piątek, 12 maja 2017

"Zanim się pojawiłeś" - film vs książka

Dzisiaj postanowiłam skupić się na porównaniu książki oraz filmu pt. „Zanim się pojawiłeś”. Chyba każdy przynajmniej wie, o czym po krótce oba te twory opowiadają, ale czy każdy z Was zauważył dość poważne różnice pomiędzy nimi?

Zacznijmy od tego, że ja rozpoczęłam swoją przygodę wpierw od filmu. Zewsząd napływały do mnie opinie, wręcz zachwyty nad nim, ale sama zabierałam się za obejrzenie dosłownie jak sójka za morze. Do kina miałam pójść, ale koniec końców, zdecydowałam się na seans w zaciszu domowym i w sumie dobrze zrobiłam. Żaden film nie wywarł na mnie tak wielkich i do tego przeróżnych emocji, jak ten. To śmiałam się, żeby za chwilę być pogrążoną w głębokim smutku. Po filmie naszła mnie ochota na zapoznanie się w końcu z książką. I szczerze mówiąc ona również wywarła na mnie ogromne wrażenie, wciągnęła od pierwszych stron i nie chciała ze swoich objęć mnie wypuścić, na chwilę, bym mogła zaspokoić swoje potrzeby fizjologiczne!

Źródło
Po krótce fabuła opiera się na historii Lou, która traci pracę, a poszukując nowej, dostaje propozycję stanowiska polegającego na opiece niepełnosprawnym mężczyzną. Rozmowa kwalifikacyjna przebiega z lekkimi problemami, ale finalnie dziewczynie udaje się zdobyć serce matki Willa, czyli naszego inwalidy. Lou od samego początku nie ma z nim łatwo, bowiem chłopak stał się mrukliwy i nieprzyjazny dla wszystkich osób, które go otaczają, w sumie, można go nazwać egoistą. Jednak Lou jakoś krok po kroku udaje się stopniowo do niego dotrzeć… Tylko czy rodzące się pomiędzy nimi uczucie ma sens i minimalne szanse przetrwania?
Na plus w filmie można dodać samą obsadę – słodką i przeuroczą pannę Lou zagrała Emilia Clark. Powiem szczerze, że przez większość filmu nie potrafiłam od niej oderwać oczu. Jej uśmiech powodował, że momentalnie na mojej twarzy pojawiał się również szeroki uśmiech, ciągnący się od ucha do ucha. Sam Clafin, który wcielił się w rolę Willa, również nie zawiódł i przyznaję, że tych dwoje idealnie do siebie pasowało i się ze sobą zgrało.  Sam potrafił przywdziać na twarzy wiele min i pokazać milion emocji, dzięki czemu nie miało się wrażenia, że dosłownie gra jak drewno i stosuje jedną minę do wszelkich emocji. Dzięki temu opowiadana historia była jeszcze barwniejsza.
Źródło
Na komplement zasługuje także sama muzyka, która w tej produkcji była dobrana idealnie, w 100%. Zdarza się to dość rzadko, lecz w tym przypadku muzyka pięknie wkomponowywała się w obrazy, które widzieliśmy akurat w danej chwili na ekranie. Jeżeli były radosne chwile, główni bohaterowie odczuwali szczęście i dobrze się ze sobą bawili, po prostu odczuwali pozytywne emocje, to i muzyka była szybka, skoczna, zaś jeśli sceny były smutne to muzyka jeszcze te uczucie pogłębiała.
Łatwo jest zauważyć, że film wyraźnie jest podzielony na dwie części: pierwszą, w której przeważają humorystyczne, wręcz ironiczne sceny, na których zapewniam Was z ręką na sercu, że się będziecie zaśmiewać do rozpuku i drugą, która przyprawia wręcz o dreszcz na plecach, bo jest tak życiowa i prawdziwa, że chyba bardziej się już nie da. A poza tym wyciśnie z Waszych oczu miliony łez. Ja tym bardziej przeżywałam tę drugą część, a zwłaszcza zakończenie, bowiem nie wiedziałam, jak się tak naprawdę ta historia zakończy. Przez większość filmu miałam cichą nadzieję, że będzie happy end, trzymałam za głównych bohaterów mocno kciuki, ale życie lubi płatać różne figle i tak też było w tym przypadku. Na koniec dodam jeszcze to, że przy czytaniu książki odczuwałam takie same emocje, choć znałam już zakończenie, to jednak fakt ten tak naprawdę niczego nie zmienił. Znów płakałam jak bóbr.
Źródło
Podsumowując – chociaż w filmie w porównaniu z książką są pewne różnice, to jednak przyjemnie się go oglądało. Aktorzy byli naprawdę dobrze dobrani, lepiej chyba się już nie dało tego zrobić. Muzyka świetna i dopełniająca całokształt całej tej pięknej i wzruszającej historii. I może dlatego, że najpierw oglądałam film, nie miałam za bardzo się czego czepiać. Teraz, na potrzeby tej notki, trochę poszperałam i muszę przyznać, że jednak tych różnic kilka było w produkcji filmowej  i faktycznie można dojść do wniosku, że lepiej jest najpierw się zapoznać z książką, by potem na filmie wszystko zrozumieć.
Źródło
No dobrze, wszystko fajnie, film był ekstra, wywołał wiele emocji, ale jak wszystko miał też pewne minusy. Poniżej przytoczę kilka z nich.
Po pierwsze, co chyba najważniejsze, zabrakło tutaj sceny z labiryntem, która tak pięknie została opisana w książce. Ona tak naprawdę wyjaśniała wszystko, co związane z zachowaniem Louisy, dlaczego nie chciała nigdzie wyjechać, a tak kurczowo trzymała się swojej małej mieściny. Przysporzyło to trochę niedopowiedzeń w filmie, a czego można było w łatwy sposób uniknąć i jeszcze bardziej uatrakcyjnić całą fabułę.
Po drugie w książce zdecydowanie bardziej skupiono się na pokazaniu niepełnosprawności Willa i tego, z czym codziennie musi się on mierzyć. Każdy z nas może chodzić, może ruszyć ręką, kiedy tylko chce, może pójść gdzie tylko dusza zapragnie i może zjeść w każdej chwili to, na co akurat będzie miał ochotę. Nie zastanawiamy się dłużej nad tym, jakby wyglądało nasze życie, gdybyśmy byli uzależnieni całkowicie od drugiej osoby, dosłownie skazani na nią. Nie myślimy nad tym jakbyśmy się czuli, gdybyśmy nawet przy najłatwiejszych czynnościach potrzebowali czyjejś pomocy. Mam wrażenie, że w filmie trochę spłycono ten problem, nie skupili się nad nim w 100%.
Po trzecie w filmie namnożyło się trochę niedopowiedzeń, reżyser pewnie doszedł do wniosku, że każdy, kto weźmie się za oglądanie filmu, wcześniej czytał powieść. A jak widać chociażby na moim przykładzie, nie zawsze tak było. I tak np. kwestia związku Lou z Patrickiem nie została do końca wyjaśniona, przez chwilę był, potem Lou zaczęła się od niego oddalać, on zajął się sportem i ich drogi się rozeszły. Owszem, łatwo jest się domyśleć, co tak naprawdę między tą dwójką zaszło, ale w książce było to lepiej przedstawione i dosadniej.
Porównując film z książką, w oczy od razu rzuca się pewien fakt. A mianowicie relacje, jakie panowały w rodzinie głównej bohaterki. W książce była to rodzina pełna ciepła, zrozumienia i wzajemnego wsparcia. W filmie także, ale jednak bardziej naciskano w nim na Louisę, żeby w końcu znalazła pracę itp. Nie podobało mi się zupełnie zachowanie siostry, które w moim odczuciu było bardzo roszczeniowe. Mam tu na myśli kwestię pokoju – jeszcze mogę zrozumieć, że jak siostra mieszkała w domu rodzinnym, to musiała mieć większy pokój, zwłaszcza, że miała synka. Ale już kompletnie nie rozumiem jej złości na Lou, gdy ta stwierdziła, że przejdzie do większego pokoju, gdy ta się wyprowadzi. Siostra była wielce oburzona i jako argument przytaczała fakt, że na weekendy będzie przyjeżdżać. O historii związku Patricka z Louisą już wspominałam – przez kilka scen się pojawił, a potem nagle zniknął, jakby nigdy go nie było. A można było to lepiej rozegrać, niż pokazywać Lou jako tę, która bierze się za dwóch facetów na raz, a Patricka przedstawiać jako biednego mężczyznę, którego dziewczyna odstawiła na boczny tor. Zabrakło również kluczowych, moim zdaniem, scen takich jak chociażby ta z czerwoną sukienką czy wielka wyprawa na wyścigi konne, która również przysporzyła ogrom problemów i idealnie pokazywała z iloma przeciwnościami niepełnosprawni muszą sobie radzić na co dzień.
Podsumowując, gdybym najpierw przeczytała książkę, a dopiero później obejrzała film, pewnie aż tak bardzo by mi się on nie spodobał. Bo korzystniej cała historia wypada w wersji papierowej jednak.  Zdecydowanie lepiej jest zaznajamiać się z daną historią w takiej kolejności – najpierw książka, później film. Jednak nie patrząc na te mankamenty i różnice, film to przyjemna produkcja, muzyka zachwyca, podobnie jak gra aktorów. Przy okazji ta historia naprawdę daje do myślenia. Zaczynamy się zastanawiać nad tym, co jest w życiu najważniejsze i jaką decyzję byśmy podjęli, gdybyśmy byli na miejscu Willa. W tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia – czego byśmy nie zadecydowali to i tak kogoś byśmy zranili, albo siebie albo kogoś z naszych bliskich.
Źródło
A Wy znacie tę piękną i wzruszającą historię? Co zrobiliście najpierw – przeczytaliście książkę czy obejrzeliście film? Która forma bardziej się Wam spodobała? Co byście w niej zmienili a co zaparło Wam dech w piersiach?


~ Paulina Korek

24 komentarze:

  1. Ja mam dopiero w planach przeczytanie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że lektura Ciebie nie zawiedzie ;)

      Usuń
  2. Wspaniała książka, bardzo mnie wzruszyła. Filmu jeszcze nie widziałam, ale liczę na to, że i tu popłyną łzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj popłyną, to pewne na 99,99% ;)
      Film naprawdę warto obejrzeć :)

      Usuń
  3. W pierwszej kolejności czytałam książkę, ale dopiero po zobaczeniu zwiasrunu filmu. Zarówno książka jak i film mi się podobały i mogę polecić każdemu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetnie, że masz takie pozytywne odczucia :)

      Usuń
  4. Mi wystarczy sam film - przepraszam, ale ja tam pięknej i wzruszającej historii nie widzę. Główni bohaterowie są co najmniej irytujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Każdy ma swój gust i nie zawsze musimy się ze sobą zgadzać :)
      Ale to jest właśnie fajne, bo można w ciekawy sposób podyskutować ;)

      Usuń
  5. Zdecydowanie książka lepsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka lepiej pokazała bohaterów, historia była jakby pełniejsza. W filmie niektóre ważne aspekty zostały pominięte. A szkoda.

      Usuń
  6. Zgadzam się z Tobą w 100% - brakowało mi wątku z labiryntem, która dość dużo wnosiła do całej historii. Aktorzy zostali dobrali idealnie - jakoś nie potrafię sobie wyobrazić kogoś innego w roli Willa, a o uśmiechniętej Lou już nie wspomnę (chociaż jako Daenerys Targaryan już jest mściwa i chwilami dość wyniosła) :) Książka podobała mi się znacznie bardziej, jednak to film spowodował, że w oczach zalśniły łzy, a wszystko za sprawą gry aktorskiej oraz świetnej muzyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak miło :) Dziękuję, że się zgadzasz i że myślisz tak samo jak ja ;)
      No książka była lepsza, ale film ma swoją magiczną moc :)

      Usuń
  7. Ja osobiście wychodzę z założenia ze najpierw trzeba przeczytać książkę, dopiero później zasiadać do filmu - zawszę tak robię. Filmu nie oglądałam, ale książka wywarła na mnie ogromne znaczenie, jak najbardziej na plus, choć w głębi duszy wierzyłam, że może im się jeszcze udać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kibicowałam głównym bohaterom do samego końca ;)
      Jak czytałam książkę, już po obejrzeniu film, a więc wiedząc jakie będzie zakończenie, też miałam nikłą nadzieję, że zakończenie będzie inne ;)
      Ale było jakie było i moim zdaniem, idealnie pokazywało życiowe zakręty i meandry losu ;)

      Usuń
  8. Mi też strasznie brakowało wątku z labiryntem :) Był on dość kluczowy w stosunku całej fabuły i nie rozumiem, dlaczego reżyser pominął ten wątek :/
    Książka i film skradły moje serce <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była tak ważna scena, wyjaśniająca wszystko, a w filmie to pominięto! To był strzał we własną stopę, moim zdaniem.
      Moje serce równie mocno skradły <3

      Usuń
  9. Osobiście obejrzałam film, a książki nie doczytałam - po prostu ta historia mnie nie urzekła tak jak innych. Nie widzę w niej nic tak wyjątkowego. No cóż, ilu ludzi, tyle gustów i opinii. ;)
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak ;)
      Ja też czasem mam tak, że wszyscy się jakąś książką zachwycają, a ja po nią sięgnę i przez cały czas się zastanawiam co inni w niej takiego wspaniałego widzieli... :)
      Ale to fajnie, że mamy różne gusta i guściki, bo wtedy jest ciekawiej i ciekawsze są dyskusje :)

      Usuń
  10. Ja również najpierw obejrzałam film, a dopiero potem przeczytałam książkę. Obie aranżacje były dla mnie naprawę genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę, że mamy podobne zdanie :)
      Aktorzy do filmu zostali wybrani idealnie <3

      Usuń
  11. Obejrzalam film,książki nie zamierzam czytać,chyba siegne po drugą część, jestem jej ciekawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co słyszałam to druga część wszystko psuje i nie jest już tak dobra jak pierwsza ;) Ale trzeba się przekonać o tym na własnej skórze :)

      Usuń
  12. Film widziałam, do książki się przymierzam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak wrażenia co do filmu? ;)
      Książka tym bardziej warta przeczytania :)

      Usuń