poniedziałek, 7 sierpnia 2017

"Urok Grace'ów" - Laure Eve

Kiedy "Urok Grace'ów" została mi zaproponowana, od razu postanowiłam zapoznać się z jej opisem. Byłam zachwycona! Brakowało mi młodzieżowej książki, w której jedną z głównych ról odgrywać będzie magia. Dodatkowo zachwycił mnie motyw tajemniczej rodziny oraz miłosny wątek.
Jednakże jednocześnie obawiałam się, że będzie to historia schematyczna, podobna do wielu innych książek. Niemniej jednak postanowiłam zapoznać się z lekturą i kiedy tylko wyjęłam ją z paczki, od razu ochoczo zabrałam się za nią. I niestety totalnie zawiodłam się.

River zaczyna życie w nowym miejscu. Z miasta, w którym jedyną naturą były kwiaty w doniczce, trafiła do małej miejscowości, w której odgrywa ona główną rolę. Skrywa się głównie w cieniu, nie rozmawia z ludźmi, a jej obiektem zainteresowania, zresztą jak wszystkich w mieście, są Grace'owie, tajemnicza rodzina, która posądzana jest o praktykowanie czarów. Dodatkowo wzdycha do Fenrina Grace'a.
Magiczna rodzina jednak trzyma się na uboczu, nie dopuszcza do siebie nikogo, ale River za wszelką cenę stara się wkręcić w ich życie i cóż, w końcu udaje się jej.

Kiedy zaczęłam czytać książkę, moją uwagę od razu przyciągnęło podobieństwo względem innych książek, chociażby Pięknych istot. Tajemnicza rodzina, która ma swoje sekrety i wszyscy boją się jej, omijają ją, ale jednocześnie są nią zainteresowani. Rodzina, o której ciągle się mówi, plotkuje.
I jest jeszcze pojawienie się wątku miłosnego, a także grupa liderów szkolnych, do której nikt nie może przebić się i nagle jednej, nowej dziewczynie udaje się to.

Właśnie... to jest problem tej książki, że jest schematyczna, nielogiczna i do bólu przewidywalna, tym samym zanudzając czytelnika.

źródło

Zacznijmy jednak najpierw od przedstawienia bohaterów, którzy są największą klapą tej książki.
River jest bardzo infantylną osobą, która mówi jedno, a robi drugie. I tutaj jej zachowania nie da się wytłumaczyć nawet tym, że jest nastolatką. Bo bycie nastolatką, nie oznacza, że trzeba być tak nieogarniętym człowiekiem.
Po pierwsze to w sumie nawet nie wiem jak naprawdę ma na imię... Bo autorka postanowiła zrobić psikusa z przekręceniem imienia i okazało się, że River to prawdziwe imię bohaterki, ale jednak nie, nieważne, nie wiem w końcu jak ma/miała na imię, bo jest to bardzo kiepsko wytłumaczone.
Po drugie irytowała mnie ta dziewczyna niesamowicie mocno poprzez swoją głupotę. Bo kurczę, ludzie sobie obrali Grace'ów za jakieś bóstwo, ale ona to już z tym przesadziła. Latała za nimi jak pies za kością. Może i są to mocne słowa, ale taka jest prawda. Jak nie za jednym, to za drugim, cieszyła się ze wszystkiego co z nimi związane. Cieszyła się jak wariatka chociażby wtedy, gdy Summer zjadła z nią obiad albo gdy Thalia zaproponowała wspólne zakupy. Dla niej to była taka radość, jakby to miała być ostatnia i najwspanialsze rzecz na Ziemi, jakby wygrała w totka. Rozumie, każdy ma swoje priorytety.
I po trzecie, zakochanie się w Fenrinie... Zamienił z nią raptem dwa zdania, a ta jest w nim tak mocno zakochana, że postanawia odprawiać nawet czary z jego siostrą, byleby tylko zdobyć go.
River jest po prostu infantylna, wkurzająca i w sumie gdybym miała użyć książkowego slangu, nazwałabym ją po prostu DYS.

A dzieci Grace'ów tj. Fenrin, Thalia oraz Summer są równie głupi jak River. Uważają się za bóstwo, a są zwyczajnymi dzieciakami, które mają wysokie ego. Autorka starała się kreować ich na osoby izolujące się od reszty ludzi, nierozmawiające z nimi, unoszące się z dumą, a co do czego przyszło, to rozmawiali z innymi normalnie. Co za logika, Laure Eve najwyraźniej gubiła się w tym co tworzy.

Bohaterowie to największa klapa książki, nie mają wyraźnie zarysowanych charakterów, są osobami nijakimi. I chociaż unosili się czasami emocjami, to nie były one odczuwalne, bo autorka nie potrafiła ich nakreślić.

źródło

Irytującym problemem książki była zmiana płci bohaterów. W pewnym momencie okazywało się, że dziewczyna to chłopak i na odwrót. Wydaje mi się, że to wina korekty, ale przez takie błędy można się zgubić w tekście.

Kolejnym logicznym błędem było okrzyknięcie Grace'ów czarownicami. Cała miejscowość rozsiewa plotki, jakoby tajemnicza rodzina parała się magią, ale nie jest to potwierdzone, a sama rodzina nie chce, aby wyszło to na świat. I co? I nagle River zostaje zaproszona przez Summer do odprawiania czaru miłosnego na polanie za szkołą... Tak oto nagle River i mnóstwo innych dziewczyn ze szkoły, które również były zaproszone, dowiadują się, że Grace'owie uprawiają magię. Gdzie tu sens?

Następnym śmiesznym i absurdalnym pomysłem było chowanie przez River książek pod łóżko i formowanie kręgu ochronnego z soli dookoła nich. A wszystko po to, żeby matka River nie dowiedziała się, że ta trzyma książki o magii zakupione w sklepie. Nie wiem czy autorka chciała zrobić z River jeszcze głupszą, czy tylko tworzyła kolejny absurd. Bo na pewno pod łóżkiem nie znajdzie się książek...

I ostatnim, co mnie mocno irytowało, to używanie na siłę młodzieżowe slangu np. biżu, wtranżalać jedzenie. Co to ma być? To, że książka skierowana jest do młodzieży, nie oznacza, że musi być sztucznie tworzona.

To dopiero namiastka tego, co znajduje się w środku.
Książka jest schematyczna, nielogiczna, a bohaterowie irytujący. Ja, chociaż miałam nadzieję na ciekawą lekturę, bardzo mocno zawiodłam się.

Za możliwość przeczytania dziękuję pantomasz.pl

Natalia Zaczkiewicz

8 komentarzy:

  1. Bardzo zawiodłam się na tej książce. Gniot jakich mało, marna podróbka Zmierzchu. Zgadzam się z Tobą, że ogromnie sztuczna... ale i głupia! :D

    Pozdrawiam Iza
    Niech książki będą z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mamy podobne zdanie :D

      Usuń
  2. Szkoda, że książka jest taka kiepska, gdyż spodobała mi się okładka i to że ma elementy magii.

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, zdecydowanie książka minęła się z Twoimi oczekiwaniami, czasami tak jednak bywa, a szkoda, bo zapowiadało się magicznie.
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że się zawiodłaś ;/
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń