czwartek, 15 czerwca 2017

Jak znaleźć czas na czytanie?



                Jako że mamy już czerwiec, zaczyna się jeden z najcięższych okresów w życiu młodych ludzi. W szkole nauczyciele wariują z wystawieniem ocen, na uczelni widmo sesji wisi nas studentami niczym czarne chmury, kolejne kolokwia wymagają całkowitego poświęcenia. W tym trudnym czasie naszła mnie myśl, że chyba nie do końca umiem rozporządzać własnym czasem, wciąż odkładam wszystko na ostatnią chwilę, a potem jest jak jest... Stąd pytanie, które właściwie tyczy się każdego książkoholika, nie tylko w czasie sesji czy zaliczeń w szkole. Zawsze. A mianowicie... 

                Jak znaleźć czas na czytanie? 

                To pytanie nie śniło się nawet największym filozofom. Spróbujmy wspólnie pomyśleć, jak właściwie sobie z tym poradzić. Terminy gonią, wydawnictwo oczekuje na recenzję. Lub sam masz postanowienie, aby więcej czytać, ale masz wrażenie, że w swój codzienny czas nie jesteś w stanie wcisnąć jeszcze porywającej lektury. Szczególnie, jeżeli powieść ta ma potencjał wciągnąć na długie godziny do swojego magicznego świata. 

[źródło]
                Zacznę od tego, co sama chętnie i dość często uskuteczniam, czyli czytanie przed snem. Wszystkie zadania na określony dzień wykonane, czas na zasłużony odpoczynek. Wiecie, że przynajmniej godzinę przed snem nie powinno się patrzeć na ekran komputera czy smartfona? Światło, które generują sprawia, że mimo iż myślisz, że zasypiasz, to tak naprawdę nie śpisz. Sen jest niespokojny, umysł nie regeneruje się tak, jak powinien. I tu z pomocą przychodzi książka! Nie dość, że wciągniesz się w świat cudownej lektury i odhaczysz codzienną lekturę jako wykonaną, to jeszcze przyczynisz się pozytywnie do jakości swojego snu. Czego chcieć więcej? 

                Kolejnym sposobem na czytanie jest lektura... w komunikacji miejskiej. A już w ogóle w pociągu - to jedno z miejsc, w którym czyta mi się najlepiej. Jako studentka, która uczy się w mieście oddalonym od mojej rodzinnej miejscowości o jakieś 130 km, w pociągu można mnie spotkać stosunkowo często. Siadasz, wyciągasz książkę i czas podróży mija błyskawicznie. I nawet sto stron do przodu. Można? Można! W moim przypadku dobrym miejscem na czytanie jest też tramwaj, gdyż dojazd na uczelnię też troszkę zajmuje. Ale wiadomo, jak to w tramwajach czy autobusach bywa. Czasem usiądziesz, czasem nie (ale na stojąco też się da, sprawdziłam!), a jak uda się usiąść, to za chwilę wstajesz, by ustąpić komuś miejsca. 

                Ale są też inne codzienne sytuacje, w których książka może stać się prawdziwym remedium na zabicie czasu. Wiesz, że będziesz czekać w kolejce? Na przykład czekając na wizytę u lekarza? Książka zawsze pod ręką, a czekanie nie będzie tak uciążliwe jak zwykle. Są też ludzie, którzy czytają chodząc. Po mieście. Szanuję i podziwiam, jednakże sama wiem, że to nie do końca dobry sposób. Szczególnie dla osób takich jak ja, które potrafią przysłowiowo potknąć się na prostej drodze i wbić zęby w chodnik. Nie polecam. 

                No i coś, co uskuteczniam raczej rzadko, ponieważ na stancji niestety nie posiadam tego jakże pomocnego urządzenia. Ale jeżeli przebywam w domu rodzinnym, to nieodłączny element mojej wieczornej egzystencji. Książka. Wanna. Piana. Resztę można sobie dopisać samemu. Czyż nie piękna wizja? 

[źródło]
                I nie zrozumcie mnie źle, bo brzmi to troszkę jakby czytanie było przykrym obowiązkiem, który trzeba zrealizować czy odhaczyć jak w diecie ćwiczenia albo inne takie. Oczywiście, że nie! Czytanie należy traktować jako jedną z najlepszych form wypoczynku i rozrywkę bez względu na to, jaką książkę aktualnie mamy w ręce (no dobrze, pomijam "Chemię organiczną" McMurry'ego, trudno tu mówić o rozrywce, chyba że ktoś uwielbia trzaskać syntezy związków karbonylowych albo innych takich wesołych rzeczy). Jednakże znam osoby, które chcą czytać, jednakże żyją w przeświadczeniu że w ich codziennej egzystencji po prostu nie ma na to miejsca. Jest. Trzeba się tylko zaprzyjaźnić z książką i mieć ją zawsze przy sobie czy w formie papierowej, czy w formie e-booka. A czas zawsze się znajdzie. 

                Ja, aktualnie studentka w środku sesji, także staram się odnajdywać jak najwięcej czasu na czytanie. Jest ciężko, przyznaję, ale się da. Poza tym oderwanie się na chwilę od nauki pomiędzy zamiataniem pustyni a wycieczką do innego kraju tylko po to, żeby się nie uczyć, nie może być złe. 

                A Wy? Jakie macie metody na wyciskanie z doby jak najwięcej czasu na czytanie? Czy stale wpisaliście sobie w dzień czas na lekturę, czy czytacie wtedy, gdy macie trochę wolnego, wakacje, urlop? Piszcie! 

                A, i jeżeli macie jakieś patenty jak dobrze zorganizować czas, też piszcie. Chętnie skorzystam z wszelkich rad. 

 ~Monika Majorke

17 komentarzy:

  1. A ja sądzę, że tak naprawdę wystarczy czytać wtedy, gdy ma się wolną chwilę. Nie oszukujmy się: KAŻDY MA KIEDYŚ WOLNĄ CHWILĘ.
    A że ludzie są zbyt leniwi, żeby złapać za książkę, to już inna sprawa.
    Tak naprawdę są takie momenty w życiu każdego. Że ma się tę wolną chwilę. Ale niektórzy spędzają ją na komputerze, a potem jęczą, że nie mają czasu na czytanie.
    Pomaga również zaplanowanie sobie czasu co do godziny. Wtedy mamy dokładnie wytyczone, kiedy mamy czas na czytanie.

    Pozdrawiam,
    Izzy z Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, uwielbiam takie gadki, kiedy ktoś siedzi przy kompie albo dosłownie patrzy się w ścianę a potem mówi, że niieeee, on to nie ma czasu czytać...

      Usuń
  2. Czytam codziennie jadąc tramwajem do pracy i z powrote. Dziennie zajmuje mi to jakieś 40-45 minut, więc to sporo czasu! Poza tym jak mam wolny dzień to staram się znaleźć chociaż chwilę na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc przybijam wirtualną piąteczkę! ;D

      Usuń
  3. O, tak, czytanie w pociągach - najlepsze, co może być! Też często podróżuję pociągami z powodu studiów i po prostu nie wyobrażam sobie robić czegoś innego w pociągu niż czytać. Nie wiem dlaczego, ale wtedy nie mam problemów ze skoncentrowaniem się na książce - a w moim przypadku to dziwne, bo generalnie nie umiem czytać, kiedy jest hałas, ktoś rozmawia itd. Pociąg to jakieś magiczne miejsce. :) W komunikacji miejskiej mam to samo, ale czytam raczej rzadko, bo rzadko jest wolne miejsce, zazwyczaj trzeba stać i walczyć o życie z grawitacją i szalonym kierowcą/zakrętami. :D Podczas sesji trudno mi znaleźć czas na czytanie, bo na filologii jest cała masa czytania i czasem zwyczajnie odpycha mnie już na widok książek... Wiem, brzmi okropnie, ale rzeczywiście tak jest. :( Dla mnie sposobem na znalezienie czasu na czytanie stał się jeszcze blog i robienie podsumowań ze statystykami. Mam taką naturę, że lubię ścigać się nawet sama ze sobą (oczywiście zachowując całą przyjemność z czytania, jedno drugiego nie wyklucza :>), co też sprzyja częstszemu sięganiu po książki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To świetne podejście, bo wtedy samodyscyplina działa swoje i wszystko co zaplanujesz, zrobisz. Ja już od długiego czasu próbuję to w sobie wypracować, niestety, z marnym skutkiem... Zazdroszczę! ;)

      Usuń
  4. U mnie czytanie przed snem ostatnio w ogóle nie wchodzi w rachubę (chyba, że e-booki na telefonie), bo automatycznie mi się przysypia. Mimo tego staram się wykorzystywać każdą chwilę w tramwaju/autobusie/pociągu na lekturę książki. Jeżeli mam do czynienia z wciągającą historią, to wtedy co by się nie działo, muszę ją przeczytać do końca, bo nie będę mogła skupić się na wykonywaniu innych czynności :D Np. teraz w sesji czyta mi się świetnie, bo jak wiadomo student robi wszystko, byleby się nie uczyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi w sesji najlepiej się sprząta ;D

      Usuń
  5. Z czasem na czytanie jest masakra. W czasie roku szkolnego mam czas tylko, gdy jadę do szkoły, czyli w pociągu i to mi musi wystarczać. Natomiast, gdy mam wolne, nie ptorafię usiąść i czytać. Nie wiem czemu.
    Serdecznie zapraszam na recenzję Tysiąca Pocałunków.
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/06/tysiac-pocaunkow-moze-troche-ponad.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, nauka potrafi wyssać czas z doby...;(

      Usuń
  6. Cóż, nie chcę straszyć, ale jako studentka, jeszcze masz czas. Potem jest tylko gorzej. Czytam gdzie się da i kiedy się da. Komunikacja miejska i wszelkie kolejki to norma, tak samo jak czytanie przed snem i w podróży. Ostatnio przy lżejszych lekturach wdrażam też system wielozadaniowy i czytam w trakcie jedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, później jak dojdą nowe obowiązki, czasu będzie jeszcze mniej ;) W trakcie jedzenia jeszcze nie próbowałam, ale jest to duża oszczędność czasu :D

      Usuń
  7. Jako prawie "absolwentka" chyba opanowałam czytanie w każdej wolnej chwili i miejscu do perfekcji ;)
    Autobus, pociąg, mpk, przystanek autobusowy, kolejka do dziekanatu, przerwa na lunch, nudny wykład, pozostały czas zajęć po napisaniu kolokwium czy nawet spacer na uczelnię ^_^
    http://favouread.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie na nudnych wykładach to podstawa! ;D

      Usuń
  8. Nie zasnę jeżeli nie poczytam przed snem to po pierwsze, a po drugie zawsze noszę książkę w torebce i czytam w kolejkach ;)
    https://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Super wpis. Staram się czytać kiedy tylko mogę ale ostatnio zero czasu nawet na pół godzinki nie mogę usiąść poczytać a tak tęsknie! Niech ta sesja się już kończy i wracam do moich książek <3

    zapraszam i do mnie :) www.nouw.com/xpositiv

    OdpowiedzUsuń