niedziela, 18 czerwca 2017

"Talizmany" - Dominik W. Rettinger



Renesans to wspaniała epoka, w której królował rozum. Ludzie żyjący w oświeceniu byli jednak nie tylko miłośnikami nauki. Lubowali się także w tajemnicach, symbolach i magii. I właśnie wymienionymi rzeczami cechuje się książka Dominika W. Rettingera – „Talizmany”.
Ewa z wykształcenia jest historyczką sztuki zamiłowaną w renesansie. Los jednak sprawił, że nie dokończyła swojego doktoratu i porzuciła dawną pasję. W zamian znalazła zatrudnienie w kobiecym piśmie. Wszystko się jednak zmienia, kiedy nieoczekiwanie jest zmuszona wyjechać do Zamościa. To właśnie tam jej życie ulegnie całkowitej zmianie i zacznie się jej fascynująca przygoda.
Na okładce książki widnieje napis „Polski Kod Leonarda da Vinci: sensacja, humor i romantyzm”. Muszę z radością przyznać, że to hasło idealnie oddaje klimat książki i streszcza całą historię. Mamy tu ukryty skarb, do którego drogę wskażą bohaterom tajemnicze wskazówki sprytnie ukryte dookoła nich. Muszą więc wykazać się dużą wiedzą i intuicja, by odnaleźć to, czego szukają.
W powieści mamy wiele ciekawych wątków, które się ze sobą przeplatają. Część rozwiązuje się w trakcie akcji stopniowo, inne na samym końcu, a kolejnych wcale nie poznajemy zakończenia, co sprawia, ze książka nawet po przeczytaniu zachowuje swój tajemniczy klimat. Głównym kołem napędowym jest poszukiwanie ukrytych w Krzyżtoporze złotych talizmanów, w przeszłości chroniących Bizancjum swoją mocą. W książce nie zabrakło jednak także konfliktów rodzinnych, walki o spadek czy miłosnych uniesień.

"Ludzie to chodzące tajemnice i potrzeba wiele czasu, żeby dotrzeć do prawdy".

Czytając powieść Rettingera miałam wrażenie, że oglądam film przygodowy. Wszystko było tak dobrze opisane, że nie miałam najmniejszego problemu z wyobrażeniem sobie tego, co działo się w „Talizmanach”. Przez cały czas miałam też wrażenie, że cofnęłam się do czasów dzieciństwa, kiedy to całą rodziną siadaliśmy w pokoju i oglądaliśmy przygody Indiana Jonsa czy innych poszukiwaczy przygód. Muszę przyznać, że było to wspaniałe uczucie, którego jeszcze nigdy nie doświadczyłam, czytając książkę.
Źródło
Sama historia też była niesamowita. Przez cały czas autor trzymał nas w niepewności, podsycał ciekawość i stopniowo odkrywał twarze poszczególnych bohaterów. Nikt w jego powieści nie był jednoznaczny, wszyscy mieli ukryte zamiary. Szczególnie intrygującą postacią była Iza – bratanica Ewy. Mimo że niezbyt za nią przepadam, trzeba przyznać że jej bezpośredniość i złośliwość dodała historii smaczku i szczypty humoru.

Z miłością jest jak z wypadkiem samochodowym […] Człowiek nie może się przygotować, trach i już!

To, co nie przypadło mi do gustu w tej powieści, to wątek miłosny. Myślę, że wyszedł autorowi nienaturalnie. Z jednej strony bohaterom nie spieszyło się, między nimi wydawało się nie być żadnej chemii, potem wszystko, nieco kulawo, zaczęło nabierać rumieńców, aż w końcu potoczyło się nagle i zdecydowanie zbyt szybo. Jakby Rettinger zorientował się, że za chwilę będzie musiał skończyć książkę, a między postaciami do niczego konkretnego nie doszło.

Miłości nigdy nie zabraknie. Jest najwspanialszą siłą, która rządzi wszechświatem. Nasze zadanie to zachować otwarte serca i umysły, a ona znajdzie nas sama. Zawsze.

Słowa nagany należą się jednak przede wszystkim korektorowi. W książce co jakiś czas występowały podwojone słowa, brakowało spacji, czy też znajdowały się literówki. Pojawił się także błąd w numeracji rozdziałów, bo zabrakło trzynastego. Owe mankamenty nie przeszkadzały jednak w odbiorze i jestem w stanie je wybaczyć.
Podsumowując, książka podobała mi się i bardzo miło spędziłam czas, czytając ją. Ma w sobie większość cech, których szukam w powieściach, a przede wszystkim potrafiła zainteresować mnie swoją fabułą, co nieczęsto się zdarza w książkach niefantastycznych. Z czystym sercem mogę więc polecić tę pozycję każdemu z Was, bo zdecydowanej większości pewnie się spodoba!

Ocena: 7/10 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję BookSenso.


Sara Chrzanowska

6 komentarzy:

  1. Pierwszy raz spotykam się z tą książką, ale z tego co przeczytałam, to mnie zaciekawiła :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie słyszałem o tym tytule, ale po Twojej recenzji stwierdzam, że może być to ciekawa lektura haha :D

    http://maasonpl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki polski "Indiana Jones" albo "Kod Leonarda da Vinci"? No proszę, tego się z pewnością nie spodziewałam :D I że w dodatku to jest dobre? Muszę przeczytać, choćby z ciekawości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się tego nie spodziewałam, ale autor z tego, co pamiętam jest reżyserem, więc może inspirował się tymi filmami :D

      Usuń