piątek, 22 września 2017

"Siedemnaście i pół miliona" - Leszek Mierzejewski

Niby pieniądze szczęścia nie dają, a mimo to wielu z nas marzy o pokaźnym  koncie, a tytułowe "Siedemnaście i pół miliona" może już mocno zawrócić w głowie. Ale jak dość od zera do milionera i do tego przez przypadek? Chciałoby się powiedzieć, że wystarczy wziąć udział w wykładzie na temat życia seksualnego seniorów...



 "Stwierdziłem, że muszę ograniczyć te podrywy, bo teraz będę miał ku temu tysiące okazji.Ale z drugiej strony- co to za życie bez kobiet.Miłość, seks i związki to fascynujące przygody."



Alfonsa, głównego bohatera książki poznajemy bliżej właśnie podczas takiego spotkania. Nie ma się co dziwić, że bezrobotny mężczyzna po sześćdziesiątce stara się urozmaicić swoje monotonne życie na różne sposoby, a życie w małej mieścinie niestety nie daje ku temu wielu okazji.Tym bardziej mężczyzna cieszy się, gdy do jego stolika niespodziewanie dosiada się obca i co widoczne na pierwszy rzut oka, zamożna kobieta.Dodatkowo wychodzi ona do niego z propozycją pracy, która wydaje się być spełnieniem najskrytszych marzeń.To co początkowo wydaje się być pomyślnym zrządzeniem losu z czasem okazuje  się  skrupulatnie zaplanowanym działaniem. Zmiana pracy i stylu życia sprawia, że wokół mężczyzny w naturalny sposób pojawia się grono cichych adoratorek. Zupełnie nieplanowanie Alfons zaczyna sypiać w większością z nich...


pixabay.com


"Iwona była mądrą i doświadczoną kobietą, musiała już zaplanować poranny seks w wannie, bo przyniosła ze sobą różne specyfiki. Według niej , woda wbrew pozorom nie nawilża pochwy, Jest wręcz przeciwnie- wysusza okolice intymne, przez co nasz stosunek mógł stać się nieprzyjemny, a nawet niemożliwy do odbycia.Pierwszy raz coś takiego słyszałem, a przecież już niejeden raz kochałem się w wannie."

Czasami zdarza się tak, że w ładnej oprawie ukryta jest bezwartościowa treść. Innym razem, jak w przypadku książki Mierzejewskiego sugerując się okładką i tytułem można dojść do wniosku, że mamy do czynienia z poradnikiem finansowym. Zdecydowanie oszczędnie wydanym jak na milionowe kwoty. Na szczęście liczy się wnętrze, a o nim można by długo. To napisana lekkim językiem opowieść o tym, że życie zaskakuje w najmniej oczekiwanym momencie, a zachodzące w nim zmiany wpisane są w egzystencję każdego z nas. Każdy w zależności od obecnej sytuacji  będzie się tam doszukiwał innego przesłania. Dla jednych będzie to opowieść o ulotności i braku stabilizacji, dla innych historia potwierdzająca założenie w myśl którego zawsze warto mieć nadzieję, a jeszcze inni potraktują ją całkowicie niezobowiązująco. Większość wydarzeń rozgrywa się w małym miasteczku na Mazurach,  gdzie bieda aż piszczy. Autor dzięki swoim obserwacjom idealnie oddał klimat miejsca i  trafnie nakreślił problemy społeczne.Dla kontrastu wprawnie wplótł sporo żartów sytuacyjnych, na czym całość zdecydowanie zyskała. Chociaż książka ta określana jest mianem powieści o bezsilności wobec losu to w moim odczuciu jej głównym przesłaniem jest jednak nadzieja. Historia ta ma za zadanie udowodnienie  czytelnikowi, że bez względu na to jak źle dzieje się obecnie w jego życiu z czasem wydarzy się coś, dzięki czemu możliwa będzie zmiana na lepsze. 



Ocena: 8/10


Za możliwość przeczytania dziękuję: Wydawnictwo Psychoskok



~Mariola Mazur

1 komentarz: