środa, 14 czerwca 2017

"66 dusz" - Mateusz Wieczorek


źródło
"McAbre lekko skinął głową. To prawda, że papież też sięgał po jego pomoc. Niejednokrotnie, i nie było czemu się dziwić. W końcu te dwa fronty, dobra i zła, grały o tę samą stawkę. I obydwa potrafiły zapewnić mu taką nagrodę, jakiej oczekiwał. Śmierć nigdy nie działała tylko na usługach zła. Była neutralna i pracowała na dwa etaty."*

Laurent Durentius, to szef zorganizowanej grupy przestępczej, w skład której wchodzą najlepsi zabójcy, złodzieje i fałszerze na świecie. Pewnego dnia otrzymują nietypowe zlecenie. Papież Rodrigo VI, prosi ich o odzyskanie cennego artefaktu - Srebrnego Lustra, które przegrał podczas jednej z partyjek pokera. Durentius przyjmuje wyzwanie, nie wiedząc, że człowiek od którego musi wykraść Lustro to Levi Nathan, szef globalnego syndykatu zbrodni oraz wcielenie szatana na Ziemi. Mimo to grupie przestępców udaje się wykraść artefakt i oszukać samego diabła. Ich szczęście nie trwa jednak długo, ponieważ w ślad za uciekinierami podąża Dan McAbre, będący śmiercią w ludzkiej postaci. 

Najnowsza powieść Mateusza Wieczorka, 66 dusz, to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora. Nigdy wcześniej nie miałam przyjemności zapoznać się z jego stylem, przez co nie bardzo wiedziałam czego mam oczekiwać. Po przeczytaniu opisu, spodziewałam się raczej prostej, niezbyt skomplikowanej i wymagającej powieści sensacyjnej, a otrzymałam naszpikowaną symboliką i legendami, wciągającą historię, pełną czarnego humoru.

Na początku powieści poznajemy losy Antona Zuriela, młodego mężczyzny, którego życie zmieniło się w momencie napadu na bank. Ranny, zostaje przewieziony do pobliskiego szpitala, gdzie musi poddać się skomplikowanej operacji. To też tam, dowiaduje się, że nie jest dzieckiem swoich rodziców. Chłopak za wszelką cenę, postanawia dowiedzieć się kim są i gdzie przebywają jego biologiczni rodzice. Jednocześnie poznajemy wydarzenia, które miały miejsce dwadzieścia lat wcześniej, a w których uczestniczyli członkowie ekipy Laurenta Durentiusa.

Mateusz Wieczorek z swoimi dziećmi 


Oba te wątki są prowadzone zgrabnie i czytelnie. Mimo częstych przeskoków w czasie i retrospekcji, czytelnik nie ma wrażenia chaosu czy zagubienia. Co więcej, w poszczególnych rozdziałach poznajemy punkt widzenia różnych osób, przez co mamy pełniejszy obraz całości. Jedyne co mi tu przeszkadzało, to pojawiające się od czasu do czasu wtrącenia autora na przykład:

„Obydwoje wyszli z restauracji, nie oglądając się za siebie. Na dworze panował skwar. Lato w pełni. Mówię o takim lecie, w trakcie którego obowiązuje zakaz podlewania trawników, rodzi się moda na kąpiele w fontannach oraz na umieranie z przegrzania. Chłopcy uwielbiali taką aurę.”*

Te dygresje mocno mi przeszkadzały i wybijały z rytmu. Czytając powieść lubię wczuć się w atmosferę, uczestniczyć w wydarzeniach, a niestety takie wtrącenia sprowadzają czytelnika na ziemię. Na szczęście, nie zdarzały się one zbyt często, a na końcu powieści zniknęły definitywnie.

Jeżeli chodzi o bohaterów, są oni tacy, jacy powinni być gangsterzy. Brutalni, nieprzebierający w słowach i czynach, czarne charaktery. Nie ma tu postaci dobrych, źli ścigają złych, a po drodze giną setki niewinnych osób. Często pojawiają się wulgaryzmy, co może przeszkadzać osobom bardziej wrażliwym

Nie trzeba mieć mocno wyostrzonych zmysłów, by nie zauważyć inspiracji autora, legendą o Panie Twardowskim. Dla niewtajemniczonych, był to polski szlachcic, który zaprzedał duszę diabłu, w zamian za wszelką wiedzę i znajomość magii. Chciał on jednak przechytrzyć diabła i podczas podpisywaniu cyrografu,  dodał akapit, w którym to diabeł może zabrać jego dusze do piekła jedynie, gdy stawią się obaj w Rzymie, gdzie jak wiadomo diabeł nie ma wstępu. Posiadał on też magiczne Lustro, dzięki któremu był w stanie wywołać ducha Barbary, zmarłej, żony króla Zygmunta Augusta.

Wszystkie te wydarzenia, odnajdziemy na kartach 66 dusz, jednak nie uważam tych inspiracji za coś złego.Wręcz przeciwnie, była to całkiem ciekawa uwspółcześniona, interpretacja tej legendy, a autor nigdy nie zaprzeczał, że akcja była wzorowana na historii Pana Twardowskiego. 

Rozmowa Twardowskiego z diabłem
Dużo radości sprawiło mi także, odkrywanie „małych smaczków” jak postać Dana McAbre. Jeżeli nie wiecie, co mam na myśli, proponuję przeczytać jego imię i nazwisko na głos. Brzmi ono jak danse macabre, bo oznacza taniec śmierci.

Podsumowując, moje pierwsze spotkanie z twórczością p. Wieczorka uważam za udane. Nie jest to może powieść wysokich lotów, ale czytanie jej sprawia przyjemność i jej miłą odmianą od ciężkich, wymagających większego skupienia powieści. Zdecydowanie mogę ja polecić osobom, które cenią sobie kino Quentina Tarantino,  ponieważ podobnie jak u wspomnianego reżysera krew leje się strumieniami. Mam nadzieję, ze jeszcze nie raz będę miała okazję spotkać się z powieściami podpisanymi nazwiskiem tego autora.

A czy Wam udało się zauważyć inspiracje legendą o Panu Twardowskim? A może znaleźliście jeszcze coś innego, co ja pominęłam? Piszcie w komentarzach!

Ocena 7/10

Za książkę, serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!


* Fragment powieści "66 dusz" Mateusza Wieczorka 


~Anna Pawłowska 

2 komentarze:

  1. Hey! I am new at your blog (: I am following you now(;
    I hope you can visit mine and follow me back (; Have a good day!

    OdpowiedzUsuń
  2. Interesujaca opinia, zachęca do przeczytania książki:)

    OdpowiedzUsuń