sobota, 5 sierpnia 2017

"Ambasadorowa" - Edyta Włoszek



Książka często wzbudza w czytelniku emocje wszelkiego rodzaju. Zarówno te negatywne, kiedy jest napisana w sposób beznadziejny, jak i pozytywne, gdy powieść należy wręcz do rewelacyjnych. Jednak dobra lektura może wywołać też złe emocje, o czym mogłam się przekonać, czytając „Ambasadorową.
Przemoc domowa zdarza się tylko i wyłącznie w biednych rodzinach, które na pierwszy rzut oka wyglądają na patologiczne. Z tym stereotypem walczy książka, którą miałam ogromną przyjemność przygarnąć i przeczytać. Opowiada ona historię kobiety, żony ambasadora, która według wszystkich chwyciła Pana Boga za nogi. W końcu czego może chcieć więcej, mając tak wpływowego, przystojnego i czarującego małżonka, wspaniałe dzieci oraz piękny dom i możliwość życia w luksusie wśród VIP-ów? Szkoda tylko że to prowizorka. Za zamkniętymi drzwiami ta „szczęśliwa” kobieta przeżywa prawdziwy koszmar. Jej idealny mąż wcale taki nie jest, a ona musi walczyć nie tylko o siebie, ale także o swoich synów.

„Kim on jest, żeby tak mnie traktować? Kim ja jestem, że pozwalam na takie traktowanie? Czego on chce ode mnie i po co się ze mną żenił? Czy chce mnie świadomie zniszczyć?

Czytając „Ambasadorową” wielokrotnie przeżywałam bardzo silne emocje. Głównie jednak była to wściekłość. Jej powody były różne. Po pierwsze nie mogłam pohamować gniewu na bohaterów książki. Tytułowa postać od dzieciństwa miała pod górkę. Ciągle wpędzana przez matkę-manipulantkę w poczucie winy nie miała cudownego, sielankowego dzieciństwa.  Ojciec, jedyna osoba mogąca jej pomóc, wolał żyć pod bezpiecznym pantoflem żony, mimo krzywdy własnego dziecka. I jak tu nie być wściekłym na takie zachowanie? Na dodatek apodyktyczna matka nie tylko wybiera córce ubrania, wypytuje ją o najdrobniejsze rzeczy, ale również znalazła jej męża! Bohaterka zgadza się poślubić mężczyzna z nadzieją, że uwolni się od rodzicielki, ale wpada w jeszcze większe kłopoty. Daje się poniżać i całkowicie kontrolować mężowi.
Początkowo bohaterka mi imponowała, bo co jakiś czas umiała się postawić. Jednak szybko została zmanipulowana i zastraszona do tego stopnia, że zaczęła bać się własnego męża, a nawet obwiniać za wszystkie jego humorki. Wtedy denerwowałam się na nią, bo jak można dać się tak poniżać, jak można wytrzymywać takie zachowanie ze strony „najbliższego człowieka”? Jednak prawie natychmiast uświadomiłam sobie, że to przecież nie jej wina. W końcu właśnie tego nauczyła ją jej „kochana” matka – by zawsze czuła się bezwartościowa i wina całego zła. Pojawił się wtedy podziw, że mimo wszystko kobieta umie znieść tyranię małżonka w imię ważniejszych rzeczy na przykład podtrzymania ciąży. Zwiększył się jeszcze bardziej, gdy kobieta udowadniała, iż wcale nie jest taka słaba jak na początku myślałam i jednak umie o siebie zawalczyć.

"Nie mogę liczyć na uznanie i podziw innych, jeśli nie mam go sama dla siebie. Kierunek jest jeden: z wewnątrz na zewnątrz. To ja muszę unieść głowę do góry, aby inni zobaczyli, że mam ją dumnie podniesioną."

Książka z całą pewnością daje dużo do myślenia. Porusza tak trudny temat i dokładnie go opisuje. Nic nie ukrywa, jest szczera. A wiecie dlaczego? Bo historia opowiedziana w „Ambasadorowej” zdarzyła się naprawdę. Gdzieś żyje kobieta, która przeżyła piekło. Najgorsza jest jednak świadomość tego, że naprawdę dużo innych przedstawicielek płci pięknej mogło by pod tą książką się podpisać i powiedzieć: „Ja też to przeżyłam, wiem jak to jest”. Jednak nie wszystkie z nich mogą powiedzieć: „przetrwałam”. I właśnie to jest przerażające. W XXI wieku w cywilizowanych krajach, gdzie równouprawnienie i poszanowanie godności człowieka stawiane zostają na piedestale, dochodzi to takich sytuacji. I wbrew pozorom nie dzieje się tak tylko i wyłącznie w biednych rodzinach, gdzie panuje alkohol. Takie rzeczy są też w "idealnych" domach, a to nawet gorzej, bo przez to większość w ogóle nie zauważa problemu i ofiarom domowej tyranii nikt nie pomaga.
Z całego serca polecam książkę, bo po prostu jest tego warta. Już dawno żadna pozycja mnie tak bardzo nie poruszyła i nie zmusiła do myślenia jak ta. Szczególnie jednak powinny sięgnąć po tę powieść kobiety zbyt słabe, by walczyć o swoje. Być może dzięki niej w końcu staną na nogi i odważą się walczyć o swoje. Bo mają do tego prawo.

OCENA: 10/10
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuje wydawnictwu dlaczemu

Sara Chrzanowska

4 komentarze:

  1. Książka o przemocy wobec kobiety mnie zainteresowała ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie tematy, chociaż czasami za bardzo mnie smucą. Mam nadzieję, że z tą będzie inaczej.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
    https://okularnicaczyta.blogspot.com/2017/08/wywiad-z-mensbooks.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się bałam, że ta książka będzie mnie irytować, no bo jak tak można traktować kobietę? Ale nie. Sposób pisania jest świetny i raczej nue powinien Cie smucić :)

      Usuń