środa, 20 września 2017

"Zakupoholiczka i siostra" - Sophie Kinsella

Lubię zabawne książki. Kto z nas nie ma ochoty czasem sięgnąć po lekką lekturę, która nie wymaga od nas wysiłku intelektualnego, a dostarczy nam tylko niezłą zabawę. Opis książki był bardzo zachęcający, rekomendacje również. Co się więc stało, że akurat ta lektura nie sprawiła mi aż takiej frajdy?

Tytuł „Zakupoholiczka i siostra” nie jest pierwszym z cyklu, który wyszedł już jakiś czas temu. Ba! Nakręcono również film na podstawie wcześniejszych przygód zwariowanej fanki mody i wszystkiego co piękne (i niepotrzebne). Dla wszystkich, którzy nie spotkali się jeszcze z Becky Brandon z domu Bloomwood skrót – młoda kobieta prowadzi bujne życie zakupowe, jednak monity bankowe nie pozwalają jej na rozwijanie swojego chorego hobby. Poznaje dzianego faceta, wychodzi za mąż i voila, jesteśmy w najnowszej części jej przygód. Trwa właśnie już dziesięciomiesięczna podróż poślubna. Becky i Luke zwiedzają kolejne kraje świata, odnajdują nirwanę, wewnętrzną harmonię i są najszczęśliwszą parą na ziemi. Hmmm...do czasu. Kiedyś sielanka dobiega końca, a Becky uświadamia sobie, że z każdego zakątka świata gnają do nich „pamiątki” z podróży – o ile można tak nazwać 20 jedwabnych szlafroków, ręcznie malowane jajka, ogromne żyrafy, niezliczone ilości dywanów, stolików do kawy czy dwa ogromne stoły do jadalni. Wszystkie szpeje zajmują dwie ciężarówki. Wtedy zauważamy problem małego londyńskiego mieszkania, a Luke w końcu nie wytrzymuje „hobby” swojej żony i wybucha gniewem. Czy do naszej bohaterki dociera, że ma problem? Ależ nie. To na pewno wina kryzysu jej rocznego małżeństwa. Ba! To wina również przyjaciółki, która pod jej nieobecność ma czelność dzielić czas między innych ludzi, a w szczególności spotykać się z sąsiadką Lulu, a także rodziców którzy podczas niespodziewanego powrotu zachowują się nie tak jak sobie wymarzyła.





O bogowie. Bywają denerwujące bohaterki, ale ta doprowadzała mnie do szewskiej pasji. Miałam ochotę wyjąć ją z kart książki, zdzielić pasem, zrobić wykład o jej chorobie i idiotycznych zachowaniach. Ta 23-latka dryfuje w świecie marzeń, żyjąc z kart kredytowych swoich oraz męża (który o niektórych nie miał pojęcia). Co się dzieje kiedy w jej życie zostaje wrzucona bomba – tatuś zanim poznał mamusię, miał tupet spotykać się z inną panią, która urodziła jego dziecko. Skandal! Jak można posiadać życie przed poznaniem swojej żony. Dla Becky nie ważny jest powód, dla którego siostra odnalazła jej ojca. Liczy się to, że będzie miała z kim robić zakupy, malować sobie paznokcie i stroić przebieranki w markowych sklepach. Jess jednak okazuje się zupełną przeciwnością Rebecki. Nie lubi zakupów, jest od dziecka uczona oszczędności oraz szacunku dla pieniądza. Koszmar. Wybaczcie jeśli zapoznawaliście się z wcześniejszymi częściami „Zakupoholiczki” i podobały się wam jej przygody. „Zakupoholiczka i siostra” to było moje pierwsze zderzenie z jej światem i jestem delikatnie rozczarowana. Jej zabawne przygody to nie dzieło przypadku czy wesołych zbiegów okoliczności. Każda „śmieszna” sytuacja jest dziełem jej kłamstw, intryg, półprawd i głupoty. Tak kochani, głupoty. Dawno nie spotkałam się z tak wyraźnym przykładem „plastiku” - liczą się nowe rzeczy, ciuchy, ciuchy, ciuchy, makijaż i najnowsza torebka z kolekcji „ANGEL”.
Reszta bohaterów jest tak cudownie normalna, że sprawiało mi niewyobrażalną przyjemność kiedy próbowali dotrzeć do głowy pełnej błyszczyku i lakieru do włosów.
Jednak wiecie co? Pomimo tego, że nie wszystkie przygody bawiły mnie do łez, a jej głupota denerwowała mnie na każdym kroku, całkiem przyjemnie przebrnęłam przez te 420 stron. Książka wydana trochę w retro stylu, przyjemna czcionka i (tu uwaga!) zabawne wstawki z maili czy korespondencji umilały mi skutecznie lekturę. 

[Źródło]
Nie chce powiedzieć, że książka jest zła i niedobra, a autorka nie potrafi pisać – wręcz przeciwnie „Zakupoholiczka i siostra” jest lekka i czasami potrafi przywołać uśmiech, a Sophie Kinsella potrafi stworzyć bohaterów tak kuriozalnych, a zarazem tak do bólu normalnych, pokazując nam ich zwariowane życia przyjemnym językiem, że pomimo emocji jakie wywołała u mnie Becky bawiłam się całkiem nieźle. I bardzo chętnie sięgnę po inne książki autorki. (chociażby z ciekawości ;))

Ocena: 6/10

Za mentalną apopleksję dzięki bohaterce dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga ;)

~Katarzyna Matlak

3 komentarze:

  1. Kiedy byłam młodsza, bardzo lubiłam czytać książki tej autorki, ale teraz już nie czuję się dobrze w takich klimatach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dotychczas czytałam tylko Miłość w stylu retro. Zakupoholiczkę muszę nadrobić. Bardzo jestem ciekawa czy mi się spodoba...

    Pozdrawiam. i zapraszam do mnie :)
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    IG @misskatherinesblog (https://www.instagram.com/misskatherinesblog/)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając recenzję od razu przychodzi mi na myśl Małgorzata Falkowska. Dla mnie takie książki to koszmarek. Nie sięgam;) Dzięki więc za ostrzeżenie;)

    OdpowiedzUsuń