wtorek, 5 września 2017

"Życie seksualne kanibali" - J.Maarten Troost

Ani tytuł, ani okładka nie zapowiadały zupełnie, że mam do czynienia z książką podróżniczą.Wiedziałam o tym jedynie dzięki opisowi wydawcy zamieszczonemu na tylnej okładce. I zastanawiałam się  jak to możliwe?Szybko rozpoczęłam przygodę z historią J.Maarten Troost'a i popłynęłam...A właściwie poleciałam wraz z parą młodych ludzi rozklekotanym samolotem na Tarawę, główny atol wyspiarskiego państwa Kiribati. To tam, Silvia, dziewczyna autora miała zapewnioną pracę - główny powód ich wyprawy życia.


"Urzędnicy państwowi w Kiribati w niczym nie przypominali waszyngtońskich formalistów.Podczas jakiegoś przyjęcia spytałem na przykład ministra  zdrowia, dlaczego w Karibati papierosy są takie tanie (obaj trzymaliśmy w jednej dłoni papierosa, a w drugiej- puszkę piwa).  - Bo inaczej ludzie nie mogliby sobie na nie pozwolić- odparł"
Podziwiam ludzi, którzy potrafią zostawić wszystko i zacząć od nowa w zupełnie nieznanym sobie miejscu. Co prawda główni bohaterowie książki " Życie seksualne kanibali" starali się zdobyć jak najwięcej informacji, ale po przylocie okazało się jak dalekie były opisy miejsca znalezione w różnych źródłach, od tego co na nich czekało na miejscu. Różnice cywilizacyjne z punktu widzenia czytelnika wydawały się wręcz nie do przejścia. Para była jednak zmuszona na czas kontraktu Sylvii odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Wyobraźcie sobie, że planujecie zanurzyć się w ciepłej oceanicznej wodzie, by chociaż przez chwilę uciec przed szalejącym upałem. Udaje Wam się przez chwilę beztrosko popływać, by po chwili zobaczyć coś niespotykanego. Kilkoro ludzi zbliżających się brzegiem ku wodzie nie jest jeszcze niczym zaskakującym. Jednak gdy w pewnym momencie wszyscy odwracają się, zdejmują ubrania i zaczynają wypróżniać się do wody na pewno poczulibyście się mocno zaskoczeni. Wszak przed naszym bohaterem dopiero pojawił się prawdziwy problem- musiał jakoś wrócić do brzegu. Niestety urokliwe miejsce ma problem z odprowadzaniem nieczystości. Nie można jak w każdym cywilizowanym kraju umieścić ich w specjalnie przygotowanych odstojnikach, bo niestety zanieczyszczają ona zdatną do picia wodę, której na Tarawie jest i tak jak na lekarstwo.



Podobnych smaczków jest w całej książce więcej. Na wyspie nie ma możliwości utylizacji pampersów. Porozrzucane po ulicach często rozszarpywane są przez psy wyjadające ich zawartość. Niestety rdzenni mieszkańcy nie pozwalają na spalenie nieczystości chociażby w ogniskach i nie jest to uwarunkowane  ich troską o środowisko. Panuje tam przesąd w myśl którego za każdym spalonym pampersem kryje się tragedia dziecka, które go wypełniło. Rzekomo działanie takie powoduje... oparzenie pupy niemowlaka. Na porządku dziennym jest też dostępna w sklepach napsuta żywność czy martwe gekony z zbiornikach wodnych.A uwierzcie, przekazałam Wam zaledwie ułamek tego czego doświadczyła para podczas swojego pobytu tam. 

" (...) codzienne spożycie kilku puszek victoria bitter siało się wkrótce niezbywalnym elementem mojej życiowej satysfakcji.Być może dlatego, że z pochodzenia jestem trochę Holendrem, a trochę Czechem, więc upodobanie do piwa mam we krwi, ale również dlatego, że niezwykle przyjemnie jest popijać piwo z  ukochaną osobą, siedząc na rafie koralowej i oglądając najwspanialsze zachody słońca na świecie.Poza tym piwo jest zazwyczaj wolne od pasożytów i dostarcza sporo kalorii, czyli ma dwie cechy bardzo użyteczne na Tarawie."

https://pixabay.com

Nie jest to książka podróżnicza z jaką miałabym kiedykolwiek do czynienia Na całość składają się głównie opisy codziennego życia na wyspie w których to sporadycznie trafiamy na zarys historyczny tego miejsca, ale głównie po to by zrozumieć przedstawianą w danym momencie  przez autora  historię. Sposób w jaki to robi rekompensuje czytelnikowi braki w temacie. Książka uzależnia, łatwy i przystępny język powoduje, że czytanie idzie płynnie i szybko. Lekko ironiczne poczucie humoru pozwala oderwać się od nieco przerażającej rzeczywistości.Chwilami nawet sama nabierałam ochoty na taką podróż w nieznane, a już na pewno do miejsca gdzie nie ma naszych cywilizacyjnych używek. Wiecie, że na Tarawie nie mają nawet kawy?! Autor mistrzowsko oddaje tamtejsze realia serwując nam zarówno te dobre jak i te mniej przyjemne aspekty życia na końcu świata. Wyłania się z nich obraz cywilizacji która dla własnej wygody zaczerpnęła kilka elementów z Zachodu, ale dla której nadal najważniejsze są rodzime obyczaje. Biorąc pod uwagę całokształt pozycja ta wyjątkowo mi się podobała. W moim odczuciu to takie małe wakacje dla czytelnika, po których może i nie ma opalenizny, ale w głowie przewija się cała masa wrażeń.


Ocena: 8/10




Za możliwość przeczytania dziękuję :  Wydawnictwo W.A.B




~Mariola Mazur

1 komentarz:

  1. Kurcze muszę zacząć czytać chodź blog tyle czasu mi zabiera :( ale może się słyszę :)


    Buziaki:*
    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń