czwartek, 20 lipca 2017

"Ciocia Jadzia na wsi" - Eliza Piotrowska




Pamiętacie jak byliście dziećmi i planowaliście wypady na wieś do swoich dziadków, cioć czy wujków? Przypominacie sobie to odliczanie dni do wyjazdu, który był synonimem dobrej zabawy? Tęsknicie czasami za latami, kiedy byliście małymi brzdącami? Ja postanowiłam sobie to wszystko przypomnieć, dlatego sięgnęłam po książeczkę dla dzieci autorstwa Elizy Piotrowskiej zatytułowaną „Ciocia Jadzia na wsi”.
Książka zawiera kilka krótkich historyjek opowiadających o codziennym i niecodziennym życiu na wsi. Mamy tutaj zarówno coś zwykłego, jak przygoda z sadzeniem czy pieleniem, jak i taka z zaginionym tupecikiem. Dziecko ma więc szansę dowiedzieć się czegoś nowego o spędzaniu czasu poza miastem jak i dobrze się bawić, słuchając ciekawych opowiastek, które raczej w świecie poza książeczką nie mają prawa zaistnieć.





Główną bohaterką jest tutaj bratanica tytułowej cioci Jadzi. Rodzice oddali ją pod opiekę wujostwa na okres wakacji. Dziewczynka już od pierwszych dni zaprzyjaźnia się z rówieśnikami: Mają, Jagodą, Gabrysią, Grześkiem oraz Maćkiem. Razem spędzają aktywnie czas, co może stanowić dobry przykład dla dzieci czytających, bądź słuchających tych historyjek. W końcu w dzisiejszych czasach wielu młodych ludzi woli spędzać czas przed komputerem.
Książka pisana jest z perspektywy dziecka, lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Świat przedstawiony w niej jest tak, jak widzą go dzieci, co jest bardzo dużym plusem. Ponadto pewne rzeczy, które mogą się okazać niezrozumiałe dla młodego odbiorcy, zostały bardzo dobrze wyjaśnione, dzięki czemu rodzice nie będą musieli przerywać czytania, by wytłumaczyć swojemu dziecku, co to jest na przykład „żłób”.

„–  Ciociuuu!
 Co się stało?
 Pegaz zjadł wiadro buraków!
 Buraki mu nie zaszkodzą…
 A wiadro?”

To co mi się nie spodobało w książce jako pierwsze to powtarzający się przed każdą historyjką ten sam wstęp. Odkąd pamiętam już jako dziecko nie lubiłam monotonności i pewnie jak wiele innych osób w młodym wieku szybko się nudziłam. Dla mnie więc ta książeczka zarówno wtedy jak i dziś niestety przez wspomniany wstęp traci na atrakcyjności. Podczas przyswajania lektury zawsze go pomijałam, bo i po co czytać piąty raz to samo? Dla mnie mija się to niestety z celem i zniechęca dzieciaki.
Przyznam szczerze, że mam też mieszane uczucia co do pewnej poruszanej w książeczce kwestii. Mianowicie jest to odpowiedź na odwieczne pytanie: „skąd się biorą dzieci?”. Autorka wyjaśnia, że człowiek bierze się z posiadanych przez chłopców nasionek, wkładanych do brzucha dziewczynkom, w którym te kiełkują i w ten sposób rodzi się dzidziuś. Nie powiem, porównanie dość trafne, jednak czy na pewno odpowiednie do wieku odbiorców tej książki?
„Pani Jadzia na wsi” może być przyjemną lekturą dla młodego czytelnika. Mimo pewnych rzeczy, które mi się w niej nie spodobały, uważam, że jest godna polecenia. Może dostarczyć Waszym pociechą dużo frajdy a i czegoś przy okazji nauczyć!

OCENA: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Media Rodzina!

Sara Chrzanowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz