poniedziałek, 31 lipca 2017

"Twierdza Kimerydu" - Magdalena Pioruńska

Twierdza Kimerydu jest książką, do której podeszłam z zaciekawieniem, ale również z pewnym dystansem. Bo powiedzmy sobie szczerze - książki, której głównej tematem są dinozaury, jeszcze nie czytałam i było to dla mnie coś nowego. Ale cóż... trzeba poszerzać horyzonty, poznawać nowe historie, dawać szanse kolejny autorom.

Na początku zacznijmy od ciernistych kolców powieści, a później przejdźmy do drogi usłanej różami.

Autorka w swoją powieść wplatała metafory, takie jak chociażby "kruszył się pot", co dobitnie mnie irytowało. Bo kiedy czytam sobie spokojnie książkę, a nagle pojawia się taka metafora i zmusza mnie do zastanawiania się, co autor miał na myśli, nie jest fajne. Bo nie oszukujmy się, ale ciężko wyczytać coś z takiej metafory, kiedy to bohaterka wędruje po pustyni, a jej pot kruszy się. Dla mnie to niezrozumiałe, bo pierwszy raz spotykam się z taką formą w powieści. Jednak to nie jeden taki przypadek. Niemniej jednak więcej nie będę opisywać, co by wam spoilerów nie narobić.
Od powieści wymagam przejrzystości i zrozumiałości, bez większego namysłu, bo sięgając po książkę, chcę się odprężyć, a nie głowić.

Drugim i w sumie ostatnim nieco niesmacznym problemem tej książki jest jedna scena homoseksualna. I absolutnie nie chodzi o to, że jestem jakaś anty, czy też mam uprzedzenia, absolutnie nie. Ale nie jestem przyzwyczajona do uniesień miłosnych dwóch mężczyzn. Bo kiedy czytam sobie spokojnie książkę i nagle pojawia się TAKA scena, to jestem bardzo zaskoczona i zniesmaczona. Gdyby było tylko wspomniane o niej, to w porządku, nie mam nic przeciwko, ale jak jest szczegółowo, naprawdę szczegółowo opisywana, to niestety, ale jestem na nie.
Chociaż z drugiej strony ta scena najmocniej zapadła mi w pamięć i przez nią Twiedza długo będzie wspominana przeze mnie.



Przejdźmy teraz do tej lepszej części, czyli czas pochwalić autorkę i jej książkę.

Już sam pomysł na fabułę zasługuje na uznanie. Główna bohaterka, Anna, ucieka z Uniwersytetu Krokodyli, miejsca swojej dotychczasowej pracy. To właśnie tam organizowała konferencję asymilacyjną. Ucieka i wędruje po pustyni, aby trafić do Twierdzy Kimerydu. Po wielu trudach i na ostatku sił udaje jej się tam trafić i rozpoczyna się cała akcja.
W gruncie rzeczy już od samego początku dużo się dzieje. Sama wędrówka przez pustynię jest ekscytująca, bo nie wiadomo co się zaraz wydarzy i czy bohaterka nie zostanie zjedzona przez dinozaury. Jednak gdy pojawia się Tyrs, zaczyna się najlepsze.

Ogromnie spodobała się mi fabuła, która jest w pełni wytworem fantastycznym. Ostatnim czasem brakowało mi czegoś nowego i świeżego, więc Twierdza idealnie spełniła swoją rolę.
Na początku miałam problem z wkręceniem się w fabułę, jednak później poszło już z górki, a ja poczułam klimat powieści.
Autorka przedstawiła nowy świat, który z przyjemnością poznawałam.
Dodatkowo mnóstwo akcji sprawiło, że karki bardzo szybko były przeze mnie przewracane. Ciągła i nieustająca akcja powodowała płynne czytanie. To dzięki niej książka nabrała na atrakcyjności i nie zanudziła mnie.
Plusem również jest dokładne opisywanie miejsc, w których znajdowali się bohaterowie, a także spora ilość dialogów. Takie wyrównanie przypadło mi do gustu, bo nie lubię, gdy coś jest pisane na "odwal się" i nurząco. Tym Magdalena Pioruńska zyskała sobie moją sympatię.

Nieodwracalnie moje serce skradł Tuliusz, którego wątek ogromnie mnie zaciekawił. Byłam niesamowicie zaskoczona jego postacią od samego początku. Przeżyłam szok i ogromne zainteresowanie, a gdy do gry wszedł dodatkowo Tycjan, który od początku doprowadzał mnie do łez śmiechu razem z Tuliuszem, zrobiło się naprawdę ciekawie.
No bo hej! Czyż nie jest zabawne budzenie przyjaciela, poprzez spuszczenie mu solidnego lania? Może i teraz nie brzmi to aż tak zabawnie, ale to, jak autorka opisała tę scenę i wiele innych, po prostu bajka.

Do stylu autorki nie mam zarzutów, prócz wplatania metafor, które mnie irytowały. Ale gdy przymykałam na nie oko, było o wiele lepiej. Pióro jakim posługuje się Magdalena Pioruńska jest niebywale lekkie i przyjemne w odbiorze. Widać, że w swoją powieść wsadziła ogrom pracy i dopracowała wszystko na ostatni guzik.

Polecam Twierdzę i zachęcam do sięgnięcia po nią! Wiedzcie, że jej dodatkowym atutem są ilustracje jak z komiksu. Uwielbiam je!

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo autorce Magdalenie Pioruńskiej.
I przy okazji zapraszam was na jej portal szuflada.net





Natalia Zaczkiewicz



1 komentarz:

  1. Bardzo przywodzi na myśl typowo zachodnią fantastykę. Wygląda naprawdę ciekawie, w dodatku jest polska, więc chętnie przeczytam. A te metafory... sformułowanie "kruszył się pot" jest po prostu złe i niestylistyczne. Autorka pewnie na siłę chciała upoetycznić swój język. A najgorzej, jeśli robi to ktoś, kto zupełnie tego nie potrafi. Jeśli autor próbuje pisać w sposób zbyt trudny jak dla siebie, zawsze to widać ;) Tak, jak i w tym przypadku. To zupełnie taka sama sytuacja jak z tekstami polskich piosenek popowych, które niby brzmią bardzo poetycko i głęboko, a w rzeczywistości są tylko zlepkiem niepowiązanych ze sobą fraz. I nie rozumiemy ich nie dlatego, że są nie wiadomo jak trudne — tak naprawdę są po prostu bez sensu, ale brzmią "mądrze". :D

    OdpowiedzUsuń