wtorek, 19 września 2017

"Pokojówka na salonach" - Agnieszka Rusin

Kolejna polska książka, która bardzo mnie zaskoczyła i naprawdę trudno będzie mi wyrazić w słowach swoją opinię. Mam lekki mętlik w głowie, bo sama do końca nie wiem, jakie są moje wrażenia po przeczytaniu. Postaram się wszystko rozsądnie poukładać i dobrać w sensowne zdania. Mam nadzieję, że rzetelnie przedstawię swoje myśli i o niczym nie zapomnę.


Julia mając złamane serce, opuszcza Norwegię i wraca do swojego rodzinnego miasteczka w Polsce. Nie ma planu na życie, a wszystko komplikuje choroba jej matki. Dziewczyna postanawia podjąć pracę jako pokojówka w pałacu zamożnej niemieckiej rodziny. Nigdy nie pracowała na podobnym stanowisku, ale jest zdeterminowana, aby pomóc matce, a leki są dość kosztowne. Jednak nie miała pojęcia, że w pracy spotka swojego księcia i odda mu na tacy swoje serce. Ich pierwsze spotkanie w żadnym stopniu nie należało do romantycznych, a sam Książę wydawał się być zainteresowany wyłącznie sobą. Jednak z biegiem czasu ich znajomość zaczyna się rozwijać, ale czy Julia dobrze ulokowała swoje uczucia? 

Początek od razu wprowadził mnie w fabułę i autorka weszła w wątek bez zbędnych filozofii, dogłębnego przedstawiania bohaterów oraz sytuacji, w których się znaleźli. Czy to dobrze? Zależy dla kogo. Może rzeczywiście opisy były zbytnio ograniczone, przez to moja wyobraźnia trochę szwankowała i nie potrafiłam sobie wyobrazić dokładnego wyglądu postaci czy miejsc. Znałam tylko ogólny zarys, bez szczegółów. Jednak ta książka była na tyle prosta, że nie potrzebowałam kilkunastu stron opisu jednej sytuacji, aby ją zrozumieć, zapamiętać i połączyć z innymi faktami.

Jednak prosta fabuła nie zawsze oznacza, że jest nudno. Nie w tym przypadku. Wbrew pozorom, nie tak łatwo było dokładnie przewidzieć rozwój wydarzeń. Cała powieść była odrobinę nieprzewidywalna, zagadkowa i nawet tajemnicza za sprawą głównego bohatera, który z początku nie był skory do odkrywania kart. O samej Julii mogłam dowiedzieć się wszystkiego już na samym początku i nawet ją polubiłam, ale nie wyróżniała się niczym szczególnym, była zwykłą dziewczyną, ze zwykłymi problemami i zwykłym podejściem do życia. 


Kolejna książka – kolejny wątek związany z wojną, ale tym razem bardzo ciekawy i dający mi do myślenia. Na pewno wiem, że nigdy nie będę w stanie osądzać Niemca za błędy jego przodków i kraju, z którego pochodzi. Z drugiej strony rozumiem, że jeśli wybuchnie wojna, prawie każdy stanie po stronie swojej ojczyzny. Czy można karać Niemca tylko dlatego, że jest Niemcem? Nie byłabym zdolna do tego zdolna, zwłaszcza jeśli osobiście nic złego nie zrobił.

Na pewno jednym z ciekawszych wątków była rywalizacja przyrodniego rodzeństwa, która była naprawdę chora i wprowadzała do całej powieści niepewność. Nigdy nie wiadomo jak zachowa się zazdrosny człowiek, o którym wiemy raczej niewiele. Dlatego cała książka dzięki temu zyskała trochę emocji powodujących kilkakrotnie gęsią skórkę.

Po zakończeniu nie spodziewałam się wiele, bo myślałam, że będzie takie jak w innych książkach – żyli długo i szczęśliwe, mieli gromadkę dzieci oraz piękny dom. I tu się pozytywnie zaskoczyłam, bo pod koniec zaczęło się dziać naprawdę wszystko. Było wesoło, smutno (momentami nawet bardzo), ale nie brakowało również dreszczyku emocji i wydarzeń, których kompletnie się nie spodziewałam. Naprawdę byłam ogromnie zaskoczona, bo jednak całość była stosunkowo przewidywalna i spokojna, a tu taka niespodzianka!

Trochę byłam zawiedziona, że autorka nie rozwinęła bardziej wątku babci Zofii i dziadka Jana, bo był naprawdę ciekawy i  mógł wiele namieszać w całej fabule. Nie lubię niedokończonych spraw w książkach, które nie mają zaplanowanej kontynuacji.

,,Pokojówkę na salonach” bez wątpienia warto przeczytać, bo jest to lekka lektura, którą można pochłonąć w jeden lub dwa wieczory. Fabuła jest dopracowana, bohaterowie świetnie wykreowani, a podczas czytania można spodziewać się całej gamy emocji – pozytywnych oraz negatywnych. 


Ocena: 8/10 
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lucky 

Patrycja Bomba 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz