piątek, 11 sierpnia 2017

"Dance, Sing, Love. Miłosny układ" - Layla Wheldon [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Czy znacie takie książki, które z pozoru wydają się płytkie, przewidywalne, schematyczne, takie same jak mnóstwo innych na rynku wydawniczym? A jednak nagle okazuje się, że pozory mylą i chociaż na początku było schematycznie, to później dzieje się takie wielkie BUM, które rozpiernicza system, skrada wasze serce i zapada w pamięć?

Sięgając po "Dance, Sing, Love. Miłosny układ" miałam ogromne obawy, że to będzie kolejny polski niewypał, który ociekać będzie nudą. I kiedy zaczęłam czytać, powiedziałam "O nie, tylko nie to, co za schematyczny badziew, kto to wydał? Książka wzbogacona tylko o taniec i już, wielkie mi halo! I to niby ma się sprzedać?". Moje podejście było negatywne, bo książka okazała się tak cholernie kiepska, że moje chęci do życia się skończyły. Straciłam nadzieję dla polskiego rynku.
ŻARTOWAŁAM! Dance, Sing, Love. Miłosny układ to cudowna książka, która skradła moje serce.

Livia Innocenti to urodzona tancerka. Taniec jest jej pasją i towarzyszył jej od najmłodszych lat. Od zawsze jej pragnieniem było związanie swojego życia właśnie z tańcem. I udało się, dołączyła do wspaniałego, a co najważniejsze, utalentowanego zespołu, w którym może się rozwijać.
Ogromną szansą dla jej kariery okazał się wyjazd, tourne z najsławniejszym piosenkarzem, James'em Sheridanem, skończonym dupkiem i egoistą, który postanowił zamienić życie Livi w bagno. Uczucia okazały się największym złem świata.

Zacznijmy od bohaterów, bo jednego to ja muszę mocno skrytykować.



James, nienawidzę go! Rety! To pierwszy główny bohater, którego znienawidziłam tak bardzo. Kurczę, on jest skończonym dupkiem, który ma ogromne ego i jest zadufany w sobie. Mam ochotę złapać go i stłuc na kwaśne jabłko. Rości sobie prawa do Livi, chociaż mu nie wolno. Wkurza mnie swoim sposobem bycia, a jego istnienie doprowadza mnie do szału. Zranił wspaniałą dziewczynę, zaczął wpędzać ją w alkoholizm, a później dotarło do niego, że jednak ją kocha i chce z nią być. Nagle James potrafił wysyłać kwiatki i słodzić cudownej dziewczynie. Skończony kretyn. Był dupkiem, a później myślał, że jego grzechy zostaną mu wybaczone, niczym po dotknięciu magiczną różdżką.
Arogant, egoista i cisną mi się na usta inne słowa, ale powstrzymam się. Jeny, Layla, weź zmień go w kolejnym tomie, bo oszaleję przez niego, naprawdę.
I chociaż wkurzał mnie i doprowadzał do szału, to jego postać absolutnie nie wpływa na moją ocenę książki. A to dlatego, że jest z niego dupek i dzięki (w sumie ciężko to tak nazwać, ale dobra) temu akcja się toczy, nabiera tępa, u czytelnika powstaje mnóstwo emocji i rządza zamordowania jego. Taki kochany James.

Livia jest bohaterką, którą naprawdę lubię, a to rzadkość. Mało kiedy obdarzam sympatią główne bohaterki w książkach. Kobiety mnie wkurzają, ale ta tylko czasami. Ogromnie podoba mi się zamiłowanie do tańca, jakie okazuje. To niesamowite jak wiele serca wkłada w to co robi. I chociaż po wielu godzinach treningu ledwo trzyma się na nogach, to daje z siebie wszystko do samego końca. Niesamowita postawa, którą powinno się naśladować.
Jeśli zaś chodzi o jej charakter, to jest osobą dość skrytą, która doświadczyła w życiu wiele przykrości i zła, i to ze strony facetów. Standard. Podoba mi się jej podejście do świata, nie emocjonowanie się na widok znanego faceta, branie od życia tego, co tylko zapragnie, życie na luzie. Plusem jest również to, że nie jest typową kobietą, potrafi się dobrze bawić, nie przejmować ludźmi.
Jedynym jej minusem jest to, że sporo piła. Ale wybaczam jej ten brzydki czyn, bo to wszystko wina dupka James'a. To on wprowadził ją w początkową fazę alkoholizmu swoim żałosnym zachowaniem. Dziewczyna po prostu nie była w stanie udźwignąć emocjonalnie kolejnego niepowodzenia i niefortunnego zakochania się. Na stos z James'em!

Kathy, per pani Kakathy jest wspaniałą osobą i przyjaciółką. Uwielbiam jej nieśmiałość i charakter, ale w połączeniu z Zafirem, dopiero rozpalany jest ogień! Rety! Uwielbiam poczucie humoru Zafira i opiekuńcze zachowanie. Jest wspaniałym mężczyzną oraz przyjacielem. Naprawdę cudowny gość, a kiedy jest z Kathy, to tworzą taką cudowną parę, aż ma się ochotę ich uściskach i czytać o nich dniami i nocami. Są naprawdę wspaniali, uwielbiam ich. Para idealna.

Są jeszcze inni bohaterowie, chociażby Lena, która była taką typową fanką, którą emocjonowało każde spotkanie ze sławną osobą, nieco słabe zachowanie, skoro była profesjonalną tancerką i pracowała z ludźmi rozpoznawanymi w świecie.
Był jeszcze ojciec Livi, którego wręcz uwielbiam za jego miłość do córki. A jego tekst "Mogę złamać mu nos, skarbie?" jest mistrzostwem i skradł moje serce. Śmiałam się do łez z tej sceny. Musicie ją poznać!

Bohaterowie są mocno zróżnicowani i fantastyczni dzięki temu!

"Chciałam zadźgać Sheridana atrapą jego mikrofonu, której używał podczas treningu. Pragnęłam przywalić mu jego gitarą prosto w twarz. Udusić go gołymi rękami. Wskrzesić, a następnie utopić. Potem znowu przywrócić do życia i spalić na stosie."
A było to zrobić Liv i się nie hamować...



Rozpisałam się nieco o bohaterach, więc przejdźmy już do najlepszej części, czyli fabuła, akcja i styl autorki.

Fabuła powieści jest naprawdę wyjątkowa. Z początku sądziłam, że będzie to typowy romans, jednak okazało się, że historia jest rewelacyjna. Layla Wheldon postanowiła urozmaicić swoją powieść w wiele wątków, które niosły ze sobą przekaz. Nie skupiła się tylko na samej miłości, ale dodała również problemy życia codziennego. Ogromnie spodobało mi się, że nie było sporej ilości scen erotycznych. Było kilka i to tyle. Nadały smaku oraz pikanterii historii i napisane były z rozwagą.
Dodatkowym atutem jest również ograniczanie się tylko do kilku wulgarnych słów i to w skrajnych przypadkach, kiedy bohaterów ponosiły emocje. I tak powinno być, bo dodały książce uroku i nie spowodowały, że była płytka.
Layla Wheldon w swojej powieści ukazuje problemy takie jak: alkoholizm oraz zdrada. Pokazała poprzez swoją główną bohaterkę, jak destrukcyjna potrafi być miłość. Przedstawiła czytelnikowi problem, z jakim zaczyna borykać się wielu ludzi, bo nie wytrzymują psychicznie. Główna bohaterka zaczęła uciekać do alkoholu, bo nie była w stanie znieść kolejnego niepowodzenia i miłosnej rozterki. I może zbyt dużo piła i zaczęła popadać w alkoholizm, ale nie zapominała nigdy o swojej pasji i dla niej trzymała się jeszcze w jednej kupie.
Kolejnym problemem, jaki ukazała autorka są zdrady w związkach oraz toksyczne związki. Poprzez swoich bohaterów pokazała, że ludzie bardzo często trwają w związkach, chociaż nie są ze sobą szczęśliwi. Łączy ich tylko i wyłącznie przywiązanie. I chociaż obie strony się męczą, ciężko jest się rozejść na dobre.
A jeśli chodzi o tematykę zdrady, to nie ma co się tutaj rozwodzić. Layla pokazała, jak silnie wpływa zdrada na drugiego człowieka,  jak wiele on musi wycierpieć, ile musi przejść, aby ponownie zaufać drugiej osobie.
Fabuła jest naprawdę dobra i autorka zasługuje na uznanie. Napisała naprawdę cudowną historię, która wywołuje u czytelnika mnóstwo emocji. A zakończenie zachęca do poznania kolejnego tomu.


Akcja powieści, jak na romans, jest naprawdę dobra i sporo się dzieje. Z każdą stroną byłam coraz bardziej zaciekawiona, chciałam poznać kolejne karty powieści i rozwój wydarzeń. Kiedy coś się kończyło, powstała nowa niewiadoma i tak akcja toczyła się do przodu. Plusem jest, że w trakcie wydarzeń autorka nie zapominała o emocjach i kładła na nie duży nacisk. Bohaterowie byli nimi przepełnieni, co pozytywnie wpływało na odbiór całości.

Pióro Layli Wheldon jest bardzo przyjemne. Nie ma za mało dialogów i za dużo opisów. Wszystko jest po równo wyważone, za co cenię sobie jej powieść. Styl jakim się posługuje oraz język są na wysokim poziomie. Jej książka nie jest płaskim romansidłem, a życiową historią. Dodatkowo za poczucie humoru ma ode mnie ogromnego plusa. Bardzo wiele razy płakałam ze śmiechu, bo wielokrotnie bawiły mnie dialogi bohaterów.

Jeśli więc zastanawiacie się, czy warto dać książce szansę, to ja wam stanowczo ją polecam. O niej będzie naprawdę głośno, bo na to zasługuje. I chociaż nie jest idealna, ma swoje wady, to jednak ma swój urok. Brawo autorko! Oby kolejna część była równie dobra.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania oraz patronowania powieści ogromnie dziękuję wydawnictwu Editio Red oraz autorce Layla Wheldon.

Natalia Zaczkiewicz




14 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że wpadnie ona w moje ręce ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Początek recenzji mnie zszokował, nie będę ukrywać :-P Książka bardzo mi się spodobała i też jestem zdania, że będzie o niej głośno. Niecierpliwie czekam na następną część! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że zostałaś zaskoczona i podobała się Tobie książka :*

      Usuń
  3. Zachęcająca recenzja, mimo zwodniczego początku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się przekonać do niej tak wiele osób.

      Usuń
  4. I jak tu się zdecydować. Jedni piszą, że w książce jest za dużo wulgaryzmów, a inni, że tylko trochę... Sama już nie wiem co myśleć o tej książce :(

    Pozdrawiam.
    Kasia z Ebookowych recenzji
    http://ebookowe-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, że wulgaryzmów nie jest dużo. Gdybyś przeczytała "Podbój" Kennedy, od razu byś mi uwierzyła. Ta książka to dopiero ma mnóstwo wulgaryzmów.

      Usuń
  5. Początek recenzji był ciekawy, myślałam "kurczę, w końcu ktoś tę książkę zjechał, a nie wszędzie cud, miód i orzeszki", no a Ty mi tu tak zjechałaś, że pewnie muszę ją przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja to jednak potrafię przekonać. Poznaj książkę, jest naprawdę ciekawa.

      Usuń
  6. Ja też nie polubiłam Jamesa, chociaż uważam, że w innych okolicznościach mógłby okazać się całkiem fajnym facetem. Cóż, autorka chciała inaczej ☺

    Co do całej powieści będzie krótko i na temat (nie będę się przecież rozpisywać) - jestem na TAK ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko możliwe, ale ja go nie znoszę.

      Usuń