wtorek, 25 lipca 2017

"Chemik" - Stephenie Meyer



Do twórczości Stephenie Mayer mam pewnego rodzaju sentyment. Mimo że nie należę do zagorzałych fanów „Zmierzchu”, uważających go za ponadczasowy hit, bardzo miło wspominam tę sagę. Spędziłam przy niej naprawdę przyjemne wieczory. „Intruza” co prawda nie czytałam, jednak obejrzałam ekranizację (wtedy jeszcze nie wiedziałam, że film powstał na podstawie książki, dowiedziałam się po powrocie z kina), która naprawdę bardzo mi się spodobała. Tak więc nic dziwnego, że chciałam sięgnąć po kolejną książkę tej autorki, czyli „Chemika”.
Powieść opowiada o kobiecie pracującej niegdyś w tajnym departamencie, która obecnie zmienia tożsamość jak rękawiczki. Wszystko przez to, że żyje ona w wiecznym strachu i zmuszona jest do ciągłego ukrywania się. Ścigają ją bowiem ludzie, wysłani za nią w jednym celu – by ją zabić. Jednak kiedy dostaje od swoich wrogów propozycję współpracy, rozkwita w niej nadzieja na wolność. Mimo wszystko, świadoma  przebiegłości nieprzyjaciół, waha się, czy przyjąć ofertę. W końcu równie dobrze zamiast wyzwolenia może czekać ją śmierć. Na swojej drodze napotyka też pewne „obciążenie”, przez które już ani trochę nie czuje się bezpieczna.

„– Przepraszam, że mój brat jest taki społecznie ułomny – szepnął. – Zawsze taki był.
– Nie przepraszaj za mnie, debilu! – wrzasnął Kevin.”

Pierwsze o czym chce wspomnieć w mojej recenzji to kreacja bohaterów. Pod tym względem autorka wykonała kawał solidnej roboty. Przede wszystkim przypadła mi do gustu główna postać, czyli tytułowy Chemik. Jest to kobieta pewna siebie, odważna i umiejąca zadbać o siebie i innych. Mayer nie zrobiła z niej jednak wszechstronnie utalentowanej superbohaterki. Powołała bowiem do życia postać świadomą własnych wad, ale także znającą swoje zalety i potrafiącą je wykorzystać. Tak więc w powieści mamy słabą dziewczynę o chłopięcym wyglądzie, ale śmiertelnie niebezpieczną z powodu swojego niesamowitego talentu wynajdowania różnego rodzaju środków chemicznych mogących ogłuszyć, torturować, a nawet zabić napastnika. To właśnie dzięki takiego typu miksturą jest w stanie przeżyć w najtrudniejszych warunkach.
Źródło
        Oprócz głównej bohaterki mamy także inne postacie, zarówno te ważniejsze jak i mniej ważne, które łączy jedna wspólna cecha – są świetnie wykreowane. Nie sposób ich nie polubić. Czytelnik może więc poznać łagodnego, nieco naiwnego, niemogącego odnaleźć się w nowej sytuacji Daniela, cynicznego, przez co zabawnego Keva, milczącego i tajemniczego Arniego. Mało tego w powieści znajdują się także psy, która zdają się mieć własną osobowość!
W książce denerwowały mnie jednak to, że autorka drobiazgowo opisywała pewne czynności np. zabezpieczanie domu każdej nocy. Czasami było to nużące, jeżeli trzeci, czwarty czy dziesiąty raz czytałam praktycznie to samo, ale opisane innymi słowami, ewentualnie odrobinę zmienione. Tak samo rozważania głównej bohaterki czasami irytowały, kiedy w kółko zastanawiała się czy czasem nikt jej nie złapie. Ta jej paranoja bywała dokuczliwa, jednak nie jest to coś, przez co miałoby się ochotę odłożyć książkę.

[…] Tworzymy sobie obraz tej wymarzonej osoby, z którą chcemy być, a potem próbujemy go nałożyć na rzeczywistość. Nie zawsze wychodzi to na dobre.”

Nie podobał mi się także wątek miłosny w książce. Był dość przewidywalny, a bohaterowie od samego początku zdawali się kompletnie do siebie nie pasować. Poza tym wszystko zaczęło się tak nagle, bez jakiegoś „łagodnego przejścia”. Na początku uczucia w zasadzie nie było, a następnie rozkwitło w pełnej okazałości. Co prawda można by się dopatrywać w tym sensu – oboje byli samotni i spragnieni obecności drugiego człowieka – ale mimo wszystko uzasadnienie wydaje mi się naciągane.
Sama historia według mnie nie jest zbyt wymagająca, należy raczej do pozycji przy których można się zrelaksować i miło spędzić kilka wieczorów. Jest jednak wystarczająco ciekawa i dobrze się ją czyta, mimo że jest dość przewidywalna. Co prawda po powieści szpiegowskiej oczekiwałoby się raczej czegoś więcej niż to, co zaproponowała nam Stephenie Meyer, jednak według mnie nie można „Chemika” nazwać złą książką i myślę, że warto zapoznać się z tą pozycją.

OCENA: 6/10 
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję  BookSenso!

Sara Chrzanowska

20 komentarzy:

  1. No cóż... zerknęłam, bo byłam ciekawa, co też ta autorka jeszcze napłodziła. Twoja recenzja utwierdziła mnie w przekonaniu, że jej nazwisko w księgarniach będę omijać szerokim łukiem. Nie dla mnie! Przeczytałam pierwszy tom Zmierzchu (więc mogę krytykować :D), ale... no nie.
    Pozdrawiam
    Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha może innym razem zachęcę Cię do przeczytania jakiejś książki :D

      Usuń
  2. Pamiętam moją "fazę" na Zmierzch! Byłam wtedy w gimnazjum, na samym początku. I zaraziłam nią siostrę i dwie koleżanki. Spotykałyśmy się we cztery, każda ze swoim egzemplarzem i czytałyśmy. Faza przeszła, a teraz "Zmierzch" strasznie mnie nudzi. "Intruza" mile wspominam, ale film mnie uśpił. Na "Chemika" na razie nie mam ochoty, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie doczytałam drugiej połowy 4 tomu, ale oglnie saga mi się podobała. Jeżeli miałabym przeczytać ją jeszcze raz to tylko 1 i 3 tom, reszta pewnie też by mnie zanudziła ;)

      Usuń
  3. Ja (o dziwo) nie czytałam nic pani Meyer. Słyszałam wiele hejtów na temat "Zmierzchu", ale tutaj mogę wypowiedzieć się tylko przez pryzmat filmów. Za to "Intruz" podobno świetny, o "Chemiku" również słyszałam kilka dobrych opinii, ale wiadomo - każdy ma inny gust :)
    Buziaki!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmy były akurat nudne. Strasznie wkurzali mnie aktorzy i ich gra. Intruza niestety nie czytałam :(

      Usuń
  4. Wstyd się przyznać, ale nigdy nawet nie zastanawiałam się, czy ta autorka wydała jeszcze jakieś inne książki...Swoją drogą, to spory przeskok, jeżeli chodzi o kategorię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden wstyd :D Meyer lubi skakać, chociaż moim zdaniem lepiej wychodzi jej science fiction niż coś innego.

      Usuń
  5. Nie znam twórczości pani Meyer, więc trudno mi odnieść się do "Chemika". Nie jest to mój ulubiony gatunek, więc raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Częściej czytam negatywne opinie o tej książce niż pozytywne, więc raczej po nią nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam większość negatywnych, ale " Zmierzch" ludzie hejtują a dla mnie nawet był spoko ;)

      Usuń
  7. Miałam po nią sięgać, ale tyle złego się naczytałam, że chyba mi się nie spieszy :D

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam dużo złego o niej, ale raczej nie było tak źle :P

      Usuń
  8. Przyznam, że nie słyszałam o "Chemiku". Jak zapewne każdy Stephenie Meyer poznałam za pośrednictwem "Zmierzchu". Jednak moim zdaniem w porównaniu z "Intruzem" słynna saga zostaje w tyle. "Intruz" mnie urzekł i jeśli "Chemik" będzie choć w połowie tak interesujący to chętnie się zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie mam książkowego porównania Intruza do Chemika, bo tego pierwszego nie czytałam, ale szczerze mówiąc chyba mu nie dorównuje. Przynajmniej nie ekranizacji, chociaż wiadomo że film książce nierówny ;)

      Usuń
  9. Chyba każdy kojarzy "Zmierzch" tej pani... ja kurde jakoś nie jestem przekonana do tej stylu pisania. Poprzednie książki były TAK złe, że sama nie wiem, czy testować kolejny tom tej autorki :D Mimo wszystko recenzja napisana bardzo ciekawie !

    Zapraszam do siebie:
    iskraczyta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat nie uważam twórczości autorki za złą :D Czasami bywały fajne ;)

      Usuń
  10. Nie czytałam co prawda "Zmierzchu" i widziałam może dwa filmy z tej serii, ale niezbyt mi się spodobały. Czytałam za to "Intruza" i mimo sporych wad, była to przyjemna lektura, chociaż wątek (wątki?) miłosny był bardzo kiepski. Meyer może i nie jest wybitna, ale trzeba jej przyznać, że potrafi przyciągnąć czytelnika i utrzymać jego uwagę. :)

    OdpowiedzUsuń