niedziela, 10 września 2017

"Nasze nigdy" - Aleksandra Troszczyńska

Źródło
Miłość. Raz potrafi wynosić nas na wyżyny możliwości, jesteśmy w stanie dosłownie góry przenosić, by nagle nas niszczyć, dołować, prowadzić do całkowitej destrukcji. Każdy o niej marzy, nawet ten, kto wszystkim wokół mówi, że jest szczęśliwy będąc singlem. Nigdy nie wiadomo kiedy zapuka do drzwi naszych serc. Pytanie tylko, czy będziemy gotowi ją wpuścić?

Bree boryka się z problemami nie akceptacji ze strony rówieśniczek. Uważają one, że y spodobać się jakiemuś facetowi, trzeba być pięknym, wymuskanym no i oczywiście, chudym. Dziewczyna we wszystko wierzy i pragnie, by w końcu ktoś zwrócił na nią, choć najmniejszą, uwagę. Zwłaszcza, że w domu również się jej nie przelewa, a rodziców praktycznie w nim nie ma. Jest osamotniona w tym wielkim świecie.  Zaczyna brać tabletki odchudzające, od których, jak się łatwo domyślić, szybko się uzależnia. Całe jej życie zmienia się, kiedy do domku naprzeciwko jej wprowadza się przystojny chłopak.
Początkowo obserwuje go jedynie z daleka, nie ma śmiałości by do niego bezpośrednio zagadać. Chłopak w sąsiedztwie szybko zyskuje opinię dziwaka, bowiem mało mówi i całe dnie zajmuje się pielęgnacją swoich ukochanych róży. Bree dość szybko się udaje do niego zbliżyć. Chłopak ma na imię Harry (czemu cały czas miałam przed oczami Pottera?!) i również boryka się ze swoim ciężarem problemów. Jest pedantem, wszystko musi u niego w domu stać prawie że pod linijkę. I czasem, kiedy złość przejmuje nad nim całkowitą kontrolę, jego oczu są całkowicie zasnute czernią...
"Blond kosmyki włosów zakrywały jej wielkie oczy. Powieki opadały ociężale, ale nie chciała rezygnować z czytania. Gdy zatapiała się w lekturze, choć na chwilę mogła przenieść się do lepszego świata. Świata bez bólu, bez przeidealizowanych kanonów, do których ona nigdy nie zbliży się choćby na krok."
Pierwszym co mi się tutaj nasuwa po lekturze, to fakt, iż okładka jest bardzo myląca. Widząc śliczne krzewy kwiatów i dwójkę młodych ludzi, którzy wpatrują się w siebie, nie mogąc odwrócić wzroku, można się spodziewać słodkiego młodzieżowego romansu, prawda? Nic bardziej mylnego. Ta książka jest tak gorzka, jak czekolada Wedla. Podczas lektury raczej nie ma momentu, kiedy na twarzy czytelnika pojawi się sporej wielkości uśmiech. Raczej przez większość czytania to łzy są czymś naturalnym i normalnym.

Źródło
Historia raczej gorzka, aniżeli słodka, miłości dwojga młodych ludzi, którzy borykają się z poważnymi problemami. Kiedy los ich ze sobą łączy myślą, że są najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi. Bree z początku nie zauważa, że Harry nie panuje nad swoimi emocjami, że to one nim rządzą. Później próbuje siebie pocieszać, że na pewno będzie coraz lepiej, bo przecież mają siebie nawzajem, mają swoje wsparcie. A na końcu dociera do dziewczyny, jak bardzo jej ukochany jest niebezpieczny. Jednak wtedy jest już za późno na wszelkie uniki i wycofanie się. Nie da się cofnąć czasu, monety zostały rzucone. Książka ma zaledwie 200 stron, a autorce idealnie się udało pokazać trudy relacji tej dwójki młodych ludzi. Mimo że tematyka jest trudna, to jednak książkę czyta się z zapartym tchem, trudno się od niej oderwać. Przyznam się szczerze, że do samego końca kibicowałam Bree i Harry'emu, by ich życie wyszło na prostą, by mogli wieść normalne życie. Czy im się udało? Nie mogę wam tego zdradzić, przekonacie się o tym, jak tylko sięgnięcie po tę interesującą pozycję!
"Nabrała powietrza w płuca i zapukała nieśmiało w masywne drzwi. Im dłużej czekała, tym bardziej się denerwowała. Jej wewnętrzny głos podpowiadał jej same najgorsze rzeczy, ale nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo wściekły jest Harry. Usłyszała dziwny stukot i upadek czegoś ciężkiego. Zaraz potem drzwi stanęły otworem, a w progu pojawił się całkowicie roztrzęsiony młody mężczyzna."
Jak dla mnie minusem była mała ilość dialogów, wręcz znikoma. Gdy zaczynałam czytać i widziałam, że większość lektury to będą same opisy, trochę się zniechęciłam. Ale nie lubię zostawiać zaczętych książek, także brnęłam dalej i nie żałuję. Przez te opisy, łatwiej było zrozumieć Bree, której po prostu zależało na tym, by w końcu ktoś ją dostrzegł i pokochał taką jaka ona jest oraz Harry'ego, który zachowywał się... co tu dużo mówić, jak totalny wariat i psychol. Ja bym po pierwszym jego dziwnym zachowaniu uciekała jak najdalej, a Bree jednak przy nim twardo trwała. Na tym właśnie polega prawdziwa miłość, że mimo wszelkich trudności jest opoką dla drugiej osoby. Całość czytałam z zapartym tchem, by w końcu dotrzeć do zakończenia... które zmroziło mi krew w żyłach. Może dla niektórych będzie zbyt przewidywalne, jednak dla mnie było naprawdę zaskakujące. Jeszcze teraz, kiedy piszę tę recenzję, nie mogę uwierzyć, że autorka właśnie w taki sposób postanowiła wszystko zakończyć....

Podsumowując, lektura ta z pewnością nie jest słodkim romansem, porusza poważne tematy i naprawdę trudne, o których z reguły nie mamy ochoty rozmawiać na głos. Wciągająca fabuła, niesamowite emocje podczas czytania, wbijające w fotel zakończenie - to wszystko sprawia, że naprawdę warto sięgnąć po tę książkę i się w niej całkowicie zatracić. Jedyną rysą pozostaje okładka, która niby przyciąga uwagę czytelnika, jednak daje mylące wrażenie o czym będzie ta książka.




Ocena: 7/10 

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Novae Res.



~ Paulina Korek

2 komentarze:

  1. Faktycznie, rzut oka na okładkę sugeruje zupełnie inną książkę niż to, co znalazłam w Twojej recenzji. Inna sprawa, że NovaeRes to mistrzowie tworzenia okładkowych potworków :( W sumie zaintrygowałaś mnie tym, że dialogów nie ma, a i tak na samych opisach autorka zdołała zbudować takie napięcie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna okładka - zwiastuje ona trudne tematy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem co na ten temat myśleć - może się skuszę, może nie :)

    OdpowiedzUsuń