poniedziałek, 4 września 2017

"Ludzie z cukru" - Bogusław Sabuda

Kiedy pojawiła się propozycja zrecenzowania „Ludzi z cukru” ucieszyłam się, bo opis bardzo mi się spodobał, a i od jakiegoś czasu miałam ochotę na przeczytania czegoś w tej tematyce. Czy moje oczekiwania zostały spełnione? Dowiecie się tego, czytając recenzję.

Czarek budzi się i dostrzega wiele dziwnych rzeczy: jest w samych bokserkach, przed nim widnieje wielki, dziwny, świecący przedmiot, a nad ludzkimi głowami pojawiają się dymki jak w komikach. Nikt jednak nie zwraca na niego uwagi, do czasu aż spotyka Wilhelma, od którego dowiaduje się, że trafił do roku tysiąc sto piątego, a świat wygląda zupełnie inaczej niż osiemdziesiąt osiem lat wcześniej. Dzień trwa teraz dwadzieścia jeden godzin, tydzień liczy osiem dni, ludzie poświęcają większość czasu na pracę, nie muszą spać i żyją jedną trzecią życia dłużej. Czarek musi dowiedzieć się jednak, jakim cudem trafił do przyszłości oraz postarać się odnaleźć w nowym, nieznanym świecie. Jego celem stanie się powrót do jego czasów, ale czy przypadkiem nie naroi zamieszania w dziejach świata i nie zmieni jego losów?


"– Nawet anioły zasłużyły na śmierć – odpowiadam z przekonaniem. […] – Warto umierać tylko wtedy, gdy umiera się za coś, co się kocha – zdefiniował."

Opis z tyłu książki jest bardzo intrygujący. Obiecuje nam ciekawą historię o tym, do czego może dojść w przyszłości ludzkość i jakie zagrożenia na nią czyhają. Muszę przyznać, że ostatnio bardzo interesują mnie pozycje z takim tematem i dlatego chętnie sięgnęłam po tę powieść. Jednak kiedy zaczęłam ją czytać, wiedziałam, że nie zapałam do niej miłością.



Znacie to uczucie, kiedy zaczynacie poznawać jakąś książkę i już w połowie zastanawiacie się o czym właściwie jest i macie totalny mętlik w głowie? Ja tak właśnie miałam przy „Ludziach z cukru”. Często zachodziłam w głowę, co też autor miał na myśli oraz o co właściwie chodzi w jakiejś scenie czy sytuacji. Musiałam domyślać się, dlaczego ktoś uważa tak, a nie inaczej albo zachowuje się w ten czy inny sposób, bo nie było to wyjaśnione w powieści.
Za to bohaterowie nie mieli żadnego problemu ze zrozumieniem tego, co się dzieje. Wydawali się wręcz czytać sobie w myślach. Główna postać zdążyła powiedzieć dwa słowa, a ktoś inny od razu pojmował sens wypowiedzi i dopowiadał resztę. To prowadziło do tego, że siedziałam i głowiłam się, o czym właściwie rozmawiają, a następnie czytałam dalej nie poznawszy odpowiedzi.

„Sami sobie odbieramy szczęście. Przez to cholerne tempo życia, ciągłe bez wytchnienia, i przez to, że chcemy być lepsi, sławniejsi, mieć więcej pieniędzy. Jest w tym świecie.”

Sama kreacja bohaterów również pozostawia bardzo wiele do życzenia. Postacie w książce są irytujące i nierealne. Zachowują się irracjonalnie, miotają się i same nie wiedzą, co robią. Ba, one nawet zdają sobie z tego sprawę! Ciągle widzimy, jak same o sobie mówią, że zachowują się dziwacznie albo nazywają się „dziwnymi”. Jaki jest tego sens?
Ponadto mam wrażenie, że autor całkowicie zignorował anatomię i fizjologię człowieka. To prowadzi do absurdalnych sytuacji (mini spoiler!) takich jak ta, w której główny bohater otwiera sobie klatkę piersiową nożem i wyciąga coś z serca. Po co komu mostek i żebra? Na dodatek przez większość czasu bohater ignoruje ból i jest w stanie racjonalnie myśleć, a gdy już traci przytomność i na chwilę ją później odzyskuje, zaczyna analizować uśmiech lekarki i próbować się trzymać, by jej nie martwić.

„Ludzie z cukru” to książka, która naprawdę mogła być ciekawa. Autor miał dobry pomysł, ale gdzieś po drodze go zgubił, a wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie nie polecam tej pozycji, bo sama się przy niej umęczyłam.

Ocena: 3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo NovaeRes


Sara Chrzanowska

2 komentarze:

  1. Opis fabuły wydaje się intrygujący. Jest to dość oryginalny pomysł. Jednak odstraszają mnie dwie rzeczy - teraźniejszy czas narracji (nie lubię) i wady, które zostały wymienione. Zawsze robi mi się przykro, kiedy ktoś zamarnuje potencjał na dobrą książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię czasu teraźniejszego, ale da się go tu jakoś przeboleć. Gorzej z resztą. Mi też jakoś tak szkoda zawsze...

      Usuń