sobota, 19 sierpnia 2017

"Wojna Światła i Ciemności" - Forest Blackwood

   Po okresie czytania bardzo dobrych i ciekawych książek, ponownie trafiłam na taką, która strasznie mnie wymęczyła. Z niecierpliwością czekałam, aż w końcu sięgnę po „Wojnę Światła i Ciemności” autorstwa Foresta Blackwooda, bo zarówno opis jak i okładka strasznie mnie zaintrygowały, a na dodatek zaczęłam już tęsknić za fantastyką . Niestety okropnie się zawiodłam na tej pozycji.
Uniwersum stworzone przez autora składa się z siedmiu magicznych krain. Jej mieszkańcy niestety nie mogą przemieszczać się między nimi, bowiem wszystkie przejście, które by to umożliwiały, zostały dawno temu pozamykane. W wyniku powstałej izolacji, większość zapomniała o pozostałych światach, skupiając się tylko i wyłącznie na własnym. Jednak pewnego dnia hrabia Artis z Królestwa Draxban odnajduje ukryty przed wiekami mechanizm pozwalający na swobodne przemieszczanie się po sąsiadujących ze sobą krainach. Niestety szybko okazuje się, że może on przynieść więcej szkód niż pożytku. Wszystko przez to, że większość światów została wypełniona potworami będącymi ogromnym zagrożeniem dla ludzi. Sąsiadujące ze sobą obszary stają na granicy wojny. Ludzie i Anioły muszą się zjednoczyć, by móc stawić czoło sile demonów, wiedźm i wampirów. Jednak siły nieczyste to nie jedyne zagrożenie. Pojawia się bowiem inna, o wiele potężniejsza i bardziej niszczycielska siła, która do taj pory czekała uśpiona. Jak potoczą się losy tej wojny?


„Serce człowieka jest niczym gałąź; nie słysząc śpiewu powracającego ptaka, uschnie.”

Muszę przyznać, że styl autora całkowicie nie przypadł mi do gustu. Przeczytałam kilka stron książki i już nie wiedziałam, co właściwie pisarz miał na myśli albo do czego to wszystko prowadzi. Myślałam, że wszystko stopniowo się wyjaśni, że tylko początek jest taki zamglony, jednak niestety później wcale nie było lepiej. Wówczas zaczęłam się zastanawiać na tym, czy przypadkiem nie jestem zwyczajnie zmęczona i nie mogę w związku z tym skupić się na lekturze. Dlatego przeczytałam kilka innych recenzji i znalazłam parę takich, których autorki też miały odczucie, że właściwie nie wiedzą, co się dzieje. W związku z tym mogę powiedzieć, że autor strasznie zagmatwał fabułę, przez co czytelnik ma czasami nie lada problem z nadążeniem za toczącą się akcją.
Źródło
Opisy również pozostawiały wiele do życzenia. Jest ich bardzo dużo i czasami wręcz przytłaczają. Dokładnie zaprezentowana jest cała wojna, na której głównie skupia się autor, jednak mimo wszystko wydawało mi się to mdłe i nijakie. Dotyczy to zarówno prezentacji bohaterów jak i między innymi opisów walk. Często łapałam się na tym, że znużona nimi w ogóle przestawałam skupiać się na treści i musiałam z powrotem wczytywać się, by załapać jakikolwiek sens mających miejsce wydarzeń. Również dialogi nie przypadły mi do gustu, bo wydawały się strasznie sztuczne. Mało tego często występowały kwestie zbiorowe, na przykład wszyscy wojownicy wykrzykiwali dokładnie te same zdania. To po pierwsze jest niemożliwe, by grupa złożona z załóżmy dwudziestu żołnierzy w tym samym momencie wypowiedziała te same kwestie (i to niejednokrotnie wielozdaniowe), a po drugie przywodziło na myśl uczniaków, którzy wstawali i z zapałem chóralnie mówili „dzień dobry” swojej nauczycielce.

„Te wizje, sny, które miewam, mówią nam, że to koniec zabawy. Że czegoś, co chodzi dookoła nas, nie dostrzegliśmy. Za chwilę możemy solidnie się o to potknąć i tak przywalimy o podłogę, że już nic nie zobaczymy.”

Autor bardzo nastawił się na to, by pokazać jak dobre jest dobro. Mam tu na myśli to, że wszystko poszufladkował na białe i czarne. Brakuje w tej książce odcieni szarości, a przecież właśnie na tym polega świat i jego natura – nie jest jednoznaczny. Ponadto pisarz wykreował dobro na potężną i niezwyciężoną siłę, która jest w stanie bez wysiłku pokonać swojego wroga. Rozumiem, że właśnie takie miało być przesłanie książki – zło zawsze zostaje pokonane – ale to trochę nierealne, by mała grupka bez problemu dała radę dużej liczbie naprawdę potężnych potworów. Nie podoba mi się, że zła strona była aż tak słaba.

Podsumowują, książka jak dla mnie była nużąca i nie zaciekawiła mnie. Jednak ja wymagam dużo od fantastyki i być może z tego względu jestem tą pozycją aż tak bardzo rozczarowana. Ktoś inny może dojrzy urok tej historii, więc nie zniechęcam do sięgnięcia po nią, ale także jej nie polecam. 

OCENA: 2/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu AlterNatywne

Sara Chrzanowska

4 komentarze:

  1. W fantastyce raczkuję, więc ta pozycja z pewnością nie byłaby dobra na początki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się,lepiej sięgnąć po coś lepszego na początek!

      Usuń
  2. Już sam tytuł nie zapowiada niczego dobrego. No bo jak to brzmi, "Wojna światła i ciemności"? To tak banalne i słabe, że porzygać się można. I przy okazji domyślić się, o czym będzie książka i jak się skończy, zanim jeszcze zobaczy się ją na oczy. O tej pozycji słyszałam już od jakiegoś czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie się zgadzam, ale jednak zawsze jest nadzieja na coś ciekawego, co nie zostanie wpisane w schemat :(

      Usuń