niedziela, 24 września 2017

Wywiad z Katarzyną Archimowicz


1. Zacznę może od kwestii, która mi osobiście nie daje spokoju. Na okładce książki przeczytałam, że jest Pani nauczycielką matematyki. Dlaczego wybór padł na tą dziedzinę, a nie na polonistykę?
Lubię wszystkie przedmioty ścisłe, a także język polski. Zawsze tak było i w klasie maturalnej wahałam się pomiędzy matematyką a filologią polską. To nic dziwnego, że człowiek posiada predyspozycje do rożnych zajęć i zawodów. Jest to zupełnie normalne, choć nie zdajemy sobie zwykle sprawy z tego, że drzemią w nas różne umiejętności, bo przeważnie są one ze zbliżonych dziedzin. A u mnie są bardziej widoczne, bo mam zainteresowania ze skrajnie różnych dziedzin.

2. Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?
Od życiowego zakrętu. Przyszedł taki czas, że zapowiadały mi się spore zawirowania zawodowe, na które nie miałam najmniejszej ochoty (oczywiście nie miałam też na nie żadnego wpływu). Wtedy właśnie, dla uspokojenia myśli, usiadłam i spróbowałam zająć się tym, co sprawia mi zawsze największą przyjemność, czyli czytaniem. Była to książka bardzo zachwalana na blogach, z dobrymi opiniami i ocenami na portalach, więc pełna entuzjazmu zabrałam się za nią. I się sromotnie rozczarowałam, bo otrzymałam dużą dawkę naiwności, infantylności i truizmów (których szczerze nie znoszę w literaturze). Rzuciłam tę książkę i pomyślałam, że spróbuję napisać coś, co sama chętnie bym przeczytała. Moim założeniem było, że może być zwyczajnie, a nawet lekko, byle tylko nie wciskać ewentualnemu czytelnikowi niedorzeczności.

3. Czy ma Pani w planach kolejną książkę? Może kontynuację ,,Nadwiślańskich serc"?
W mojej głowie stale kłębią się różne myśli, ciągle nad czymś pracuję, ale nie narzucam sobie, że musi z tego wyjść książka i to najlepiej jeszcze w tym roku. Nie potrafię pracować na takich zasadach, nie piszę na siłę. A co do kontynuacji, to nie przepadam za nimi, bo zwykle są słabsze od pierwszych części. Autor zazwyczaj wpompuje cały pomysł w pierwszą książkę, a drugą wymyśla na siłę. Oczywiście nie jest to regułą, ale widzę w tym jednak pewną prawidłowość. Z jeszcze jednego powodu nie jestem zwolenniczką kontynuacji: lubię nutkę niedopowiedzenia, otwarte zakończenia i miejsce na to, by czytelnik dopowiedział sobie historię wedle własnego uznania.

4. Czy bohaterowie Pani książek posiadają cechy lub odzwierciedlają osoby, które Pani zna? A może są po prostu wytworem wyobraźni?
Różnie z tym bywa. Niektórzy bohaterowie posiadają cechy osób mi znanych (czasem dobrze odzwierciedlone, czasem przerysowane). Inni są wytworem mojej wyobraźni, tacy, jakich chciałabym spotkać w życiu.

5. Jacy są Pani ulubieni autorzy? Który z nich jest dla Pani największą inspiracją?
Najważniejszy jest dla mnie Wiesław Myśliwski, kocham jego mądrość i piękny język, którym się posługuje. Bardzo lubię Edwarda Redlińskiego, Tadeusza Dołęgę-Mostowicza, Ericha Segala, Milana Kunderę, Aleksandra Dumasa, Gabriela G. Marqueza. Proszę zwrócić uwagę, że to sami mężczyźni ;). Kobiet jest w tym gronie zdecydowanie mniej. Lubię Elżbietę Cherezińską, Ewę Stachniak, Swietłanę Aleksijewicz, Marię Rodziewiczównę. Kto z nich mnie inspiruje? Zmieniłabym nieco pytanie, bo inspiracja to wpływ na twórczość, a w każdym dziele chyba bardziej chodzi o to, by nie powielać, a tworzyć nowe.

6. Jak wiadomo, polscy autorzy nie mają łatwo, są często niedoceniani i bardzo trudno przebić im się w świecie literatury. Myślę, że nawet wydawnictwa nie ułatwiają im zadania i przez to bardzo dużo dobrych powieści prawdopodobnie ląduje w koszu. Sama jeszcze jakiś czas temu widząc polskie nazwisko na książce, po prostu odkładałam ją na półkę. Czy spotkała się Pani z taką dyskryminacją? Czy trudno było dotrzeć do szerszego grona czytelników?
Skąd u Pani taka myśl, że dobra literatura ląduje w wydawniczym koszu? Ja (być może naiwnie) wierzę, że w koszu lądują rzeczy złe. Jaki interes miałby wydawca w tym, by dobrą powieść wyrzucić? No, chyba że się na niej nie poznał… I tu należałoby zadać pytanie, dlaczego się na niej nie poznał? Myślę, że porządna literatura zawsze znajdzie wydawcę. A może to my, autorzy, mamy zbyt wysokie mniemanie o naszej twórczości i rozżaleni skarżymy się, że nikt nie chce wydawać naszej dobrej literatury? Może powinniśmy usiąść i przyjrzeć się jej jeszcze raz, poprawić, a jak trzeba, to napisać od nowa? Pokora, to cecha, której coraz częściej nam brakuje. W każdej dziedzinie życia.

7. Czy wszystkie swoje pomysły przenosi Pani na papier i tworzy z nich powieści?
Pomysły są bardzo ulotne i mają dużą zdolność zmieniania się w zupełnie inne pomysły, dlatego nie wszystkie wykorzystuję. Ale słucham uważnie każdego i rozważam, czy się nim posłużyć, czy poczekać aż przetworzy się w coś zupełnie innego.


8. Który bohater książki ,,Nadwiślańskie serca" jest Pani ulubionym?
Marta i Agata, bo to takie babki, które po prostu robią swoje, mają cele i marzenia, nie oczekują, że los im cokolwiek da, nie użalają się nad sobą. Lubię takich ludzi, którzy nie próżnują. Mierżą mnie natomiast wszyscy ci, którzy narzekają na niesprawiedliwość losu.

9. Zdaję sobie sprawę, że cały proces tworzenia książki jest dość długi, bo sam pomysł do dopiero początek, a do efektu  końcowego jest jeszcze kilka kroków. Jak długo zajęło napisanie Pani ,,Nadwiślańskich serc"?
Kilka miesięcy. Gdybym zajmowała się tylko pisaniem książki, to myślę, że trzy, może cztery miesiące wystarczyłyby mi do jej napisania. Trwało to jednak dłużej, bo codzienne obowiązki i siedmiodniowy tydzień pracy potrafią skutecznie opóźnić pisanie.

10. Czy osadzenie akcji w ,,Nadwiślańskich serc” w Warszawie i Kazimierzu Dolnym było przypadkowe, czy może te miasta są dla Pani ważne?
Kazimierz jest piękny, klimatyczny i lubię tam czasem zajrzeć. To miasto z tych, które świetnie wychodzą na zdjęciach i równie dobrze nadają się do wykorzystania w powieści. A Warszawa… Ona też ma to wszystko, co Kazimierz, ale rytm życia zupełnie inny. Ja się nie nadaję do życia w stolicy, za szybko tam dla mnie.

11. Książka to bez wątpienia myśli zapisane w słowa, ale w tym wszystkim jest jeszcze jeden bardzo istotny element – okładka. Czy w tej kwestii oddaje Pani pole do popisu grafikom, a może sama ma własne pomysły i tylko nadzoruje ich realizację?
Nie wtrącam się do procesu tworzenia okładki. Wydawca wie, co robi i robi to świetnie. Nie mam wewnętrznej potrzeby ingerencji w pracę grafików, bo to oni są fachowcami w tej dziedzinie, nie ja. Niech każdy robi to, na czym się zna.

12. Na koniec chciałabym się dowiedzieć jeszcze czy ma Pani jakieś hobby poza czytaniem książek i ich pisaniem?

Lubię wszelkie prace manualne, świetnie mi się przy nich myśli i tworzy kolejne historie moich bohaterów. Niestety, nie mam ostatnio czasu na taki odpoczynek. A szkoda, bo chętnie ułożyłabym jakieś puzzle, zajęła się haftowaniem obrazu, czy nawet składaniem origami. Od bardzo dawna nie relaksowałam się w taki sposób, cały wolny czas poświęcam na czytanie bądź pisanie.

Bardzo dziękuję za wywiad, życzę dalszych sukcesów pisarskich i mam nadzieję, że niedługo będę miała okazję przeczytać kolejną Pani książkę.


Patrycja Bomba

2 komentarze:

  1. Super, gratulacje!
    Zapraszam do nas do Chicago
    Slawek

    OdpowiedzUsuń