poniedziałek, 3 lipca 2017

"Martwe ciało Mavericka" - Anna Kapes



„Martwe ciało Mavericka” zaciekawiło mnie przede wszystkim swoją okładką. Mam to szczęście, że zazwyczaj mogę już po niej przewidzieć, z jaką książką mam do czynienia. W tym przypadku, widząc ją od razu pomyślałam o fantastycznej historyjce z zombiakami, napisanej z humorem. Intuicja po raz kolejny mnie nie zawiodła i otrzymałam właśnie taką powieść.


Rick Maverick umarł. Budzi się jednak w trumnie, nie za bardzo pamiętając, w jaki sposób się tam znalazł ani kim właściwe jest. Uświadamia mu to dopiero gadający czerw. Robak, jak sam przyznaje, planował początkowo Mavericka skonsumować, ale skoro ten jest nie do końca martwy, postanowił odejść od tego pomysłu. W zamian woli mu towarzyszyć i opowiada Rickowi, dlaczego ten umarł. Okazuje się, że został zabity przez ludzi pewnego mafioza. Ponieważ chłopak dysponuje nadludzką siłą, niemal bezproblemowo, pomijając odpadającą rękę, wydostaje się z grobu i wraca do miasta. Po drodze spotyka pewnego profesora, który profesorem wcale nie jest, a na miejscu spotyka córkę tego, który kazał go zamordować. Co jeszcze czeka na Mavericka? Kim jest tajemniczy nieprofesor? I czy Rickowi uda się wywołać apokalipsę z zombie w roli głównej?

„– Pewnie zastanawiasz się, co teraz, nie? Ja też nie wiem. Znalazłem się tu, bo myślałem, że będzie co zjeść, ale ja chyba nie tykam żywizny. Takie mam podstawowe zasady moralne. Nie żyje – bon appetit! Ale jak trochę się rusza, to się powstrzymuję. Maverick spojrzał jeszcze raz na swojego rozmówcę.
– Jesteś robalem? – zapytał niepewnie.
– No. Czerwiem nawet.
– Czerwcem?
– Czerwiem! Nie słyszałeś o takim robalu? Zjadam martwą tkankę, ot co!”

Pierwsze, co rzuca się w oczy już od pierwszych stron książki, to niezwykły humor wypełniający powieść. Autorka pisze lekko i zabawnie, wstawia pojedyncze zdania, które naprawdę bawią czytelnika, ale niekoniecznie pasują do kontekstu. Również bohaterowi i sytuacje, w jakich biorą udział są humorystyczne, przez co książkę czyta się szybko i przyjemność. Jednak są momenty, kiedy czytelnik może się mocno zirytować, ponieważ co jakiś czas owy humor wprowadza nieco absurdu, którego ja w tego typu powieściach nie lubię.
Kolejną wpadającą w oczy rzeczą jest fakt, że autorka jest czasami niekonsekwentna. Na przykład stworzyła cały panteon bogów, a mimo to pisze, że na grobach stawia się krzyże, a demony czy potwory przegania się wodą święconą. Według mnie powinna rozgraniczyć to i albo wyjaśnić, dlaczego umieściła chrześcijańskie elementy w pogańskim świecie, albo całkowicie z nich zrezygnować.

„Pod drzwiami leżał ten facet.
[…]
- Dobrze, że wstawiłam wodę. I dodatkową bułkę – powiedziała do siebie, otwierając drzwi na oścież i wracając do mieszkania. – Proszę się wczołgać, zapraszam.”

Kreacja bohaterów nie jest zbyt skomplikowana. Czasami brakowało nieco pogłębienia ich sfery psychicznej, jednak ogólnie rzecz ujmując, są oni bardzo sympatyczni i nie da się ich nie polubić. Najbardziej spodobała mi się Emmelin, córka szefa mafii, która jest silną i niezależną kobietą, ale jednocześnie należy do osób wrażliwych na piękno. Jest też inteligentna, co dodatkowo sprawiło, że obdarzyłam ją jeszcze większą sympatią.
„Martwe ciało Mavericka” jest naprawdę ciekawą lekturą, mimo pewnych niedociągnięć. Czasami wkrada się w opisaną historię nieco niedorzeczności, jednak dla niewymagającego odbiorcy będzie to miła, humorystyczna powieść, zapewniająca dobrze spędzony wieczór.

 6/10 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Novae Res!

Sara Chrzanowska

2 komentarze:

  1. Pierwszy raz spotykam się z tą książką. Może kiedyś jak wpadnie w moje ręce, to ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń