środa, 23 sierpnia 2017

"Miasteczko w Islandii" - Guðmundur Andri Thorsson

Źródło
"Miłości się budzą, kwiaty umierają, ludzie poddają się w połowie drogi, światła samochodów nikną w wieczornej szarudze, płomień świecy drży w cugu od okna, chwile nie giną w myślach, a dni przemijają. Mijają miesiące, uczucia i lata. Widzę to niebieskie na kwietniowym niebie i to zielone w majowej trawie. Widzę łopot skrzydeł, gdy zbliża się na południe, słyszę nowy ton w szumie źdźbeł. Widzę to czerwone w policzkach dzieci na wiosnę, kiedy całe dnie spędzają na dworze. Widzę jesienne pogody w ludzkich twarzach, gdy dzień zamyka się za wcześnie. Czuję zapach zimy, kiedy późną jesienią powstaje z oceanu i kiedy śmierć rozciąga się nad światem. (...) Już dawno nie żyję. Już dawno powinienem być zgaszony i może nawet jestem, ale jeszcze się nie zorientowałem. Jestem tylko świadomością."

Mała islandzka wioska, gdzie rytm dnia wyznaczają drobne rytuały, a syreny statków i śmiech rozrabiających dzieci dopełniają ciszę. Tu ścieżki mieszkańców przecinają się codziennie, historie z życia sąsiadów układają się w zaskakujący wzór jak w kalejdoskopie i choć wszyscy znają się od pokoleń, to nikt nie wie do końca, co kryją zakamarki pamięci. W szesnastu opowieściach poznajemy bohaterów i przyglądamy się im tylko przez dwie, te same, minuty. Tyle wystarczy, by poczuć codzienność ich życia - czasem twardą i surową, czasem zachwycająco prostą. Tu wielkie rzeczy przejawiają się w drobnostkach, a niepowtarzalna atmosfera Islandii, jak mgła, otula nas miękkim kocem.



Autor zabiera nas w wyjątkową podróż, po niepozornej wiosce, gdzieś na Islandii. Pozwala nam zajrzeć do domów i umysłów przypadkowych osób, ukazując ich codzienną egzystencję, a w niektórych przypadkach także sposoby radzenia sobie z niezbyt kolorową przeszłością. Mogłabym nieco więcej napisać o konkretnych opowieściach - życiu Katy, Sivensiny, Svenniego i innych, ale po prostu nie chcę odbierać wam przyjemności zapoznania się z nimi na własną rękę, bo zdecydowanie warto. Każda kolejna opowieść coraz bardziej wciąga i pomaga zrozumieć przestawionych bohaterów.

"Wszystko jest tak jasne. Wieczór jeszcze nie nadszedł, a to już nie dzień. Istnienie drży na granicy. Ma gołe nogi i stopy w papciach i jest jej trochę zimno, (...) ale nie marznie nieprzyjemnie, lecz rozgrzewająco. Wszystko śpiewa we wszechobecnej poświacie. Słońce śpiewa, morze, ryby, słupy, krowy, muchy, konie śpiewają, psy, stary czerwony rower. Jest przekonana, że kiedyś nadejdzie dzień, gdy znów pojawi się czerwony połysk w jej rudych włosach. A jej oczy znów odzyskają blask. Znów sercem będzie śpiewać, grając na klarnecie. W jej byt znów zawita życie. Znowu będzie kochana."

"Miasteczko w Islandii" jest bardzo nostalgiczną i nieco melancholijną lekturą. Nie ma tu zbyt wiele akcji, za to wiele okazji do namysłu i przypatrzenia się innym ludziom. Momentami rozdziały są napisane w dość poetycki sposób, ale moim zdaniem to absolutnie nie przeszkadza w odbiorze treści, a wręcz nadaje jej uroku. Najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tej książce to "delikatna". Dokładnie tak nazwałabym sposób w jaki autor przedstawia nam historie zwykłych osób, ukazuje ich emocje i myśli, jednocześnie wprowadzając nas w wyjątkowy, charakterystyczny dla Skandynawii nastrój. Całą powieść czyta się bardzo szybko i lekko, autor ma bardzo przyjemny styl pisania.

Źródło

Po tę książkę trzeba sięgnąć w odpowiednim momencie, bo mogę was zapewnić, że każdego bardzo szybko wprowadzi w dość melancholijny nastrój i skłoni do rozmyślań. Jednak szczerze zachęcam do zmierzenia się z nią, bo zdecydowanie warto. Jestem przekonana, że jeszcze kiedyś do niej wrócę i mam nadzieję, że będę miała okazję zapoznać się z innymi utworami tego autora.

Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Wielka Litera


Weronika Plichta     

10 komentarzy:

  1. Lubię, kiedy książka zmusza do przemyśleń. Chętnie przeczytam "Miasteczko w Islandii" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z chęcią przeczytam tą książke, widać że niesie jakąś wartość i daje do myślenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj daje, i to jak :) Oby ci się spodobała!

      Usuń
  3. Ten nastrój mnie skusił. Dzięki za recenzję, na pewno po nią sięgnę. :)

    straszliwabuchling.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj znać, jak już przeczytasz! :D

      Usuń
  4. Zazwyczaj czytam lekkie książki, przy których po prostu miło spędzam czas. Czasem jednak potrzebuje lektury, która zmusi mnie do refleksji. "Miasteczko w Islandii" wydaje się być idealnym tytułem, w przyszłości spróbuje się z nią zmierzyć :)

    http://zofiawkrainieksiazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię książki dające dużo do myślenia dlatego chętnie po nią sięgnę :)
    Pozdrawiam, maobmaze

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam! Prowadzę bloga fanowskiego o aktorce Natalii Oreiro, którą możesz znać z telenoweli "Zbuntowany Anioł". Jeśli chcesz wiedzieć co się u niej dzieje, to zapraszam do odwiedzenia mojego bloga :)

    Poza tym robię szablony na blogi, więc jeśli chcesz mieć swój własny niepowtarzalny szablon, jakiego nie ma nikt na blogspot po prostu napisz do mnie :)

    Ps. Może dodamy się do obs? :)
    nataliaoreiro-pl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń