piątek, 28 lipca 2017

"Majorka w niebieskich migdałach" - Anna Klara Majewska



Zła czytelnicza passa nadal u mnie trwa i nie chce sobie pójść. To prawie tak irytujące jak główna bohaterka książki Anny Majewskiej zatytułowanej „Majorka w niebieskich migdałach”. Owa powieść to trzecia część trylogii wspomnianej pisarki, jednak można ją czytać jako osobną część. Nieznajomość wcześniejszych tomów ani trochę nie stoi temu na przeszkodzie.


Magda to prawie czterdziestosześcioletnia kobieta, która ułożyła sobie życie w Warszawie z mężem Markiem i córeczką Julką u boku. Jednak jej sielankowe życie przestaje takie być. Małżeństwo kobiety po pięciu latach utknęło w martwym punkcie, rozpieszczone dziecko nie daje matce wytchnienia, a na dodatek w ich wspólnym domu mieszka bardzo seksowna opiekunka – Oksana. Na domiar złego matka Magdy odkryła w sobie ukryty talent pisarki i jest w trakcie tworzenia swojej trzeciej książki będącej bardzo odważnym erotykiem. Jakby tego było mało bohaterowie jednej z jej powieści przypominają Magdzie Oksanę i Marka, a w kobiecie zaczyna kiełkować podejrzenie o romans tych dwojga.

„Dlaczego po czterdziestce życie przyspiesza i każdy rok upływa szybciej od poprzedniego, zupełnie jakby startował w konkursie na Najkrótszy Rok Świata?”

Dopóki nie sięgnęłam po „Majorkę w niebieskich migdałach” myślałam, że bardziej irytujących bohaterów niż postacie z „Lalki” nie ma na tym świecie. Myliłam się. Magda to osoba, która przejmuje się wszystkim – swoim wiekiem, sylwetką, tym co pomyślą sobie o niej ludzie, gdy przeczytają książkę jej rodzicielki. Mało tego ma skłonności do wyolbrzymiania różnych rzeczy i snucia przeróżnych absurdalnych teorii spiskowych. Na domiar złego jest kreowana na typową ofiarę losu – nikt jej nie rozumie, nikt nie pomaga i tak dalej. Cała fabuła książki składa się z jej wiecznych narzekań, jaki to świat jest niesprawiedliwy i obarczania wszystkich o wszystko winą. Ma obsesje i jak coś sobie wbije do głowy to uparcie przy tym trwa. Za przykład może tutaj posłużyć sytuacja, w której jedzie windą i widzi dwie inne turystki. Z miejsca bierze je za urzędniczki z miejskiej opieki społecznej, pragnące odebrać jej dziecko. I to tylko dlatego, że chwile wcześniej niemiło potraktowała córkę, a biedne kobiety zapytały, czy winda jedzie w górę.

„Czterdzieści sześć! To brzmi jak obraza dobrego imienia i groźba karalna w jednym. Czterdzieści sześć! Jakbym zbliżała się do pięćdziesiątki!!! Czy czterdzieści sześć będzie nadal uchodzić za „około czterdzieści”, jak przed tygodniem, gdy Karol S. spytał, ile mam lat?”

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, co dodatkowo sprawia, że  ma się ochotę odłożyć książkę na półkę. W końcu ile można wysłuchiwać czyjegoś użalania się nad sobą. Dodatkowo język i styl pisania autorki nie przemówił do mnie. Buduje ona bowiem bardzo długie (nawet sześciolinijkowe) i wielowątkowe zdania, przez co szybko gubiłam sens i nie mogłam się w ogóle skupić. Ponadto bohaterka używała różnych sformułowań, które po pewnym czasie irytowały, bo były absurdalne. Zakładam, że tak właśnie miało być, a wszystko to miało rozśmieszyć czytelnika, ale nie w takiej ilości! Gdyby takie coś pojawiło się kilka razy – książka zyskałaby niewątpliwie na atrakcyjności. W przypadku, kiedy cała narracja budowana jest na bazie absurdalnych stwierdzeń, narzekania i wyolbrzymiania , czytanie staje się irytujące.
       Jeżeli ktoś chce poczytać o narzekaniach sfrustrowanej prawie czterdziestosześcioletniej kobiety, to jest to zdecydowanie lektura dla niego. Dla mnie niestety okazała się naprawdę dużym wyzwaniem, bo cały czas walczyłam, by nie odłożyć jej na półkę nieprzeczytaną. 

OCENA: 2/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Wielka Litera!

Sara Chrzanowska

4 komentarze:

  1. Mnie książka niestety też nie zachwyciła. Polecam za to "Prokuratora". Niedawno skończyłam i jestem pod wielkim wrażeniem talentu Pani Pauliny Świst. Bardzo wciągający debiut!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o tej książce i chętnie po nią sięgnę, jak będę miała okazję!

      Usuń
  2. Ja nawet w życiu realnym nienawidzę jak ktoś non stop narzeka, więc chyba odpuszczę sobie tę książkę. A tytuł i ksiązka zachęcają do przeczytania. Jednak pozory mylą.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń