środa, 20 września 2017

"Świtezianki" - Teresa Monika Rudzka

Na pierwszy rzut oka oczywiście zainteresowanie wzbudza sam tytuł. Zastanawiałam się czy cała książka będzie miała związek z balladą Mickiewicza i muszę przyznać, że na tej płaszczyźnie wcale się nie zawiodłam. Są w niej fragmenty wyżej wspomnianego dzieła, ale na szczęście sama treść raczej nie ma większego powiązania z ,,Świtezianką”. Nie jestem fanką twórczości Adama Mickiewicza i naprawdę odetchnęłam, że nie będę musiała czytać jego poezji przerobionej na prozę.


Nathalie jest Francuzką, ale z polskimi korzeniami po matce. Jednak większość swojego życia spędza w Wielkiej Brytanii, bo właśnie tam uczy się, a później zaczyna pracować. Jej matka – Barbara, odziedziczyła po mężu spory spadek i dobrze prosperującą firmę, a z córką łączy ją zamiłowanie do drogich i ekskluzywnych ubrań oraz dodatków. Pewnego dnia Nathalie spotyka w autobusie Anastazję, a później jej chłopaka Jima, w którym od razu się zakochuje. Chce zdobyć go dla siebie, bez względu na koszty i konsekwencje.  Gdy mężczyznę spotyka ogromna tragedia, postanawia to wykorzystać i zbliżyć się do niego. Czy będą w stanie stworzyć szczęśliwy związek? 

Zacznę od tego, że ta książka jest naprawdę dziwna i to w pozytywnym znaczeniu. Po opisie spodziewałam się czegoś odrobinę innego, a tu początek jednak mnie zaskoczył. Był trochę słaby i na pewno za długi. Informacje o babci i matce Nathalie oczywiście były potrzebne, bo ostatecznie powieść pokazywała trzy pokolenia i różne sposoby ich rozumowania. Między tymi historiami przeplatały się również wątki dotyczące ciężkiej sytuacji Polski w czasach PRL i to bardzo przypadło mi do gustu, bo uwielbiam, gdy polscy autorzy pamiętają o przeszłości swojego kraju i nawet króciutko o tym przypominają. Jednak strasznie dłużyły mi się te opowieści  o Zofii i Barbarze, nie budowały one napięcia.

W książce pojawiły się elementy nieco fantastyczne i  tego całkowicie się nie spodziewałam. Początkowo obawiałam się, że ten wątek przeważy w powieści, a to byłoby dla mnie już za wiele. Wystarczyli mi bardzo charakterystyczni bohaterowie, którzy nie do końca odzwierciedlali mój ideał wizerunku ,,normalnego i racjonalnego” człowieka. Mimo wszystko, nie zmieniłabym ich, bo pasowali do tej fabuły. 

Po dość znacznej ilości stron, poczułam się jakbym czytała lekturę szkolną. Nie wiem czym było to spowodowane. Może znikomą ilością dialogów. Owszem, nie przepadam za książkami, w których narrator nie ma nic do powiedzenia, ale uważam, że powieść powinna zawierać kilka niezbędnych elementów, a jednym z nich są również dialogi. 


Powrócę jeszcze na chwilę do bohaterów. Nathalie prezentowała dosłownie wszystkie cechy, których nienawidzę w ludziach. Była samolubna, egoistyczna i potwornie rozpieszczona, ale jednocześnie bardzo naiwna i żyła w swoim wyimaginowanym świecie, gdzie to ona ma racje oraz prawo do wszystkiego, czego pragnie. Autorka pokazała, że każdy po trupach może zdobyć wszystko, czego chce, ale często okazuje się, iż rzecz, której tak bardzo pożądaliśmy, jest dla nas trucizną.

Już wcześniej wspominałam, że w powieści opisane są trzy pokolenia kobiet z jednej rodziny. Zofii przyszło żyć w trudnych czasach, ale małżeństwo dało jej komfort, którego nie posiadali inni ludzie w tych czasach. Wydaje mi się, że była najmniej zachłanna i przestrzegała zasad utartych w społeczeństwie. Barbara jest kobietą, która marzy o luksusach, chce żyć w dostatku i oczywiście spełnia te pragnienia, ale przychodzi zapłacić jej za to dość wysoką cenę. Mimo wszystko potrafię zrozumieć jej tok rozumowania i wydawała mi się po prostu osobą, która chce od życia czegoś więcej niż gospodarki, gromadki dzieci, wiecznej biedy i życia na wsi. Za to Nathalie zachowywała się jakby miała chorobę dwubiegunową i kompletnie nie potrafiłam przekonać się do jej zachowania. Pragnęła luksusów i pieniędzy, ale to wszystko zapewniała jej matka. Czego więc jeszcze potrzebowała? Mężczyzny, oczywiście. Chciała go zdobyć i zatrzymać przy sobie za wszelką cenę. Czy to się jej opłaciło? Na to pytanie będziecie musieli odpowiedzieć sobie samodzielnie po przeczytaniu tej powieści.

Po zakończeniu nie spodziewałam się wiele, ale jednak naprawdę było ciekawe. Myślę, że warto było przeczytać tą książkę właśnie dla ostatniej strony.

,,Świtezianki” to powieść, która jest ciekawa, ale posiada również kilka wad. Mimo wszystko pomysł na fabułę przypadł mi do gustu i po przebrnięciu przez pierwsze strony, zrobiło się interesująco. Wątek fantastyczny (nadprzyrodzony? Nie potrafię znaleźć odpowiedniego słowa na to zjawisko) na pewno odegrał dużą rolę i nadał tej książce charakteru oraz odrobinę nieprzewidywalności.

Ocena: 7/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lucky


Patrycja Bomba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz