środa, 4 października 2017

"Bezimienni" - Mirosława Kareta


[źródło]

                Opowieści o czasach II wojny światowej mają w sobie coś wyjątkowego. W szkole wiele razy mówiono nam, jak wyglądały poszczególne wydarzenia, zarówno telewizja jak i literatura pozwoliły nakreślić sobie w głowie pełen obraz tego, jak mogło wyglądać życie w czasach okupacji naszego kraju. Wiadomo, niczego nie możemy być pewni, lecz pewne wyobrażenie posiadamy. A jednak, za każdym razem pojawia się coś nowego, zaskakującego, ukazujące inny punkt widzenia. I właśnie to, w literaturze w szczególności, sprawiło, że książki z wojną w tle są jednymi z moich ulubionych. 

                W przypadku "Bezimiennych" Mirosławy Karety mamy do czynienia z dość klasyczną konstrukcją powieści. Zestawienie czasów wojennych z teraźniejszymi (dokładnie z latami dziewięćdziesiątymi, co może nie stanowi dokładnie współczesności, lecz w porównaniu do lat czterdziestych to zdecydowanie współczesność). Poznajemy rodzinę Petrycych podczas przygotowań do wigilijnej kolacji. Wygląda to w dużej mierze bardzo swojsko, oczekiwanie na zaproszonych gości, sprzątanie, gotowanie i ogólny rozgardiasz połączony z ekscytacją, szczególnie młodszej części rodziny. Do Marii i Maksymiliana i ich rodziny na kolację przychodzi także najlepsza przyjaciółka pani domu.         
 

                Jednakże rodzina przyjmuje także mniej spodziewanego gościa, starszą panią prosto z Anglii, z którą dotychczas utrzymywali kontakt telefoniczny. Ciotka Pelagia o zawadiackiej różowej grzywce, której przeżycia staną się częścią jej pobytu u rodziny swojej siostrzenicy. Pewien artykuł w gazecie w sposób bardzo przystępny wprowadza nas do części retrospekcyjnych, w których poznajemy Pelagię jako młodą dziewczynę działającą w podziemiu podczas wojny. Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, w jej domu pojawia się ranny aliancki lotnik. A historia Pelagii z czasów wojny wiele lat później zatoczy pełne koło. 

"A więc to nie anioł. Była jak najbardziej prawdziwa."

[źródło]
                "Bezimienni" to jedno z większych zaskoczeń w ostatnim czasie, jeżeli chodzi o książki. To historia, która ma w sobie cechy dobrej obyczajówki. I przez "dobrej", mam na myśli nie taką, która bezczelnie powiela schematy i jest do bólu przewidywalna, tylko tą, która w sposób przejrzysty, a jednocześnie ciekawy i szczery ukazuje rodzinę nie tylko jako sielski obrazek, ale także z wszelkimi w niej zgrzytami. A, przyznam szczerze, u Petrycych jest ich wiele. To także opowieść historyczna na poziomie, bo retrospekcje z czasów wojny są niezwykle wciągające i w pełni oddają klimat tamtych czasów. 

"Potrafiłem zaakceptować fakt, że tak naprawdę jestem nikim..."

                Warto też wspomnieć o doskonałym stylu pisania autorki. Długo zastanawiałam się, jak go określić, jednak teraz wiem, że najlepszym słowem będzie "dojrzały". Narracja jest dopasowana odpowiednio do czasów, które opisuje. Opisy są plastyczne i oddają klimat, jednocześnie nie nudząc. A w scenach z przeszłości ma się wrażenie, jakby autorka dosłownie stała obok i opisywała czytelnikowi to, co osobiście widziała. 

[źródło]
                I nie bójcie się, że na okładce napisane jest "druga część sagi rodu Petrycych". Nie miałam przyjemności poznać pierwszej części, jednak podczas czytania "Bezimiennych" nie miałam przeświadczenia, że coś mi umknęło. Tutaj skupiamy się na, w pewnym sensie, walce o wspomnienia i fakty, które zostały zapomniane, a o których powinno się pamiętać. Historia jest zarówno przejmująca, jak i momentami lekka i przyjemna. W dodatku piękna klamra, która zamyka całą historię zarówno Pelagii, jak i tą, która ma znaczenie dla młodszych członków jej rodziny, wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika. Piękna, zapięta na ostatni guzik całość. Nie wiem, czy powstaną kolejne tomy, ale jeżeli tak, zdecydowanie chcę je przeczytać. Bohaterowie są tutaj bardzo realistyczni i tak różni od siebie, że każdy znajdzie kogoś, komu mógłby kibicować w dalszych zmaganiach z życiowymi kłodami, które rzucane są mu pod nogi. 

                Cudowna historia. Polecam!

Ocena: 8/10
                
Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję wydawnictwu WAM

https://wydawnictwowam.pl/

~Monika Majorke 

1 komentarz:

  1. Niezwykle podobała mi się ta książka. Niebawem ma wyjść trzecia część sagi. Już się nie mogę doczekać :)

    OdpowiedzUsuń