sobota, 19 sierpnia 2017

"Nieuniknione" - Amy A. Bartol


"Gdy patrzę na Reeda, myślę sobie, że może moje wejście w dorosłość i porzucenie świata baśni, w którym takie rzeczy są możliwe, odbyło się wcale nie tak dawno, bo przekroczenie progu tej niezwykłej rzeczywistości nie przeraża mnie aż tak, jak powinno."

O książce słyszałam wiele pochlebnych opinii, jej okładka i opis mocno kusiły mnie, więc postanowiłam dać jej szansę.
I kiedy zaczęłam czytać, od razu poczułam, że coś mi tutaj nie gra, że gdzieś słyszałam o podobnej historii.  Niestety, moje pozytywne nastawienie bardzo szybko przerodziło się w niechęć do książki, a wpływ na to miało kilka kluczowych czynników.

Evie zaczyna pierwszy rok studiów. Kiedy tylko przenosi się do nowego miejsca, w jej życiu zaczynają pojawiać się dziwne sytuacje. Widzi rzeczy, które wydają się jej nierealne. A dodatkowo w jej życie wkracza Reed. Wówczas życie dziewczyny jeszcze bardziej się zmienia, wszystko przybiera nieoczekiwany obrót.
Bo Reed jest wyjątkowy, jest Aniołem Mocy i jak się okazuje, Evie również wykazuje nadnaturalne zdolności. Jej pochodzenie zostaje odkryte.
A jeszcze gorsze jest to, że zaczyna przyciągać ich uczucie, którego nie mogą pokonać.




"Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli odpowiednio długo stoisz w jednym miejscu, w końcu przejdą obok ciebie wszyscy ludzie na świecie."

Już na samym początku lektury stwierdziłam, a w zasadzie zadałam sobie pytanie: "Czyżbym miała jakiś powrót do wielu innych książek?". Niewątpliwie Nieuniknione ma wiele wspólnego z innymi podobnymi historiami, wydanymi wcześniej, a schematyczność jest mocno zauważalna. Już sam pomysł na fabułę jest uderzająco podobny i dodatkowo występuje motyw aniołów, tylko tutaj są one złe. Ale hej! Czy to aby na pewno jest to oryginalne? Czy aby przypadkiem Becca Fitzpatrick nie stworzyła serii "Szeptem"?

Przypomnijmy sobie opis pierwszego tomu "Szeptem":
Patch jest tajemniczy i zabójczo przystojny. Nic dziwnego, że szesnastoletnia Nora uległa jego urokowi. Niemal natychmiast w jej życiu zaczęły dziać się rzeczy, których nie da się wytłumaczyć.

I poznajmy opis Nieuniknione:
Evie Claremont zostawia za sobą dawne koszmary i pełna nadziei zaczyna I rok studiów. Jednak kiedy spotyka Reeda Wellingtona, chłopaka o niezwykle magnetycznej osobowości, jej życie zmienia się nie do poznania. Evie zaczyna zauważać u siebie dziwne objawy: jej rany goją się bardzo szybko. Dowiaduje się, że Reed jest Aniołem Mocy.

Już sam opis wiele nam mówi! A treść już w ogóle.
Akcja odbywa się w szkole, jest wątek aniołów, dodatkowo związek, który jest z góry nakreślony i dziewczyna, na którą nagle wszystko spada, jak grom z jasnego nieba i wpada w wir tajemnic i nieznanego świata. NUDA! Mogę tu jeszcze przytoczyć Upadłych, ale myślę, że to zbędne, bo wszystkie są podobne.

Sięgając po książkę, liczyłam że dostaną naprawdę ciekawą lekturę, a jak się okazało, dostałam totalnie coś innego. Może i lektura nie jest najgorsza, da się przez nią przebrnąć, ale mi to sprawiło ogromny problem. Przede wszystkim mam zastrzeżenie do stylu autorki, który jest stylistycznie koszmary, dialogi są drętwe, a prowadzenie akcji pozostawia wiele do życzenia. Jej pióro jest dla mnie po prostu ciężkie i męczyłam się z książką.

źródło

"Moją uwagę przyciągają kąciki jego idealnych ust, które wyglądają, jakby próbowały się skierować do góry, ale nieskutecznie, bo Reed celowo powstrzymuje uśmiech. Zastanawiam się, czy wszyscy szaleńcy, są tak piękni."

Dialogi to totalna klapa tej historii. Czytając książkę, miałam wrażenie, że rozmawiają ze sobą roboty. Być, stać, zostać. Mniej więcej wyglądało to tak. Autorka nie nakreślała dokładnie ich uczuć i emocji, co jest wielkim minusem. Bo to właśnie emocje pozwalają czytelnikowi wkręcić się w lekturę, poczuć ją całym sobą. A tutaj tego nie ma. W dialogi powinno wprowadzać się uczucia bohaterów, bo to one stanowią kluczowy element. Jednak Amy A. Bartol przedstawiła swoich bohaterów jako roboty, które rozmawiają ze sobą sztucznie, a w zasadzie wymieniają zdania i to tyle. Przez ten kluczowy element koszmarnie czytało mi się książkę, nie było lekkości w niej, nie płynęłam podczas lektury, czytałam z trudem. Miałam wrażenie, jakby książkę napisała nastolatka, która marzy o zostaniu pisarką i napisaniu wspaniałej historii, tylko nie wie jak zabrać się za to. Jeśli jest to debiut autorki, a przypuszczam, że tak, to rzuca się to w oczu już na samym początku. Brakuje jej doświadczenia.

Akcja powieści jest słabo przedstawiona. Od książki z gatunku fantastyki oczekuję nieoczekiwanych zwrotów akcji, targania moimi emocjami, wprowadzania coraz to nowszych i lepszych wątków, trzymania w napięciu, intrygowania. A tutaj tego mi zabrakło. Czytałam książkę, bo po prostu czytałam. Radość z jej poznawania szybko ze mnie uleciała i kontynuowałam z nią przygodę, tylko dlatego, że miałam nadzieję na poprawę. Niestety zawiodłam się.

A fabuła, cóż... zero oryginalności, kopia innych książek.

"Powiedziałem, że będzie z ciebie najdoskonalsza istota, jaką kiedykolwiek spotkałem pod rządami Boga, a uczucia, które do ciebie żywię, nie mogą być mierzone ani ziemską, ani rajską miarą."

Nie spodobało mi się, że główna bohaterka była zwyczajną dziewczyną, a nagle, niczym za dotknięciem magicznej różdżki, jej świat fika koziołka, a ona staje się bardzo ważną postacią. Takie historie już dawno zaczęły nudzić, to było fajne za czasów Zmierzchu i już dawno przejadło się. Oczywiście wszystko zostało okraszone wątkiem romantycznym, złymi aniołami i gotowe. Jest książka. Pisać może każdy, ale nie wszyscy potrafią.
Miałam nadzieję, że będzie to odprężająca lektura, z którą spędzę miły wieczór, jednak okazało się inaczej.

Nie zniechęcam i nie zachęcam do poznania książki. Musicie sami zdecydować, czy macie ochotę ją poznać. Jeśli lubicie historie przewidywalne do bólu, w których nastolatki nagle dostają nowe, super życie, to jak najbardziej spodoba się wam książka. Być może ja zbyt wiele od niej oczekiwałam.

Ocena: 3/10 

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Business & Culture.


Natalia Zaczkiewicz




9 komentarzy:

  1. Dokładnie. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Jakiś czas temu pisałam o niej na blogu i mam takie samo zdanie. Czasem nie przeszkadza mi, że schematy są takie same, jak autor potrafi zaciekawić. A tu żadnego zaciekawienia, nic mnie nie intrygowało. Już sam opis z którego dowiadujemy się, że Reed jest jakiś tam aniołem, może gdybyśmy tego nie wiedzieli, to moze więcej tajemniczości by się pojawiło, a tak nic. Nuda kompletna. Ja ledwo przebrnęłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety książka bardzo mocno zawodzi. I tu nawet ta schematyczność nie odgrywa największej roli, ale styl autorki jest koszmarny i przez niego ciężko przebrnąć przez książkę.

      Usuń
  2. To ja jednak spasuję, nie czuję tego klimatu.
    Pozdrawiam ksiazkowa-fantazja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jej i jakoś wątpię żeby to się miało zmienić

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim razie cieszę się, że nie słyszałam o tej książce i raczej po nią nie sięgnę. Dzięki za szczerą opinię. ;) https://prostoprzezksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy tom nie powala, ale w kolejnych dzieje się już trochę więcej i autorka sięga po kilka ciekawych pomysłów dot. fabuły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja raczej na drugi tom nie skuszę się.

      Usuń