poniedziałek, 12 czerwca 2017

"Wyklęta Armia. Odyseja żołnierzy Andersa" - Kacper Śledziński



"Odrzućmy wszystko, co nas dzieli, i bierzmy wszystko, co nas łączy w pracy i w walce o wolność i niepodległość Polski". 

                Te słowa, które wypowiedział generał Władysław Anders, wydają mi się niemal myślą przewodnią "Wyklętej Armii" Kacpra Śledzińskiego. To pozycja wyjątkowa, dlatego dość trudno napisać o niej cokolwiek w formie klasycznej książkowej recenzji. 


                Jedyne, czego jestem pewna po tej zaskakującej i wstrząsającej lekturze to fakt, iż tak naprawdę niewiele wiedziałam o prawdziwych realiach wojny. Każdy z nas na słowo "wojna" jest w stanie wyobrazić sobie z miejsca pewne obrazy. Ale to naprawdę niewielki ułamek tego, jak było naprawdę. 

                "Wyklęta Armia" jest niemal świadectwem losów ludzi uwikłanych w II wojnę światową. Polaków, którzy w swoim życiu przeżywali najstraszniejsze rzeczy: dzieci, widzące śmierć swoich rodziców, wszechogarniające zniszczenie, ciągły głód i niepewność jutra. To literatura faktu na bardzo wysokim poziomie, która ukazuje losy armii Andersa z najróżniejszych możliwych stron. To losy żołnierzy rozdzielonych przez władze sowieckie zarówno z rodzinami, jak i kolegami po fachu. To losy cywilów, rodziców, matek, ojców czy współmałżonków poszukujących ukochanych osób.

                Poznajemy na kartach tej książki losy wielu polaków. Krystyna Skwarko jest żoną i matką, pragnącą jedynie spokoju w swoim życiu. Angażuje się w pomoc dzieciom, najniewinniejszym ofiarom wojny. Jest świadkiem zarówno ludzkich tragedii, jak i wzruszających do głębi spotkań rodziców z ich zagubionymi dziećmi. Ileż to razy rodzina nie rozpoznawała swoich członków? Ileż to razy Krystyna Skwarko musiała upewniać rodziców, że patrzą właśnie na swoje ukochane pociechy? Wstrząsające świadectwo tego, jak wiele przeżywali ludzie, a szczególnie dzieci w tych brutalnych czasach. 

"Choroby pozostawały trwałe ślady, często dopiero pomoc personelu pozwalała na rozpoznanie bliskich. Radość mieszała się z obawami."

                Ciekawostką są także opisane w "Wyklętej Armii" losy Eugeniusza Bodo, popularnego aktora tamtych czasów, którego nazwisko kojarzymy praktycznie po dzisiejszy dzień. I choć jego wątek jest niewielką częścią zaskakującej układanki, jaką jest ta książka, to z chęcią czyta się o jego losach, a także śmierci z wycieńczenia w łagrze. Mieliście o tym pojęcia? Bo ja najmniejszego. 


                Jednakże najciekawszym wątkiem jest tytułowa wyklęta armia, a właściwie jej dowódca, czyli Władysław Anders. Jak zaciekle walczył o wolność dla swoich rodaków. O to, by po niemal niekończącej się tułaczce mieli jakąkolwiek nadzieję na powrót w rodzinne strony. Przeciwstawiał się wielu znaczącym nazwiskom, osobiście stawiał się u Stalina. Pragnął obiecanej wolności i pomocy, chciał walczyć o ideały, którym był wierny. Czy możliwość tę otrzymał? Łatwo się domyślić. 

                Szokującym w tej książce jest to, jak bardzo władze ZSRR w czasach wojny były wykrętne i jak wiele uczyniły złego. Pod pozorem pomocy wbijali nóż w plecy. Pozbywali się niepotrzebnych elementów na drodze do władzy nie bacząc na to, ile ludzkich istnień na tym ucierpi. Liczył się cel. Nieważne, jaką drogą się go osiągnie. 

"Wstali i ciągnąc za sobą dzieci oraz bagaże, zbliżali się do wagonów. Tłum naciskany z obu stron przez żołnierzy radzieckich pulsował i wył kakofonią krzyków, płaczu, łkań dzieci i kobiet."

                Poza tym w "Wyklętej Armii" pojawiają się inne nazwiska, które możemy kojarzyć chociażby z lekcji historii. Chociażby Władysława Sikorskiego. Polityk, dowódca, żołnierz. Wiele twarzy, wiele celów i wiele emocji. 
 
                Na kartach książki przewijają się także wydarzenia takie jak mord polskich żołnierzy w Katyniu czy walki na terenie Włoch. Jak to wyglądało z perspektywy osób aktywnie uczestniczących w tych wydarzeniach? 

                Tak jak pisałam na początku, literaturę faktu ocenia się zupełnie inaczej niż każdą inną powieść. Przynajmniej w moim mniemaniu. I jestem pewna, że nie do końca przypadnie ona do gustu tym, którzy nie są miłośnikami tematu. Momentami historia może wydawać się trudna w odbiorze i lekko nudnawa ze względu na swoją formę. Jednakże autor ma lekkie pióro, pisze o tych wszystkich szokujących wydarzeniach w przystępny i jasny sposób i mimo że przeczytanie "Wyklętej Armii" zajęło mi mnóstwo czasu ze względu na ciężar tej pozycji, to nie żałuję. To zdecydowanie coś wartościowego, o czym warto czytać, a przede wszystkim wiedzieć.  



Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Znak Horyzont

http://www.wydawnictwoznak.pl/wydarzenia/wydawnictwo/znak-horyzont

~Monika Majorke 

1 komentarz:

  1. Według mnie takie książki są bardzo ważne, bo zachowują świadomość Polaków i utrwalają ich patriotyzm. ;)
    Pozdrawiam!
    Zapraszam do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń