sobota, 30 września 2017

"O zmierzchu" - Ewa Ostrowska



[źródło]
                Wyobraź sobie, że w życiu nie ma już radości. Wspomnienia, które nawiedzają cię każdego dnia, nie są przyjemną odskocznią od dnia codziennego, lecz męczarnią, od której nie można się już uwolnić. Ciągle zadając sobie pytania jak w ogóle doszło do tego, że życie wygląda tak jak wygląda, nie potrafisz odnaleźć już początku końca. Niby wiesz, że był taki moment, ale masz wrażenie, że stan zatrzymania czasu w wiecznej rozpaczy trwa praktycznie od zawsze. Bez możliwości odwrotu, powrotu do normalności pełnej codziennych uciech, ale i smutków. Bo na twojej egzystencji cieniem kładzie się rozpacz, która nie pozwala nawet na dobre otworzyć oczu...

                Małgorzata słyszy głos zmarłej matki. Nieustające chichotanie, znajomy głos, który szepcze jej do ucha, wywołując w głowie obrazy, które nie za bardzo chciała sobie przypomnieć. Obecność, która zdaje się w ogóle jej nie opuszczać, przytrzymuje ją w stanie wiecznego odrętwienia i braku chęci do życia. Braku chęci do otworzenia oczu i wstania z łóżka. 



                Główną bohaterkę poznajemy w jej młodości, w czasach, kiedy życie nie należało do najłatwiejszych. W jej otoczeniu było kilka stałych elementów: matka, wyraźnie przemęczona, ale duchem jakby młodsza od własnej córki. Wciąż się śmiała, z najbardziej poważnych spraw potrafiła zrobić żart, byleby tylko nie martwić ukochanej córki. Brak ojca, o którym Małgorzata miała dowiedzieć się, gdy dorośnie, co jednak z roku na rok nie następowało. Tajemnica o jego życiu i śmieci stała się dla dziewczyny niemal obsesją... Przyjaciółki, Laura i Halinka, z którymi od wczesnych szkolnych lat nie wyobrażała sobie życia, a które utraciła w najgorszy możliwy sposób. Ich problemy, od tych najbardziej błahych, bo takie, które trudno sobie wyobrazić, towarzyszą nam od pierwszej do ostatniej strony. A w tle czasy powojenne, kiedy ludzie uczyli się dopiero normalnego życia na nowo. I jakby w każdym z nich czaiło się wspomnienie mrocznych wydarzeń... 

"A ty mi, mamo, mówisz "wróć do życia"". 

                Jeżeli chodzi o "O zmierzchu" Ewy Ostrowskiej, która to powieść była ostatnią napisaną przez autorkę, mam z nią problem. Od razu zaznaczę, że nie jest zła. Jest zdecydowanie wymagająca, bo to nie jest coś, co czyta się jednym tchem. Tutaj każdy wers jest przepełniony udręką, smutkiem, depresją. Nawet śmiech matki wydawał się przeszyty sztuczną radością, który miał bezskutecznie ukryć życiową tragedię. Z każdą kolejną stroną posuwamy się dalej w historii pełnej goryczy, która z czasów szkolnych głównej bohaterki i jej przyjaciółek przenosi się na ich dorosłe życie, a wreszcie kontakty z mężczyznami. 

[źródło]
                I mimo że cała ta historia jest wstrząsająca, dająca do myślenia i pozostająca z czytelnikiem na długo, mam problem z dokładnym określeniem, jak właściwie przebiegała fabuła po kolei. Mamy tutaj przeskoki w czasie osadzone we wspomnieniach Małgorzaty, w których dość często się gubiłam. Dlatego wspominam o tym, że ta książka wymaga skupienia i bezwzględnego poświęcenia czasu. Bez tego nie doceni się tej historii tak, jak doceniona być powinna. 

"Maniuś! Wciąż nie wiem, czy to ty właśnie, z którym swoje życie chciałabym spędzić?"

                Autorka posługuje się słowem jak malarz pędzlem. Mam wrażenie, że nie jest to taki typowo współczesny styl pisania. Mimo wszystko jest lekki i przystępny, ale jednocześnie bardzo kwiecisty i obrazowy w pewien poetycki sposób. Tu zdecydowanie chodzi o wywoływanie konkretnych emocji. I to się zdecydowanie autorce udało.

                To książka, na którą zdecydowanie trzeba mieć odpowiedni humor. Zdecydowanie warta przeczytania, choć nie przypadnie do gustu wszystkim. Ja nadal nie potrafię zdecydować, po której stronie barykady stoję, ale jedno jest pewne. Jest to opowieść wstrząsająca i gorzka w odbiorze. Chyba pierwsza o tak wyraźnym wydźwięku, jaką czytałam. 

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Oficynka

http://oficynka.pl/


~Monika Majorke 

1 komentarz:

  1. Są książki, które muszą do nas trafić w odpowiedniej chwili. Ja jakoś na razie na siłach się nie czuje, aby sięgnąć po książkę Ewy Ostrowskiej.

    OdpowiedzUsuń