piątek, 23 czerwca 2017

"Uwikłana. Królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka" - Bruce Porter



       Znowu trafiłam na książkę, przez którą czuję się jak totalny odludek. O „Uwikłanej” bowiem słyszałam same dobre rzeczy, widziałam same wielogwiazdkowe oceny i czytałam mnóstwo zachwalających ją recenzji, ale kiedy sama ją czytałam, miałam ochotę odłożyć ją na półkę i zabrać się za inna, ciekawszą lekturę.

         
      „Uwikłana. Królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka” to książka opowiadająca historię kobiety uwikłanej w narkotykowy biznes. Pilar poznajemy jako sprawiającą wiecznie problemy nastolatkę pochodzącą z zamożnej rodziny. Trzeba przyznać, że bohaterka nie miała w życiu łatwo już od samego początku, bowiem ani w rodzinie, ani w szkole jej się nie wiodło. Później było tylko gorzej, bowiem przez niewłaściwych mężczyzn Pilar została wprowadzona do narkobiznesu i przez wiele lat pomagała mężowi w handlu i przemycie kokainy.
 
       Kiedy w końcu kobiecie udało się uciec z przestępczego świata, zabrała dzieci i osiedliła się z nimi na Florydzie. Jednak jej spokój szybko został zakłócony, bowiem byłego mąż Pilar aresztowano, a w zamian za złagodzenie kary, mężczyzna wydał policji jej nazwisko. Wówczas rozpoczął się kolejny etap w życiu kobiety – zastała ona tajną agentką.  Właśnie w tej roli uczestniczyła w akcji „Operacja Księżniczka”. Niestety coś poszło nie tak i Pilar trafiła jako zakładniczka w ręce kolumbijskich partyzantów. Co stanie się z kobietą? Jak potoczą się jej dalsze losy?

       Szczerze mówiąc, spodziewałam się po tej książce zupełnie czegoś innego. Należę do osób, które niezbyt uważnie (lub też wcale) czytają opisy książek, ponieważ nieraz znajdują się w nich spoilery, psujące radość z lektury. Zazwyczaj więc ignoruję je i tak też było w tym przypadku – wiedziałam, że to historia królowej narkotyków i nastawiłam się na thriller czy też kryminał z kokainowym wątkiem. Możecie sobie więc wyobrazić moje zdziwienie, kiedy czytając, zorientowałam się, że jest to historia oparta na faktach i jedyną fikcją literacką są w niej nazwiska bohaterów, by zapewnić im bezpieczeństwo. Zaciekawiło mnie to, więc zaczęłam czytać z nowym zapałem, który szybko ostygł, bowiem już po kilkunastu stronach książka okropnie mnie zanudziła.
 
       Przede wszystkim jest to powieść z minimalną ilością dialogów, których praktycznie w niej nie ma. Co jakiś czas są wplecione w narracje wypowiedzi poszczególnych postaci, jednak wszystko pisane jest ciągiem. Taki sposób prezentowania treści, przynajmniej dla mnie, stanowił prawdziwą męczarnie. Szczególnie uciążliwe było to, że w wypowiedziach bohaterów znajdowały się wypowiedzi bohaterów, co wprowadzało nieco zamętu. Nieraz gubiłam się i sama nie wiedziałam, co kto powiedział.

       Drugą rzeczą, która mi się nie spodobała, były zbyt szczegółowe opisy. Co prawda większość czytelników mogłaby to uznać za plus, bowiem według nich nadawały one autentyczności książce, pozwalały lepiej zobrazować to, co działo się w życiu Pilar. Jak dla mnie jednak dokładna marka samochodu, jachtu czy samolotu z numerami i obrotami silnika nie były potrzebne. Poza tym jakoś wątpię by ktoś po piętnastu latach pamiętał jakiego drinka pił lub też, co działo się w południe tego i tego dnia, by potem opowiedzieć to autorowi, by ten stworzył z tego książkę. Poza tym wstawki „historyczne” o przemycie kokainy do Ameryki i rozprowadzaniu jej też należały raczej do nużących i nie stanowiły atutu powieści.

       Jedyną rzeczą, która podobała mi się w tej historii, to jej główna bohaterka. Pilar to naprawdę odważna i wyróżniająca się na tle innych żon dilerów narkotyków kobieta. Zdecydowanie, mimo nieszczęścia, umiała zadbać o siebie i dzieci. Nie złamała się, pomimo kłód, jakie rzucało jej pod nogi życie. Szła dalej i to z podniesioną głową, za co należy jej się szacunek, szczególnie, że taka osoba naprawdę istnieje, a nie została jedynie wykreowana w wyobraźni autora.

       Krótko mówiąc – książka zupełnie nie trafiła w mój gust. Może i jest dobra, jednak mnie zanudziła okropnie i to do tego stopnia, że podczas jej czytania myślałam zupełnie o czymś innym, niż o akcji w niej. Nie rozumiem jej fenomenu, jednak nie zniechęcam was do zapoznania się z nią. Być może wy odnajdziecie przyjemność pochłanianiu tej historii, a ona sama nie będzie dla was nużąca.

2/10 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

5 komentarzy:

  1. Rzuciło mi się w oczy z 7 czy 8 razy wymienione słowo "bowiem" haha! :D w każdym razie, wątpię, by ta książka trafiła w moje gusta, głównie za sprawą nużących opisów, choć tematyka powieści bardzo przypadła mi do gustu... zwłaszcza, że to historia oparta na faktach!

    Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio mam fazę na te słowo xD wszędzie je wstawiam :D

      Usuń
  2. Tematycznie - ta książka jest bardzo dobra. Wydaje mi się, że mało jest książek o narkobiznesie napisanych z taką dbałością o szczegóły.
    A że mało dialogów... To nie miała być powieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że brak dialogów jest jakimś błędem czy katastrofą. Po prostu książka dla mnie sama w sobie jest nudna, a dodatkowo brak dialogów to potęguje.

      Usuń
  3. To jest książka, a raczej reportaż skierowany dla mężczyzn, lub kobiet z "jajami". Osobiście kocham motoryzację czy różne opisy związane z budową jachtu, lub techniczne aspekty transportu dragów. Mogłoby być trochę lepiej to przedstawione, jednak bardzo podobała mi się realność sytuacji, choć momentami miałam wrażenie jakbym czytała scenariusz do filmu sensacyjnego. Moim zdaniem była bardzo dobra. Być może jest kobietą, którą wątki techniczne o autach czy broni nie interesują, dlatego też ta powieść mogła Cię nudzić.

    OdpowiedzUsuń