piątek, 18 sierpnia 2017

"Rzeczpostapokalityczna Polska" - Adam Magdoń

źródło
            Bardzo lubię tematykę postapokaliptyczną i bogatą wyobraźnię autorów do wymyślania świata powstałego w wyniku zniszczeń, przeorganizowanie społeczeństwa i warunki z jakimi muszą sobie radzić współcześni – jak do tej pory byłam zachwycona, stąd też, kiedy pojawiła się możliwość otrzymania tej książki nie wahałam się ani chwili. Chciałam ją mieć.
Pierwsze zaskoczenie jakie mnie spotkało po otworzeniu paczki to rozmiary książki. Kolos na ponad 840 stron zrobił wrażenie i nastawił na spędzone godziny w innym świecie. Okładka klimatyczna – kobieta i w tle wybuch budynku.  Zabrałam się czym prędzej do czytania.




            Autor rozpoczyna dialog z czytelnikiem prologiem, który jest przemówieniem jednego z polityków, pojawiającego  się w akcji książki. Na początku w ogóle nie zwróciłam na to uwagi. W tym przemówieniu pojawia się informacja: co się stało ze światem, który znaliśmy, jak funkcjonuje aktualne społeczeństwo, z jakimi problemami się boryka i właściwie, jakie jest stanowisko polityka co do automatycznych wyroków śmierci wykonywany przez specjalną jednostkę policyjną zwaną Katami, problemów z narkotykami i narastającą przestępczością. Poza prologiem autor uzbraja nas w słowniczek pojęć, które są przydatne na początku, aby zrozumieć świat, do którego nas zaprosił. Jak dla mnie słowniczek okazał się może w dwóch sytuacjach potrzebny, reszta była dosyć czytelna w swoim rozumieniu.
            Miasto w którym dzieje się akcja to Nowy Kraków. Nowy, bo ze starego Krakowa, którego znamy niewiele zostało. Tak samo z pozostałymi miastami Polski – Nowa Warszawa, Nowy Poznań, Nowy Wrocław, itd. Od początku zostajemy wciągnięci w sytuację policji, która toczy strzelaninę na ulicy walcząc z gangiem narkotykowym. Pojawiają się również głowni bohaterowie wokół których będzie akcja się toczyła – Zbiry Drwala, komisarz Lech Drwalski wraz z Azbestem, ZOMO i Szramą sieją postrach wśród społeczności i świata przestępczego jako wybitna jednostka specjalna do unicestwiania niemożliwego.

„-Dlaczego został pan katem? Przepraszam, ale wydaje mi się, że muszę to wiedzieć.
- Nie było to moja marzenie, jeśli o to panu chodzi, cel sam w sobie ani nic podobnego. Po prostu, kiedy przed dekadą powoływano tę jednostke zostałem do niej przeniesiony i otrzymałem rozkoz stworzenia oddziału. A potem staraliśmy się z chłopakami sumiennie wypełniać nasze obowiązki. I tyle.”
            Słyną z bezwzględności i posłuszeństwu prawu. Ich życie upływałoby na wykonywaniu automatycznych wyroków śmierci, gdyby nie jeden narkotyk, który celowo wprowadzony w społeczeństwo zaczynał siać zamęt. Werewolf czyli po polsku Wilkołak, to prochy, które z czasem i ilością spożycia zamieniają ludzi w mutanty, które pragną zabijać, łakną krwi i wnętrzności, a nie tracąc wszystkiego z człowieczeństwa zaczynają atakować rozmyślnie i grupowo. Stanowią zagrożenie dla całego społeczeństwa Nowego Krakowa, a nawet dla całego kraju. Zbiry radzą sobie do czasu, lecz nie wystarczają normalne środki, które już dawno wykończyłyby zwykłego człowieka. Kto jest odpowiedzialny za ten rozgardiasz? Jak społeczeństwo poradzi sobie z mordującymi mutantami? Co na to rząd? Kim jest Księżniczka? Jaką rolę odegra Rookie, policjantka i córka polityka?

źródło

            Stanowczo odradzam dawać tę książkę dzieciom. Książka jest nasączona do cna językiem wulgarnym i sprośnym, co ma pomóc wejść w klimat świata policji i kryminalistów. Praktycznie nie ma zdania bez przekleństw. Opisy są drastyczne i bardzo dokładne, autor nie szczędził szczegółów:

„Potwór opuścił prawe łapsko na ciemię chłopaka i zacisnął palce. Pazury ze wstrętnym chrupnięciem pokonały kość i wryły się w mózgoczaszkę. Dopiero teraz Benek wrzasnął i zaczął się bezładnie wyrywać, tłukąc rękoma, z których wypuścił potencjalnie niebezpieczne narzędzie, w co popadło,  i szurając stopami po podłodze. Niemożliwy do opisania ból bił od jego ciemienia przez szyją w dół, rozchodząc się na cały system nerwowy. Po twarzy, z boków i z tyłu głowy ściekały ciepłe strużki krwi. Benek ze zgrozą uświadomił sobie, że mutant go podnosił – słyszał, jak jego własna czaszka trzeszczała i chrupała, ciągnięta  górę monstrualną, zdeformowaną dłonią. Nie czuł już jednak bólu, lecz widział go w postaci jasnej plamy, zasłaniającej wszystko – i upiorną rzecz dookoła, i stwora tuż przed  jego oczyma. (…)  Poczerniałe, zwierzęce wargi monstrum wykrzywiły się w typowo ludzkim, sarkastyczno-triumfalnym uśmiechu. Sekundę później ogromna morda rozwarła się, a antropomorficzna łapa zaniosła do niej głowę ofiary.”

Oszczędzę czytelnikom bloga detali wyciągania wnętrzności człowieka i żywieniem się jelitami i sercem przez mutantów.  Nie brakuje również innych opisów – stosunków seksualnych, również tych lesbijskich, gwałtów z dużą dokładnością co do szczegółów czy też wymierzania sprawiedliwości np. poprzez odryzienie penisa.

         Przyznam się szczerze, że naprawdę byłam pozytywnie nastawiona do tej książki. Pisząc teraz recenzję myślę sobie, że to naprawdę fajna fabuła. Ale….
Ilość i dokładność opisów – od wielkich akcji walki z przestępcami,  poprzez konferencje, historie przewodniczki gangu czy zwykłego dealera po zwykłe rozmowy i dialogi między bohaterami – po prostu mnie zniszczyła. Czytanie w pewnym momencie stało się uciążliwe, wręcz zniechęcało. Poza opisami godnymi pozytywistycznymi twórców pojawiają się filozoficzne dysputy oraz polityczne poglądy, które w skrócie można podzielić na skrajnych kapitalistów (oni są źli) i marksistowskich (dość często używane określenie) socjalistów (oni są dobrymi). Dyskusje pomiędzy dobrem, a złem, dlaczego zabijanie przestępców nie spowoduje spadku przestępczości i o istocie życia człowieka są bardzo częste. Nadmiar formy sprawiał, że wzrokiem przelatywałam nad tymi opisami. Bo o ile pierwsze 400 stron to tolerowałam, tak z kolejnymi już miałam problem. Zastanawiam się, czy autor najpierw chciał się pochwalić wszechstronną wiedzą z filozofii i politologii czy naprawdę widział potrzebę, aby czytelnik lepiej mógł pojąć istotę świata, który zbudował…?
Język książki – mocno wulgarny, ale również nie brakowało pojęć z różnych dziedzin, przez co również autor ukazał swój kunszt pisarski albo normalnie się tym przechwalał. To co również nie spełniło  moich oczekiwań to świat postapokaliptyczny. W sumie nie zmienił się on zbyt wiele, w ciągu 100 lat, które dzielą czasy współczesne od tych, którym przyszło żyć bohaterom książki nie wydarzyło się nic, co mogłoby się odcisnąć piętno w historii. Lecz nie brakuje wtrętów do współczesności – ulica Kaczyńskiego czy Tuska, wspomniano również o filozofii papieża Franciszka. Brak jakiejś oryginalności, na co liczyłam.


         Podsumowując – pomysł na książkę ciekawy, wątki nachodzą na siebie, dość dobrze poznajemy bohaterów, którzy z jednej strony wydają się źli i czynią dobro na swój sposób, a ci niby dobrzy próbują się światem wysłużyć. Stanowczo za dużo przeintelektualizowanej formy nad treścią, co po prostu męczy czytelnika. Miłośników naturalizmów i dokładności na pewno zachwyci. 

Ode mnie niestety ocena 3,5 / 10.

Dziękuję za możliwość przeczytania książki Wydawnictwo AlterNatywne.
źródło
Emilia Pieńko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz