czwartek, 8 czerwca 2017

Kiedy najpierw żywisz ciało, a dopiero później ducha - czy wychodzimy na tym dobrze?

Kiedy pytani jesteśmy o ekranizację czy adaptację książek potrafimy wymieniać je bez końca. Największe filmy wszech czasów powstałe na klasykach książkowych i fali młodzieżowych hitów, przychodzą nam do głowy dziesiątkami. Zekranizowane książki, na podstawie których powstały seriale to niejednokrotnie tytuły, które przeżyły swoją "drugą młodość" dzięki zainteresowaniu ze strony producentów i przeniesieniu ich na mały ekran. Co w momencie w którym najpierw otrzymujemy obraz, a dopiero później zaczyna się fala filmowych czy serialowych gadżetów z książkami włącznie. Zawsze spodziewamy się rozbudowania fabuły, poznania historii bohaterów z innej perspektywy, pokazania nam głębszych przeżyć postaci. Niejednokrotnie jedyne co możemy otrzymać to rozczarowanie.

[Żródło]

Spójrzmy na "Stowarzyszenie umarłych poetów" – film jest świetnym obrazem, posiada genialnie wykreowane postaci, daje nam naprawdę sporo zabawy w kinie czy przed ekranem telewizora. Książka jest słabym przedstawieniem suchej akcji, przepisaniem dialogów na papier, a to nie dostarcza nam zbyt wielu emocji. Nie wiem czy kierowała twórcami czysta komercja czy chcieli dać sobie większe pole do popisu. Odchodząc od przesłanek czysto finansowych – formuła przedstawienia nam historii w postaci książki nie zmusza autora do zamknięcia się z fabułą w dwóch godzinach. Nie wykorzystywane zostają zasoby ludzkie do tworzenia efektów specjalnych, kreowania aktorów – to wszystko dzieje się w naszej wyobraźni. Książka dostarczy nam więcej godzin zabawy i możemy ją zabrać ze sobą wszędzie, nie będąc uzależnionym od kina i godzin seansów. Tylko niestety jak w przypadku literaturyzacji gier, książki pisane są przez „rzemieślników”, dla czytelnika, który nie ma dużych wymagań. Robią to więc po łebkach, podając nam produkt okrojony, ładnie zapakowany i niesiony falą zachwytów nad serialem czy filmem. Zazwyczaj zostajemy zachęceni poprzez plakatową okładkę z naszymi ulubionymi postaciami, która rzuca się w oczy w księgarni znajomą twarzą czy nazwą.

"Jest to chyba najradykalniejsza forma wędrówki w pewną rzeczywistość, tworzenie fikcyjnej rzeczywistości, ale ta fikcja nie jest jej przeciwieństwem, ona ją wyostrza." 
Jan Rybkowski

A co z bajeczkami dla dzieci? Najbardziej znanymi książeczkami były te z bajek Disney'a. Na początku były to kadry animacji z dopisanym kąskiem tekstu przedstawiające nam historię, którą już dobrze znamy. Pamiętam, że jako dziecko miałam książkę w twardej oprawie z bajki "101 Dalmatyńczyków". Animację oglądałam na okrągło, więc książka nie była dla mnie jakimś fenomenem i zabawą w odkrywaniu znanych mi już postaci. Teraz w dziale dla dzieci znajdziemy nowe przygody Świnki Peppy, Boba Budowniczego, Simby czy nowej ekipy z Lwiej Straży. Dzieci mogą przeżywać całkiem nieznane przygody swoich bohaterów spędzać z nimi czas i cieszyć się jakimś powiewem świeżości.
W każdym z nas całe życie tkwi małe dziecko i każdy chciałby móc spędzać czas ze swoimi ulubieńcami w nowych przygodach. Dlaczego więc tego nie otrzymujemy? Dlaczego dostajemy jakiś jałowy produkt, który budzi w nas tylko rozczarowanie i zrażamy się do takich nowych tworów? Niestety jak wszędzie odpowiedzią są pieniądze. Według badań Biblioteki Narodowej w 2016 roku 37% Polaków przeczytało tylko jedną książkę. Alternatywą dla czytania często są filmy, seriale i gry komputerowe. Te światy można połączyć, jednak czy zachęcanie nowych czytelników czystą szmirą jest dobre? Sądzę, że statystyki nie podskoczą do góry, jeśli chodzi o sam poziom czytelnictwa.


[Żródło]

Po prawie 10 latach czekał nas powrót do świata Harry'ego Pottera – na ekran wyszły "Fantastyczne zwierzęta", a teatr oblegli fani chcący obejrzeć "Przeklęte Dziecko" – kilka miesięcy później pojawiają się wydane w formie książkowej scenariusze i trafiają na listy bestsellerów. Co z tego, że każdy je kupił, jeśli w środku czeka tylko suchy dialog? Po tym w internecie pojawiają się fale nieprzychylnych recenzji, ponieważ ludzie spodziewali się rozbudowanych powieści.

Na naszym rodzimym rynku została wypuszczona początkiem roku "Najdłuższa noc" równolegle z TVN-owskim Belle Epoque. Ludzie chwalili sobie to jako kryminał, a serial odbił się bez echa. Pozostając w Polsce, pamiętacie "Teraz albo nigdy" i książkę wydaną jako napisaną przez bohaterkę serialu? Nosiła tytuł "Kaktus w sercu" - również nie przyniosło to zbyt dużego sukcesu. W naszym kraju pojawiały się również spisane przygody Buffy czy agentów z "Archiwum X", jednak nie wnosiło to nic do fabuły samych seriali czy naszego odbioru tych postaci.


"Kino to słowa i obrazy, piękno filmu, sens jego istnienia tkwi w jego złożoności, wielowymiarowości. Zaczynałem jako scenarzysta, więc słowa są dla mnie równie ważne, a praca nad scenariuszem jest kluczowa dla każdego filmu. Estetyka jest pochodną tekstu, ale i nie będę się wstydzić tego, że dbam o formę wizualną."   
Alan Parker

Zazwyczaj filmy nie odzwierciedlają uczuć, myśli bohaterów, które w książce są bardzo istotne. Film przedstawia już gotowy obraz natomiast książka rysuje obraz w naszych myślach. Dzięki temu każdy interpretuje książkę na swój sposób. Kiedy jednak otrzymujemy suche dialogi, a nasze myśli mają już ukształtowane wyobrażenie o postaciach wykreowanych przez konkretnych autorów to co mamy wynieść z lektury takiej pozycji. Nic.
Czy Wy sięgacie po takie "cosie" wydane na fali popularności serialu lub filmu? 



~Katarzyna Matlak

2 komentarze:

  1. Sięgam? Zależy. Mi "Przeklęte dziecko" się podobało i rozumiem wydanie go - nie ma dostępu do sztuki teatralnej. Poza tym z dramatami jest trochę inaczej - wiele klasyków polskiej literatury to dramaty, bardzo dobre z resztą. Po prostu teraz ten gatunek jest mało popularny.
    Pozdrawiam!
    http://sunny-snowflake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytałam najpierw książkę "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" i byłam zachwycona, ale miałam 14 lat, nie znałam się ;) Ciekawe, jak dzisiaj bym zareagowała, chociaż naprawdę dobrze wspominam lekturę.

    Hm, no tak, coś w tym jest. Czytałam trochę książek na podstawie gier i były one... suche. Nawet nie złe, bo pisali je prawdziwi scenarzyści, jednak pod względem literackim leżą one i kwiczą. Co do suchych dialogów: Polacy w ogóle nie potrafią czytać dramatu. Za cholerę go nie rozumieją, dlatego jak tylko pojawi się scenariusz w druku to zaraz hurr durr wściekłość, że jak to, że chcieli normalną książkę (dobrze, że w ogóle jakąś książkę chcieli) chociaż wydawca od razu zaznaczył, że będzie to scenariusz a nie powieść. Problem z wydawanymi scenariuszami z Harry'ego jest taki (przynajmniej jeśli chodzi o "Przeklęte Dziecko", bo "Zwierząt" nie czytałam), że są to po prostu bardzo źle napisane dramaty. Gdyby "Przeklęte Dziecko" było dobrym dramatem, wystarczyłyby nam już same dialogi, które bawiłyby nas, cieszyły lekkością, formą, naturalnością, humorem itp. Jednak dialogi w tej książce rzeczywiście są po prostu suche i złe. :( Bardzo to rozczarowało moją przyjaciółkę, która interesuje się teatrem.

    OdpowiedzUsuń