środa, 24 maja 2017

Ostatni szaman Pomorza - Franciszek Szczęsny

Tajemnicę tego kim był "Ostatni szaman Pomorza" w  swojej najnowszej powieści zdradza nam Franciszek Szczęsny. Autor znany z tego, że akcję każdej z książek umiejscawia na Pomorzu - regionie z którym jest związany. Na swoim koncie ma kilka powieści w których to płynnie przeplatają się ze sobą fakty historyczne i  literacka fikcja.  

"Ludzie od tysięcy lat potrzebowali kogoś  , kto będzie silniejszy od żywiołów (...) i wszystkiego co nieznane.Dlatego własną wiarą powołali bogów, bożątka , wije (...).Fantazja ludzka okazała się  niewyczerpana, a potrzeby nieograniczone."

Już sama okładka daje do zrozumienia, że mamy do czynienia z czymś owianym magią i tajemnicą. Na pierwszych stronach powieści poznajemy rodzinę Obisława, małego chłopca, który okazuje się być wybrańcem. Ze względu na swoją wątłą posturę i przebyte w dzieciństwie choroby zostaje przeznaczony do nauki i późniejszego kontynuowania niecodziennej profesji. Oddany pod opiekę miejscowego szamana zgłębia tajemnicę do których nie mają dostępu zwykli śmiertelnicy. Szybko przyswaja wiedzę nie tylko z zakresu ziołolecznictwa, ale także obrzędów dziękczynnych na rzecz bóstw. Niestety nie wszystkim podobają się pogańskie praktyki do których na nowo zaczęli powracać mieszkańcy Osady Siedmiu Jezior. W kilka lat po rozpoczęciu przez Obisława nauk, osada zostaje zrównana z ziemią, a wszystko to za sprawą chrystianizacyjnej misji Zakonu Krzyżackiego. Podczas tego najazdu w obronie swojej wiary życie straciło wiele osób. Tych, którym udało się przeżyć zmuszono do przyjęcia chrztu i porzucenia swoich dotychczasowych wierzeń. 

"Bogini Życia, Makosza, była łagodna, ale również chimeryczna.Jak to kobieta.To ona sprawiała, że po zimie, która była dziełem Boga Śmierci , cała przyroda wracała do życia."

Główny bohater szczęśliwie nie był bezpośrednim świadkiem tragicznych wydarzeń. Podczas najazdu znajdował się z dala od zabudowań i nieświadomy zagrożenia  oddawał się leniwie połowowi ryb. Dopiero późniejszy powrót do zabudowań uświadomił mu powagę zaistniałej sytuacji. Przez wiele dni ukrywał się w ziemiance, żywiąc tym co udało mu się znaleźć w zgliszczach spalonych domostw. Niestety przez nieostrożność ostatecznie trafił w ręce braci zakonnych.Wykazał się  jednak przytomnością umysłu i należytym sprytem co pomogło mu szybko dostosować się do zaistniałej sytuacji.Niedopowiedzenie sprawiło, że wzięto go za ochrzczoną sierotę. Otworzyło mu to w późniejszy czasie niejedne, zamknięte dla pogan drzwi. Jan, bo takie obrał imię w nowym życiu, był chłopcem o wielu talentach.  Nie było prac, którym nie stawiłby czoła. Nie rozumiał jedynie dlaczego jemu i innym bliskim mu ludziom narzucono religię w której nie potrafili się odnaleźć. Nie pozwalał sobie jednak na chwilę słabości dzięki czemu szybko został doceniony i znalazł pewne zajęcie. Początkowo tylko pomagał, a w późniejszym czasie również  nadzorował zlecane  budowy. Można powiedzieć, że los obszedł się z nim łaskawie. Znalazł żonę, która obdarzyła go zarówno miłością i  dziećmi. Nigdy jednak nie było mu dane zapomnieć o przeszłości. Rządni kultywowania tradycji mieszkańcy pragnęli na nowo powrócić do pogańskich obrządków. A w końcu nie kto inny , tylko on Obisław- Jan, był przyuczany do objęcia najważniejszej funkcji w ich wspólnocie.



Rzadko sięgam po powieści historyczne, a jeśli już to zdecydowanie odnoszące się do innych epok.Ze względu na swoją słabość do rodzimych legend postanowiłam jednak dać sobie szansę i zmierzyć się z twórczością Franciszka Szczęsnego. Intrygujące było dla mnie, że skupił się na dość mocno zapomnianym okresie w dziejach naszego Państwa. W literaturze możemy znaleźć sporo odniesień do samego Zakonu Krzyżackiego  i jego działań na naszych terenach, ale jednocześnie ówczesna wiara naszych przodków była w tychże dyskretnie pomijana. Na kartach tej książki prócz ciekawej i bogatej w wątki fabuły możemy znaleźć opisy zarówno bóstw jakim oddawano w tamtym okresie cześć jak i samych obrzędów im poświęconych. Doceniam fakt, że autor dopieścił każdy szczegół swojej opowieści. Dzięki naukom pobieranym przez głównego bohatera kilkukrotnie wspominane zostały receptury zielarskie przypisane na konkretne dolegliwości.Dla mnie jako fanki medycyny alternatywnej była to nie lada gratka. Barwne opisy, a jednocześnie przejrzysty język autora pozwoliły mi na przeniesienie się oczami wyobraźni w dane miejsca i przeżywanie trosk i radości wraz z głównym bohaterem. Doceniam lokalny patriotyzm  pana Franciszka i zgadzam się w zupełności ze stwierdzeniem zamieszczonym na okładce  : " Opowieść o ostatnim szamanie Pomorza jest opowieścią o końcu pełnego legend rozdziału w historii (...) o którym nie można nam zapomnieć".  

 OCENA: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Novae Res



                                                                                                   
                                                                                                                       ~Mariola Mazur

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że gdy po nią sięgałam miałam podobne obawy. Autor jednak mocno oczarował mnie Pomorzem sprzed wieków :)

      Usuń
  2. Podziwiam. Dla mnie książka była tragiczna i nie do przełknięcia. Bzdury historyczne, kompletnie nie mające potwierdzenia w rzeczywistości. Zamysł był dobry, wykonanie po prostu... złe.
    Nie mniej, brawa za przeczytanie ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam trochę inne podejście do tematu :) Wiedziałam, że jeśli chodzi o wydarzenia , umiejscowienie czy czas to fakty mogą się nie pokrywać i było mi to wręcz na rękę, bo jednak liczyłam na to, że nie będzie to publikacja przypominająca naukową. Skupiłam się natomiast na wyciągnięciu z niej tego co mnie interesowało najbardziej. Obrzędy może nie były może odzwierciedleniem kropka w kropkę jednak nie można zaprzeczyć, że podobne miały miejsce.Natomiast to na co naprawdę zwróciłam uwagę to właściwości roślin i tutaj zgodność występowała (czy proporcje i mieszanki również, tego nie mogę potwierdzić bo dalej nie zagłębiałam się w temat). Cieszę się, że przedstawiłaś mi swój punkt widzenia. Potwierdziło się stwierdzenie, że dwie osoby nigdy nie czytają tej samej książki :) Pozdrawiam, m.

      Usuń