piątek, 30 czerwca 2017

"Kroniki Wiecznego Królestwa" - Artur Danilczuk

        Po raz kolejny w moje ręce wpadła książka, która kazała mi na chwilę oderwać się od czytania i zastanowić nad tym, jak wielką trzeba mieć wyobraźnię, by napisać coś takiego. Taką reakcję wywołują u mnie zazwyczaj albo w zupełnie oderwane od rzeczywistości, absurdalne historie, które nie mają najmniejszego sensu bądź też takie, które są po prostu fenomenalne i zaskakują swoją pomysłowością. Na szczęście Kroniki Wiecznego Królestwa zaliczają się do tej drugiej grupy, dzięki czemu spędziłam cudowny dzień, zapoznając się z ich treścią.
W świecie wykreowanym przez Artura Danilczuka są dwie potężne istoty: Bóg oraz jego brat – Chaos. Zanim powstał świat te dwa byty walczyły ze sobą, a bitwę wygrał Stwórca, wypędzając pana wszelkiego nieporządku do osobnego wymiaru. Od tamtej pory sam kreował wszechświat i umieścił w nim ludzkie istoty oraz ich opiekunów – an’harielów. Mieli oni strzec ludzkość i przygotowywać ją do roli panów Ziemi. Jednak wśród tych potężnych istot wybuchł bunt, a jego skutki są opłakane.

"Nie giń dziś, byś mógł zginąć jutro."

Książka czerpie dużo z Pisma Świętego, jednak wydarzenia w nim zawarte są opisane w zupełnie inny sposób. Można wręcz powiedzieć, że biblijna opowieść o początku świata i człowieka została obrócona o sto osiemdziesiąt stopni i napisana od nowa. Co prawda część katolików mogłaby się w tym momencie oburzyć, jednak ja jestem pełna podziwu za wymyślanie czegoś takiego. Początkowo bowiem myślałam, że będzie to lekkie biblijne science ficktion z zombiakami, ale powieść przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Czytało się ją z zapartym tchem, pragnąć jak najszybciej przez nią przebrnąć, by dowiedzieć się, jak zakończyły się losy jej bohaterów. Została bowiem napisana lekkim piórem, akcja w niej zawarta jest naprawdę porywająca i pełna niespodzianek.
Mimo że akcja toczy się 170 000 lat przed naszą erą, występuje w niej wysoko zaawansowana technologia, umożliwiająca podróże międzygalaktyczne an’harielom. Książka trochę przypomina Gwiezdne Wojny, a raczej utrzymana jest właśnie w takim klimacie. Jednocześnie jednak ludzkość rozwija się stopniowo, powoli. Dopiero uczy się pielęgnować ziemie i hodować zwierzęta. W ten sposób autor przedstawił nam dwie równoległe do siebie płaszczyzny – ludzką i niemal boską. Obie tworzą całość świata przedstawionego, ale nie koligują ze sobą, co jest naprawdę bardzo ciekawe.

„– Jam jest Chaos, ojciec nieładu. Mym przeznaczeniem jest burzyć reguły ustanowione w świecie stworzonym przez mego Brata.”

Występowanie w powieści zaawansowanej technologii pociąga za sobą konieczność stosowania skomplikowanych, naukowych nazw. Również autor „Kronik” ich nie unika, jednak używa je w taki sposób, że są one całkowicie zrozumiałe dla zwykłego czytelnika, który raczej spał na lekcjach fizyki aniżeli słuchał nauk profesora. Nie miałam żadnego problemu, by zrozumieć, co mają na myśli bohaterowie, mówiąc o fotonach czy ich wykorzystywaniu do nawiązywania sygnału pomiędzy statkami kosmicznymi. Dodatkowo wszystko to brzmiało logicznie, jakby naprawdę było możliwe.
Jedyne, co bardzo mnie denerwowało w całej powieści, to używanie skomplikowanych nazw własnych, w których można się pogubić. Zresztą były one całkowicie zbyteczne, bo sam autor używał ich rzadziej niż ich tłumaczeń. Wprowadzały one jedynie nieco niepotrzebnego zamętu, a na dodatek pewnie większość nawet nie potrafiłaby ich wymówić.
Książka zdecydowanie warta jest przeczytania, bo łączy w sobie coś z opowieści o międzygalaktycznych walkach i podróżach z odwieczną walką dobra ze złem. Całość doprawiona jest elementami biblijnymi, które dodają jej smaczku. Artur Danilczuk naprawdę wykazał się olbrzymią pomysłowością i należy mu się za to ogromny szacunek.

   9/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.
 
Sara Chrzanowska

2 komentarze: