środa, 30 sierpnia 2017

"W rytmie passady" - Anna Dąbrowska

"Musisz uwierzyć, że życie nie składa się z samych złych chwil i złych ludzi; życie to także kolory i dobre dusze, które potrafią kochać. "

Co się stanie, gdy dwoje ludzi pragnie zwyciężyć, ale ich poglądy są inne? Co się stanie, gdy dwa ciała zacznie przyciągać niewidzialna chemia pomimo wielu różnic? Czy takie uczucie ma szansę przetrwać?

Poznajcie Julitę i Marcela. Ona jest uczennicą warszawskiego liceum, on tancerzem i instruktorem. Tych dwoje połączyło się ze sobą w przypadkowy sposób. Oboje są zbyt dorośli jak na swój wiek, a zwłaszcza Julita. Doświadczyli w życiu nieprzyjemności, ale to właśnie one w pewien sposób doprowadziły do ich spotkania.
Jeden życiowy problem może odmienić całe życie. Jeden rytm może scalić dwa ciała.
Ale czy dwóm różnym osobą pisany jest happy end?

Poprzednia książka autorki Nakarmię cię miłością nie była zła i w sumie czytało się ją dość przyjemnie. Dostała ode mnie ocenę 6,5, więc postanowiłam dać szansę kolejnej powieści Anny Dąbrowskiej.



"Takich rzeczy jak pożądanie i miłość nie da się zaplanować. Nie można zrobić w kalendarzu ich rezerwacji. To przychodzi nagle i niespodziewanie. Jest niczym alkohol, który uderza do głowy swą mocą. Następnego dnia pozostawia po sobie kaca."


źródło


W rytmie passady zaciekawiła mnie motywem tańca. Bardzo lubię, gdy taniec jest  poruszany w powieściach. Nadaje im wówczas ciekawej nutki, a wszystko jest takie zmysłowe. I zaintrygował mnie tytuł oraz opis, bo w sumie nie miałam zielonego pojęcia czym jest kizomba. Sięgając po powieść, miałam nadzieję że będzie dużo tańca, okraszonego przyjemnym i lekkim wątkiem miłosnym. Taka obyczajówka dla rozluźnienia.
Ale jakże mocno się przejechałam na moich przypuszczeniach. I szczerze mówiąc końcówka powieści mnie rozczarował.
W dobie własnych problemów i trosk wolę poznawać książki, które kończą się pozytywnie, a dramaturgii nie lubię. Nie chcę być dołowana przez książki.

Julity od samego początku nie polubiłam. Była dla mnie taka jakaś nijaka, bez wyraźnego charakteru, czarna owca powieści. Nie pasowała mi do Marcela. Po prostu było z nią coś nie tak.
I moja niechęć wobec niej wskoczyła na wyższy poziom, gdy okazało się, jak niewdzięczną jest bohaterka. To co dla niej zrobił Marcel jest godne podziwu i należy doceniać, a ona zachowała się jak dziecko. Julita wkurzała mnie strasznie swoim głupim zachowaniem. Liczyłam na to, że będzie normalną bohaterką, która doceni starania innych, a ona zachowała się jak egoistka. Zniesmaczyła mnie swoją postawą.

Marcela natomiast uwielbiam. Jest mężczyzną, który ma w sercu wiele dobroci i ciepła. Nie jestem w stanie odebrać go w inny sposób. Bardzo polubiłam go za jego charakter, który jest wyraźnie nakreślony i zachowanie prawdziwego mężczyzny. Jego oddanie wobec rodziny należy podziwiać. To jak stara się zdobyć pieniądze, żeby pomóc chorej matce jest wzruszające.



"I czułem, że ona odwzajemnia moje uczucia, choć nigdy nie wypowiedziała tego na głos. Nie czekałem na jej słowa, bo dostrzegałem miłość w jej spojrzeniu, w każdym dotyku mojego ciała. To dla mnie walczyła o siebie, walczyła, by zamknąć przeszłość raz na zawsze. I właśnie to nazywało się miłością. A słowa ... słowa to tylko słowa, wiązanka liter wypuszczona wysoko w powietrze."

Czym tak właściwie jest kizomba, taniec który odgrywa główną rolę w powieści i jak to się ma do książki?
Marcel chce wziąć udział w konkursie tańca, gdzie tancerzem jest profesjonalista oraz amator, na którego wybrał Julitę. Kizomba jest tańcem pełnym zmysłowości, podczas którego partnerzy mają ze sobą bliski kontakt.
I właśnie dlatego Marcel musi przekonywać Julitę, aby zgodziła się zatańczyć lekko erotyczny taniec i wyjść ze swojej skorupy.

Książka zebrała wiele dobrych opinii. Pisano o niej, że zawarta w niej historia jest emocjonująca i wyzwala u czytelnika potok łez. I nie wątpię, że u wielu czytelników, którzy lubią dramatyczne historie tak było. U mnie jednak nie wystąpił potok łez, ale wzruszyłam się na walce Marcela o matkę.
Książka nie wywarła na mnie silnych emocji, czytałam ją bez większego entuzjazmu, jedynie wkurzyła mnie główna bohaterka i zakończenie powieści. Zabrakło mi dobrego rozwinięcia całości i oryginalności.

"Taniec to komunikat, kompozycja słów ukrytych w uśmiechu, spojrzeniu przyspieszonym oddechu, pokryciu rumieńcem, biciu serca, a także drżeniu ciała."



Nie ukrywam, że oczekiwałam od książki czegoś innego, lepszego. Bohaterowie jak to w książkach tego rodzaju bywa - mają swoje problemu i już wiele przeżyli. Niemniej jednak liczyłam na to, że ich problemy będą ciekawsze, a ich rozwinięcie zwali mnie z nóg. Dodatkowo łudziłam się, że pojawi się szczęśliwe zakończenie, a wszystkie troski bohaterów zostaną im wynagrodzone.
Niestety poznałam już wiele książkę, o podobnych schematach i przeżyłam zawód. W "passadzie" uroku nadawał tylko temat zmysłowej kizomby, która nadała świeżości, bo w innych książkach zazwyczaj przeważał hip-hop lub balet.
Przejrzałam na YouTube kilka filmików związanych z kizombą i zachwycił mnie ten taniec. Niesamowicie pięknie wyglądają para poruszająca się w zmysłowym stylu. Tak też poruszała się Julita i Marcel. Widać, że autorka przyłożyła się do tego tematu i świetnie odzwierciedliła ideę tego tańca. A w dodatku okładka pięknie oddaje styl kizomby.
Motyw tańca daje książce ogromny plus, ale irytująca główna bohaterka niestety nieco psuje całość. A dodatkowo fabuła, do której mam mieszane uczucia i w której zabrakło mi "tego czegoś" co zapadło by mi w pamięć.

Fabuła powieści nie jest zła, aczkolwiek zabrakło w niej świeżości. Bohaterowie swoimi problemami dołowali mnie, a zakończenie zabiło powieść i znacząco wpłynęło na moją ocenę. Z pewnością wiele osób zachwyconych będzie z takiego rozwoju, poruszy on ich serca, ale dla mnie to było słabe.
Na początku było fajnie, książkę czytało się przyjemnie, ale nagle przyszedł taki moment, kiedy historia zamieniła się w nierealną opowieść.
W całości czuć potencjał, ale zabrakło solidnego wykończenia. Może wpływ na moje krytyczne oko mają zbyt duże wymagania wobec powieści? Nie wiem, ale czuję niesmak po lekturze.
Absolutnie nie twierdzę, że jest zła, po prostu nie przypadła mi do gustu.
Liczyłam też na sporą ilość tańca, ale nie było go wiele. A od książek z tym motywem wymagam sporej ilości scen z jego udziałem.
Książka to dramat, a nie literatura obyczajowa.

Uważam, że W rytmie passady nie jest ani złą, ani dobrą książką. Dla osób, które lubią poczytać dramatyczne historie będzie idealna. Dla tych, którzy oczekują romansu i tańca, może okazać się rozczarowaniem. Decyzję czy sięgnąć po książkę, musicie podjąć sami.

Ocena: 5/10



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.




Natalia Zaczkiewicz



2 komentarze:

  1. Same cytaty przedstawione przez Ciebie już mnie zachęcają do przeczytania ;0

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią ochotę ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń