czwartek, 24 sierpnia 2017

"Zgromadzenie cieni" - V.E. Schwab

Źródło
"Świat nie jest ani uczciwy, ani sprawiedliwy, a jednak w jakiś sposób potrafi utrzymać równowagę."

Jak tylko skończyłam "Mroczniejszy odcień magii" zabrałam się za "Zgromadzenie cieni", drugą część cyklu "Odcienie magii" autorstwa Victorii Schwab. Pierwsza część mnie zachwyciła, a druga, ku mojej ogromnej radości, okazała się jeszcze lepsza! Autorka zrobiła na mnie naprawdę potężne wrażenie. Już dawno nie miałam przyjemności czytać tak dobrego fantasy!

Upłynęły cztery miesiące, odkąd w ręce Kella wpadł czarny kamień. Cztery miesiące, odkąd przecięły się ścieżki antariego i dziewczyny z Szarego Londynu, Deliah Bard. Cztery miesiące, odkąd książę Rhy został ranny, Kell i Lila pokonali rządzące Białym Londynem bliźniaki Dane, a kamień wraz z umierającym Hollandem wrzucili w otchłań Londynu Czarnego. Pod wieloma względami sytuacja prawie wróciła do normalności, chociaż... Rhy spoważniał, a Kella dręczą wyrzuty sumienia. Antari nie przemyca już przedmiotów między światami – jest nerwowy, nawiedzany przez sny z udziałem złowieszczej magii, skupiony na myślach o Lili, która zniknęła mu z oczu w porcie, tak jak zawsze tego pragnęła.  Tymczasem w Czerwonym Londynie trwają przygotowania do Igrzysk Żywiołów, spektakularnego i kosztownego międzynarodowego turnieju – mającego na celu rozrywkę i zachowanie dobrych stosunków z sąsiednimi mocarstwami. Na zawody przybędzie wielu gości, a wśród nich starzy przyjaciele na pewnym statku pirackim.  Jednakże, podczas gdy wszyscy w Czerwonym Londynie skupiają się na czekających ich emocjach sportowych i towarzyszących igrzyskom przyjęciach, w innym Londynie rozkwita życie, a ci, którzy mieli rzekomo odejść na zawsze, powracają. Jak cień, który znika w nocy, lecz pojawia się znów kolejnego dnia, tak odżywać zdaje się Czarny Londyn. Tyle że magia wymaga równowagi, więc by odrodził się Czarny Londyn, inne miasto musi upaść...


"Miał w sobie dziecinną intensywność kogoś, kto z całych sił pragnie, by świat był bardziej niezwykły, niż jest w rzeczywistości. I dlatego wierzył w magię."

Cudownie było wrócić do Czerwonego Londynu i ponownie spotkać dobrze znane postacie. Byłam bardzo ciekawa głównego wątku w tej części, jako że "Mroczniejszy odcień magii" nie zakończył się żadnych cliffhangerem i nie mieliśmy żadnych przesłanek, jak dana historia może się dalej potoczyć. A pomysł z Igrzyskami był wyjątkowo trafiony i dostarcza niesamowitych ilości rozrywki.  Nieco mniej podróżujemy pomiędzy światami, bo cała akcja ma miejsce głównie w Czerwonym Londynie, ale absolutnie nie czyni to powieści mniej interesującą. Na dodatek mamy okazję nieco bardziej zagłębić się w polityczne realia tego świata i zrozumieć panujące w nim reguły.

"- Powiedział ci ktoś kiedyś, że jesteś zbyt bystra, żeby mogło ci to przynieść coś dobrego?
- Zbyt bystra. Zbyt głośna. Zbyt lekkomyślna. Słyszałam to wszystko. To cud, że nadal żyję."


Autorka świetnie rozwija charaktery znanych nam bohaterów, a także wprowadza do fabuły kilka nowych twarzy, równie ciekawych i intrygujących. Dominuje oczywiście Kell, ale mnie osobiście bardzo zadowolił fakt, że autorka poświęciła nieco więcej miejsca Rhy'owi. Dowiadujemy się więcej o przeszłości obu książąt i widzimy jak radzą sobie z więzią, jaka została między nimi wytworzona. Lepiej poznajemy także Lilę Bard, która zaczyna rozwijać swoje umiejętności, jak podpowiedział jej to Tieren. Część pewnie będzie zachwycona zmianami jakie w niej zaszły, mnie niestety mocno irytuje już od pierwszej części. Wszyscy bohaterowie zauważalnie dorośli i przywiązują jeszcze większą wagę do swoich działań, a także zmagają się z problemem, komu tak naprawdę powinni być lojalni. 


Źródło

Jedyne czym jestem rozczarowana, to wprowadzenie wątku miłosnego. Już na początku pierwszej części cyklu przeczuwałam, że się takowy pojawi, jednak widząc, że autorka nie stara się go wprowadzić, a na koniec bohaterowie się rozchodzą, liczyłam, że na tym się zakończy. Niestety, w tym tomie miłość pomiędzy postaciami rozkwita i nie mogę powiedzieć, że jestem z tego powodu zadowolona. O ile same charaktery postaci są dość oryginalne, o tyle relacja między nimi schematyczna i przewidywalna, brakuje mi pewnego rodzaju chemii, która uczyniłaby ich związek nieco ciekawszym. Ale na szczęście wątek miłosny nie jest wypchnięty na pierwszy plan, a stanowi bardziej tło bieżących wydarzeń, więc nie odbierał mi przyjemności z czytania. 


"Zgromadzenie cieni" to jedna z najlepszych książek fantasy jakie przeczytałam i zdecydowanie dołącza do grona moich ulubieńców. Nie mam pojęcia jak wytrzymam do wydania w Polsce kolejnej części. Jeżeli zastanawiacie się, czy sięgnąć po "Zgromadzenie cieni" albo poprzednią część cyklu, bez wahania lećcie do najbliżej księgarni!

Ocena: 9/10


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka




Weronika Plichta    

6 komentarzy:

  1. Nie czytałam ani jednego tomu, ale czuję się bardzo zachęcona, na pewno przeczytam! :D

    Buziaki ♥
    https://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz sięgnąć po całą serię! <3

      Usuń
  2. czytałam ją jakiś czas temu i naprawdę mogę polecić:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że autorka zdecydowała się wprowadzić wątek romantyczny. Też cieszyłam się z tego, że drogi bohaterów się rozeszły. Przynajmniej tyle dobrego, że element ten nie jest dominujący.
    Książka już czeka na półce, więc liczę na to, że wkrótce uda mi się ją przeczytać :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgaj po nią jak najszybciej, niesamowite emocje! :D Mam nadzieję, że się spodoba.

      Usuń