułoży się między nimi, będzie dobrze", to autorka od razu sprowadzała mnie na ziemię i nie pozwalała nacieszyć się chwilą. Tym samym budowała napięcie na swój wyjątkowy sposób. Przez całą książkę siedziałam jak na szpilkach, obawiałam się najgorszego, nie wiedziałam co się zaraz wydarzy i czekałam na wielkie BUM!
Dostałam wspaniałą historię, która przepełniona jest bólem, ale także szczęściem, które powoli jest na nowo budowane.

Z czystym sumieniem mogę polecić "Nic do stracenia. Początek". Chociaż historia jest nieco naciągana i niektóre wydarzenia zbyt szybko wydarzyły się, to cała fabuła zasługuje na uznanie. Moseley nie szła drogą twardo utartych schematów. Stworzyła kolejną niepowtarzalną historię, którą przyprawiła swoim lekkim piórem.
Nie mogę doczekać się kontynuacji losów bohaterów. To zdecydowanie będzie ogień! Bo kiedy ponownie pojawi się karter, nie będzie bezpiecznie.

"Wszystko, co jest warte posiadania, warte jest też, żeby o to walczyć."                                                                   
Ocena: 9/10

Wydawnictwo:
Logo Harper Collins
Liczba stron: 464
Data wydania: 12.04.2017

Za książkę dziękuję wydawnictwu  HarperCollins Polska.

Natalia Zaczkiewicz

3 komentarze:

  1. Również oceniam książkę bardzo pozytywnie, aczkolwiek nie podobało mi się to, że autorka przedstawiała mężczyzn w idealnym świetle. Każdy facet miał wygląd modela, po prostu ciasteczko do schrupania...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej nie dam szansy tej historii. Czytałam Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno i była to dla mnie tak przesłodzona książka, że do dzisiaj źle ją wspominam. Niestety teraz boję się dać drugą szansę autorce.
    Ps. Zapraszam do siebie na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń