wtorek, 25 lipca 2017

Jestem hejterem! BOOK TAG




Dziś zapraszam was na Jestem hejterem! Book Tag przygotowany przez Ewę z CatVloguje i Zuzę z Kulturalna Szafa. Mam nadzieję, że wam się spodobam, a jeżeli byście chcieli więcej takich „tagowych” wpisów – dajcie koniecznie znać!

1. Co ja czytam — książka z błędami logicznymi.

Idealną odpowiedzią na to pytania jest „Harry Potter i przeklęte dziecko”. W tej książce błąd logiczny znajduje się na błędzie logicznym i błędem logicznym popycha. Znajdziemy w niej mnóstwo nieścisłości związanych z fenomenalną sagą o młodym czarodzieju oraz wiele absurdów, przez co tzw. ósma część Harry’ego Pottera bardziej przypomina fanfiction niż kolejny tom serii.

2. A ta/ten tu czego?! - książka z irytującym głównym bohaterem.

Ciężko powiedzieć, która postać z  „Lalki” jest najbardziej irytująca. Powiedziałabym, że Izabella Łęcka ze swoim denerwującym stylem bycia, głupotą i materializmem, ale z drugiej strony równie wkurzający był Wokulski ze swoją naiwnością i niedomyślnością. Reszta bohaterów również nie pozostawała w tyle, w związku z tym trudno mi wybrać jednego. Niemniej niepodważalnym faktem jest to, że przez nich miałam ochotę cisnąć ebookiem o ścianę i dostawałam nerwicy na samo ich wspomnienie.

3. Grafomania — powieść z denerwującym stylem autora: denne dialogi, nudne opisy lub po prostu słaby warsztat.

Niedawno czytałam książkę „Tacy sami”, która jako jedyna przychodzi mi na myśl przy tym punkcie. Może styl autora nie był aż tak zły, ale dialogi były sztuczne, nienaturalne, opisów prawie wcale nie było albo były szczątkowe.

4. No i po co to było? - drugi tom, który nie dorównał pierwszemu.

Może nie należę do zagorzałych fanów „Zmierzchu”, jednak mimo to pierwszy tom sagi bardzo mi się podobał. Był przyjemną, lekką lekturą na wieczór, przy której można spędzić miło czas. Jednak „Księżyc w nowiu” to była prawdziwa katorga. Wcale niekrótka książka okazała się przeraźliwa nudna, pełna dramatów głównej bohaterki i do tego przewidywalna. No bo kto uwierzył, że Bella będzie z Jacobem i Edward w jakiś sposób do niej nie wróci? Z całej części pamiętam tylko końcówkę i to, że dziewczyna miała halucynacje, a to chyba nie za dobrze świadczy o drugim tomie sagi.

5. Schowaj ten czerwony dywan! - książka niezasłużenie popularna.

„Mały Książę”. Naprawdę nie rozumiem, co w nim tak wspaniałego. Pierwsze co pomyślałam, czytając książkę, to że tytułowy bohater jest niewychowanym bachorem. Sposób, w jaki zwracał się do narratora, właśnie na to wskazywał. Poza tym już sam początek mnie zraził. Rozumiem, że wąż połykający słonia miał uzmysłowić czytelnikowi, iż świat widziany oczami dziecka jest zupełnie inny od tego widzianego przez dorosłego człowieka, ale naprawdę mógłby zrobić to w mniej absurdalny sposób. W sumie cała książka jest dla mnie absurdalna, mimo że wiem, iż składa się z metafor i nie można jej rozumieć dosłownie.

6. Tak złe, że aż dobre – guilty read.

„Opium w rosole” to pozycja nie za wiele wymagająca od czytelnika, w sumie pełna absurdów, ale niesamowicie śmieszna i poprawiająca humor. Naprawdę można się z tą książką dobrze bawić, mimo że nie jest ani ambitna, ani jakoś wybitnie napisana.

7. Dobranoc, pchły na noc – książka, nad którą można zasnąć.

Wszyscy zachwycali się tą książką, jednak ja prawie przy niej usnęłam. Mowa tutaj o „Uwikłanej”. Pozycja być może wartościowa i dobrze opisująca temat narkobiznesu, jednak przeraźliwie nudna. Czytając ją, myślałam o zupełnie różnych rzeczach i o tym, że jestem strasznie senna, przez co ciągle gubiłam się w fabule. Naprawdę miałam ochotę jak najszybciej odłożyć ją na regał i zapomnieć o niej tak prędko, jak to tylko możliwe.

8. A to co, farba się wylała? – brzydka, irytująca okładka.

Pewnie większość się oburzy, ale… nowe wydanie „Czerwieni rubinu” jest tak kiczowate i obrzydliwe, że nie da się na nie patrzeć. Naprawdę! Różowa, przypominająca landrynkę, wręcz cukierkowa okładka z całą pewnością nie zachęciłaby mnie do przeczytania tej wspaniałej powieści. Zdecydowanie bardziej wolałam starą szatę graficzną i nie rozumiem fenomenu obecnej.

9. No i gdzie ten suspens? - książka do bólu przewidywalna.

W sumie mogłabym wymienić tu wiele książek. Większość z nich należałaby do romansów lub młodzieżówek. Na przykład twórczość Nory Roberts – wystarczy przeczytać jedną jej książkę, by znać fabułę wszystkich pozostałych.

10. Depczesz mi po odciskach — rzeczy, których nie lubię w książkowym świecie.

Nienawidzę, kiedy autorzy na siłę kontynuują coś, co już dawno powinno mieć zakończenie, wplatają w fabułę absurdy i przypadki typu cudowne uratowanie głównego bohatera przed śmiercią przez spadającą gwiazdę. Nienawidzę także, jak tłumaczona jest pierwsza lub kilka pierwszych części sagi, a reszta tomów już nie. 

Sara Chrzanowska

12 komentarzy:

  1. Rany, jak ja lubię tego typu posty ;D Niczym nie wymuszone, całkowicie szczere i bez przysładzania pewnych elementów, tylko po to, żeby nie było za krytycznie. Osobiście uważam, że taki tag jest dobrym sposobem na to, żeby bloger serio mógł wyrazić to, jak ma się do pewnych książkowych zagadnień, błędów i innych takich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się zgadzam :D Można w końcu bez hamowania się, powiedzieć, co się myśli ;)

      Usuń
  2. Nie czytałam żadnej z nich ale widzę, że nie straciłam dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie czytałam :) a takie posty uwielbiam, szczerość aż do bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwszy raz widzę tego typu tag, ale jest świetny i na pewno zrobię coś podobnego. Całuski:*

    bylasobieksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po raz pierwszy zobaczyłam go u Czytacza i mi się spodobał :D Podrzuć link do swojego, chętnie zajrzę ;)

      Usuń
  5. Wow, świetny tag, taki prawdziwy, szczery. Aż go sobie zapiszę, żeby zrobić w najbliższym czasie
    Pozdrawiam http://zaczytananapoddaszu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisuj i jak zrobisz, podaj link!

      Usuń
    2. Z lekkim opóźnieniem ale jest!
      Zapraszam
      http://zaczytananapoddaszu.blogspot.com/2017/08/jestem-hejterem-book-tag.html

      Usuń
  6. Zgadzam się, że powieści Nory Roberts są przewidywalne i każda z nich ma bardzo podobną strukturę, ale mimo wszystko zdarza mi się od czasu do czasu sięgnąć po książki jej autorstwa - najczęściej, kiedy mam ochotę na lekką powieść sensacyjną.
    Też nie zachwycam się tym nowym wydaniem "Czerwieni rubinu", ale w moim przypadku nawet nie przeszkadza mi kolor, co cała grafika - czcionka tytułu i te czarne postaci :/ Słabo to wygląda - jakby namalowane przez dziecko. Plusem na pewno jest twarda okładka.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń