środa, 6 września 2017

"Charlotte i koń marzeń" - Nele Neuhaus

Z końmi bardzo wiele mnie łączy. Uwielbiam spędzać z nimi czas i znajdować się w ich środowisku. Postanowiłam więc, że sięgnę z przyjemnością po książkę Nele Neuhaus i sprawdzę czy lektura jest ciekawa, a dodatkowo skupię się na tej mojej naukowej stronie jeździectwa.
Nie ukrywam, iż spędziłam z końmi wiele godzin i chociaż niedawno musiałam porzucić koński świat, to wiedza pozostała. Wykorzystałam ją więc podczas czytania. A że jeździłam w kilku stadninach, a temat książki nawiązuje do tego, to się wypowiem mam nadzieję, że mądrze.



Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z końmi i entuzjazm amatora. Jakże mocno byłam zafascynowana, wiedząc że wsiądę po raz pierwszy na konia. Samo przebywanie z nimi fascynowało mnie i mogłam spędzać w stajni wiele godzin. Oczywiście miałam swojego ulubionego konia, z którym dogadałam się jak nikt inny, przełamałam moją ukochaną klacz i pozwalała wsiadać na siebie także innym jeźdźcom. A na widok marchewek w moich dłoniach torowała sobie drogę przez inne konie, byleby tylko dostać smakołyk.
Taką przygodę miała też Charlotte. Ona wręcz uwielbia przebywać w stadninie, nie musi jeździć, dla niej ważne jest samo obcowanie z tymi majestatycznymi stworzeniami.
I wyobraźcie sobie przywiązanie nastolatki do nieswojego wierzchowca, który nie należał do niej i moment, kiedy okazało się, że klacz została sprzedana, coś okropnego. Jakże wielki zawód przeżywa się wówczas.
A co spotkało główną bohaterkę powieści? Identyczna sytuacja, "jej" ukochany koń został sprzedany. W takich chwilach mówi się "dość z końmi", jednak miłość do nich przezwycięża wszystko.

Wyobraźcie sobie, że ja i Charlotta uważałyśmy swoich pierwszych instruktorów za fantastycznych, potrafiących uczyć, chętnie pomagałyśmy przy koniach za darmo, w zamian za bezpłatne jazdy. Niestraszne było nam wywalanie zużytej słomy, czy też targanie wiader z wodą, wszystko po to, aby móc być jak najdłużej z końmi.
I przyszedł w końcu taki moment, kiedy zmieniło się stajnie chociażby przelotnie i odkryło się , że tak naprawdę nie potrafimy jeździć, do profesji nam daleko, a poprzednia stadnina jest po prostu do kitu, a my byłyśmy wykorzystywane. Naiwne dzieci.

I chociaż Charlotta oburzyła się, bo sprzedali jej ukochanego konia i zbuntowała się stanowczo mówiąc "żadnych koni" to na wakacjach, gdy wyjechała z rodziną, poznała wspaniałych ludzi, prawdziwych nauczycieli, którzy uczyli, a nie tylko brali pieniądze, a do tego zaprzyjaźniła się z kolejnym, zastraszonym wierzchowcem, który najprawdopodobniej był bity. O ufności wobec ludzi z jego strony można było zapomnieć.
Ale wystarczyło odrobinę cierpliwości, miłości i czasu, aby przemienić niesfornego i agresywnego rumaka w pięknego wierzchowca.
I tak oto główna bohaterka ponownie związała swój los z końmi i nabrała doświadczenia.


"- Ból też jest częścią życia - ciągnął tata - Oznacza, że ktoś był dla nas bardzo ważny. Pewnego dnia twój ból ucichnie. Będziesz pamiętać piękne chwile spędzone z Gento. Kiedyś w końcu pojawi się inny koń, którego równie polubisz."

Taka piękna historia znana z własnego życia, to naprawdę piękna sprawa. Niesamowicie mocno wkręciłam się w przygody Charlotty, czułam wszystko całą sobą. To niewyobrażalne, że główna bohaterka przeżywała to wszystko co ja. Być może wielu jeźdźców doświadczyło podobnych przygód? Kto wie, co skrywa niejedna stajnia i dusza.

Śmiało mogę stwierdzić, iż Nele Neuhaus odzwierciedliła prawdę o jeździeckim świecie, pokazała przygody z jakimi mierzy się każdy początkujący jeździec, który nie ma pojęcia o tym świecie. Ukazała jak wiele można się nauczyć od każdego konia i człowieka związanym ze światem jeździeckim.
Poza tym przedstawiła realia wielu stadnin, w których liczą się tylko pieniądze, a nie prawidłowa i efektywna nauka.
Autorka ukazała również właścicieli, którzy widzą swoje rumaki tylko na potrzeby zawodów i dla zdobywania pieniędzy. Jest na świecie wielu pseudo-koniarzy, którzy posiadają koniec dla majątku, ale nie poświęcają im należytego czasu, a także nie doceniają pomocy innych. I na tym skupiła się Nele, na prawdzie.

W piękny sposób zostało pokazane budowanie relacji między koniem i jeźdźcem. Wzajemnie zdobywanie zaufania, poznawanie siebie, słabych stron i nawyków. Jednak autorka nie zapomniała, że główną bohaterką jest nastolatka i nie zrobiła z niej super jeźdźca, który po niedługim kontakcie z końmi jest mistrzem jazdy.
Dodatkowo nie pozostawiła nastoletnich problemów i nie wykreowała bohaterów nad wyraz dorosłych. Nastolatki są nastolatkami, mają swoje sprawy oraz problemy.

Uważam, iż Charlotte i koń marzeń to książka idealna dla koniarzy, aczkolwiek inni również będą świetnie bawić się przy niej. Historia z całą pewnością zasługuje na poznanie.

Ocena: 10/10


Za możliwość przeczytania dziękuję Media rodzina.




Natalia Zaczkiewicz

3 komentarze:

  1. Wchodzę, patrzę na okładkę i moja pierwsza myśl to "jakiś self?". A nie, to Media Rodzina! Jejku, ta okładka jest naprawdę tragiczna.
    Generalnie chętnie poczytam wszystko o koniach, ale... tę konkretną książkę musiałabym najpierw jednak dostać w jakiś sposób. Kupić nie kupię jej na pewno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dokładnie, okładka to jakiś dramat. Ominęłabym szerokim łukiem w księgarni :D

      Usuń
  2. Cóż, mamy podobną historię :) z pierwszą stajnią, pierwszą końską miłością i zderzeniem ze ścianą, gdy odkrywamy, że praca cały dzień za godzinę jazdy to jednak żaden interes ;) Chyba każdy to jakoś musi przejść... Zaintrygowałaś mnie tą książką :)

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń