poniedziałek, 25 września 2017

"Mały atlas ptaków"- Ewa i Paweł Pawlak


               
Drogi Czytelniku, pragnę się podzielić z Tobą ogromnym zaskoczeniem, które mnie spotkało po przejrzeniu „Małego atlasu ptaków” autorstwa Ewy i Pawła Pawlaków. Książka przerosła moje najśmielsze oczekiwania i podejrzewam, że także wielu innych osób, które się z nią zetknęły. Odpowiedź na pytanie, co sprawiło mi taką niespodziankę znajdziesz poniżej.
                „Mały atlas ptaków” skupia się na przedstawieniu kilkudziesięciu ptaków, które można spotkać w naszym kraju. Szczerze mówiąc, o kilkorgu z nich (np. o raniuszku i makolągwie), nawet nigdy nie słyszałam. Jest to zatem lektura poszerzająca horyzonty, zwłaszcza, iż każdy ptak opatrzony jest anegdotką z obserwacji poczynionych przez autorów. Niewątpliwie są to ciekawe informacje, ale w ilość przystępnej dla młodego czytelnika. Przed zapoznaniem się z książką miałam obawy, czy nie będzie zbyt rozbudowana i czy nie będzie przypominać encyklopedii. Na szczęście tak się nie stało i moja córka, prawie trzylatka, z uwagą ogląda album kilka razy dziennie już od kilku dni. Dzięki tej lekturze nauczyła się rozpoznawać i nazywać ptaki, o których istnieniu ja – stara baba, nie miałam do tej pory pojęcia.
                Kiedy wybierałam książkę do recenzji Wydawnictwo Nasza Księgarnia zaoferowało mi wiele ciekawych propozycji do przeczytania. Dlaczego mój wybór padł na tę, a nie inną? Przeważyła znajomość poprzednich utworów autorów, które były bardzo udane i wyjątkowe zarówno pod względem oprawy graficznej, jak i treści. Mogę się mylić, ale nie kojarzę innych polskich książek dla dzieci, których artyści tworzyliby tak przepiękne ilustracje z tkanin.
                Spodziewałam się krótkiego, bardzo kolorowego atlasu z ilustracjami wykonanymi w podobnej technice, co w poprzednich dziełach. Myślałam, że będzie ok, ale nie przypuszczałam, że aż tak. W końcu, czy lektura albumu o ptakach może porwać czytelnika? Okazuje się, że może. Finalnie otrzymałam znaczenie więcej niż mogłam sobie zamarzyć i naprawdę cieszę się, że tak miło mnie zaskoczono.
                Przede wszystkim książka jest obszerna, w całości kartonowa (porządna robota). Dotychczas autorzy trzymali się „zwykłej” papierowej wersji. Zielona okładka z kosem i wiankiem kwiatów przypomina mi rękodzieło ludowe. Po otwarciu kolejna niespodzianka. Artyści poszerzyli gamę środków artystycznych poprzez dodanie fotografii przedstawiających rzeczywisty wygląd ptaków, piór oraz ich rysunków (również takich wykonanych przez dziecko). Niewątpliwie urozmaicenie to wzbogaciło oprawę graficzną książki, przez co stała się ona jeszcze bardziej ciekawa, choć nie można zapomnieć o pięknych ilustracjach wykonanych ze skrawków tkanin, które są znakiem rozpoznawczym autorów atlasu. Trzeba również dodać, że ich praca musiała być wyjątkowa pracochłonna. Jednakże efekt jest taki, że czytelnik doznaje złudzenia, iż ilustracje to nie papier, a tkanina, której szorstką lub miękką fakturę poczuje pod opuszkami swoich palców, jeśli tylko ich dotknie. Naprawdę byłam urzeczona i zaskoczona tym, jakie wrażenie wywarła na mnie lektura tej książki. Było „wow”, naprawdę!
                Czy czegoś mi zabrakło? Tak, przydałyby się historyjki takich ptaków jak m.in. gołębie, jeżyki, gawrony czy kawki. Mieszkaniec większego miasta prędzej zobaczy przedstawiciela ww. gatunku niż choćby dudka czy słowika i dlatego warto byłoby umieścić jakąś ciekawostkę także o nich. Może to byłby pomysł na kontynuację książki? Jestem przekonana, że atlas okaże się hitem, dlatego może warto rozważyć taką ewentualność.
W moim przekonaniu z „Małym atlasem ptaków” może się zapoznawać już nawet roczne dziecko. Forma jest na tyle trwała, że może on trafić do małych rączek bez ryzyka, iż kartki zostaną wyrwane lub zgniecione, a ilustracje nie przytłoczą maluszka. W zależności oczywiście od poziomu zainteresowania można również zacząć czytać książkę, choć nie jest to konieczne, aby cieszyć się jej zawartością. Warto zaznaczyć, że „Mały atlas ptaków” jest idealną pozycją dla dzieci wychowanych metodą Marii Montessori.
                Książka jest niewątpliwie piękna, a jej lektura kształcąca. Moja rodzina jest nią zachwycona i ja również podzielam ten zachwyt!

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.



 Anna Mackiewicz

(adnotacja: na zdjęciu oprócz książki umieszczono pacynkę sowę produkcji Ikea)


2 komentarze:

  1. Również ciekawi mnie środek, ponieważ już na etapie zapowiedzi wiele oczekiwałam od tej publikacji.

    OdpowiedzUsuń