niedziela, 29 października 2017

BiOCOSMOSiS: ENONE - Komiks

Europejski rynek komiksu pokazuje, że jest chłonny jeśli chodzi o historie Sience-Fiction czy też Space Opera. Blisko 10 lat temu ciężko było w "kraju nad Wisłą" o dobre SF w wydaniu komiksowym ( nie licząc komiksów Star Wars) i wtedy też Wydawnictwo proArte wydało pierwszy album serii Biocosmosis.

„Enone” było to o tyle przełomowe, że w Polsce królował wtedy głównie komiks undergroundowy, a z mainstreamu mieliśmy wspomniane wcześniej SW i Kaczora Donalda. Inne poważniejsze komiksy docierały do nas ze znacznym opóźnieniem lub też wcale przez co czytelnicy skazani byli na sprowadzanie komiksów z zagranicy lub czytanie ich w oryginale.
Końcówka roku 2006 zaowocowała w pierwszy album serii. Był to bardzo mocny debiut, choć moim zdaniem nie pozbawiony wad – ale o tym później.

Samo wydanie robi piorunujące pierwsze wrażenie – twarda oprawa, gruby kredowy papier oraz dobrej jakości wydruk robią robotę na 100 %. Ze strony tytułowej nie dowiadujemy się za to kompletnie nic (może jestem trochę stary i zbyt tradycyjny, ale lubię mieć kilka słów wprowadzenia gdy zasiadam do nowego świata i historii). Brakuje choćby kilkuzdaniowego wstępu, który wprowadziłby nas w świat przedstawiony, powiedział kto z kim i dlaczego. Jednak ten zabieg jednych zaintryguje, innych zrazi, a zrobi to ogromem ciekawego słownictwa i konotacji bohaterów. To kładło na moją dalszą lekturę mały cień dyskomfortu.



Sam tytułowy Enone to E-Mnich lub emnich (zależy jak kto woli), który przylatuje na początkowych kadrach na planetę Erra Neffia, aby nauczać (z dalszej części historii dowiadujemy się tylko skrawków historii mnicha, najwyraźniej każdy z mnichów ma jakiegoś rodzaju super moce i w ostateczności walczy o pokój lub też o jego utrzymanie).
O planetach, galaktyce, podziale władzy ciężko cokolwiek powiedzieć po przeczytaniu pierwszego albumu. Wymaga on wiele uwagi od czytelnika w tej materii, ale jak tylko już się odgadnie i pogrupuje kto jest kim zaczyna to mieć więcej sensu. Ciekawie prowadzony jest wątek główny. Nie tak zwyczajnie przewidywanie, tylko właśnie z nutką tajemnicy i małego zamieszania. Jednocześnie przeplatany jest patosem emnichów którzy aspirują do bycia czymś pokroju Jedi – tylko bez mieczy. Komiks zdecydowanie warto przeczytać dla samej historii którą świetnie (choć nie bez wad) nakreślił Edvin Volinski, a zilustrował Nikodem Cabała wkładając w rysunki ogromny wysiłek i staranność. Dzięki kresce Nikodema świat Biocosmosis jest żywy, jednocześnie momentami gotycki charakter który wypływa z komiksu zakrawa o "Katedrę" Bagińskiego i powoduje, że boimy się przewrócić stronę, aby dowiedzieć się co dalej. Napawa to optymizmem, gdyż pierwszy album kończy się dość niespodziewanie po zaledwie 52 stronach. Na koniec pozostajemy z większą ilością pytań niż odpowiedzi.
[Źródło]
Mam nadzieję, iż kolejne numery rozwieją wszystkie pytania związane ze światem Biocosmosis i nakreślą go jeszcze bardziej wyraźnie. Wszystkim czytającym komiksy oraz lubującym się w SF polecam z oceną - mocne 7/10.
Dla ludzi czytających na co dzień lżejsze pozycje i lubiących wiedzieć co się dzieje może to być niestety tylko 6/10 (Polecam przeczytać dwa razy – pomaga w odbiorze).
Sam komiks zachęca do powrotu do niego nawet po kilku dniach w celu lekkiej zadumy co i wam serdecznie polecam.
[Źródło]
Tytuł: "Biocosmosis" tom 1: "Enone"
Scenariusz: Edvin Volinski
Rysunki: Nikodem Cabała
Kolor: Grzegorz Krysiński
Cena: 34,70 zł

OCENA: 7/10

Komiks do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości 
Wydawnictwa proArte.


~Adam Ochwat
wilczeczytanie. pl



1 komentarz:

  1. Już wyszło 5 pełnych albumów i na tym koniec. Ale każdy następny jest lepszy. Mimo że do końca nie wiadomo dokładnie o co chodzi. :)

    OdpowiedzUsuń