niedziela, 29 października 2017

"Był sobie chłopczyk" - Ewa Winnicka

Śmierć dzieci zawsze jest tragedią, ale niestety trzeba się z nią zmierzyć i postarać zrozumieć, że los chciał tak, a nie inaczej. Jednak jak podejść do sytuacji, gdy to rodzice mordują własnego syna lub córkę i na dodatek bezczeszczą zwłoki? Wyrachowanie ludzi nie zna granic, niektórzy są pozbawieni jakichkolwiek zasad moralnych i kompletnie zapominają o tym, że dziecko to odpowiedzialność, a nie źródło zasiłków i 500+. W Polsce matka, która oddaje dziecko do adopcji, nie ponosi żadnych konsekwencji karnych, więc jeśli sobie nie radzi z wychowaniem, dlaczego po prostu go nie odda, żeby pozwolić mu żyć? Jest to temat, który szczególnie mnie porusza, zwłaszcza od czasu historii Madzi z Sosnowca.


Ewa Winnicka, która jest autorką świetnych reportaży, rusza tropem sprawy, którą początkowo żyła cała Polska. Zaczęło się od tego, że grupa chłopców znalazła w cieszyńskim jeziorze zwłoki małego chłopca, który został zamordowany. Nikt nie zgłosił jego zaginięcia, nie znano jego imienia, więc policjanci zaczęli nazywać go ,,Jasiem”. Na jego pogrzeb przybyły całe tłumy, każdy zastanawiał się, kim jest ten chłopczyk, a dziś już wiadomo, że to Szymon z Będzina. Jak jego rodzicom udało się utrzymać w tajemnicy jego śmierć przez aż dwa lata? W jaki sposób prawda wyszła na jaw? Tego dowiemy się po zapoznaniu z tą książką. 

Muszę przyznać, że sprawa Szymona z Będzina była mi do tej pory całkowicie nieznana. W 2010 roku raczej byłam jeszcze za młoda, aby interesować się takimi rzeczami i nawet nie zwracałam na nie szczególnej uwagi. O Madzi z Sosnowca już słyszałam, ale również nie przeżywałam tego i chyba nie do końca rozumiałam powagę sprawy. Myślę, że to dzięki tej niewiedzy, ta książka była dla mnie tak bardzo ciekawa. Poznawałam fakty od samego początku, nie znałam żadnych teorii, które z pewnością pojawiały się w mediach i miałam po prostu czysty umysł.

Ewa Winnicka perfekcyjnie wprowadza czytelnika w sprawę. Zaczyna od samego początku, a później konsekwentnie dąży do przodu, przedstawia wszystkie fakty po kolei. Bardzo ciekawym i praktycznym rozwiązaniem było podzielenie tekstu na dni, czasem na godziny lub miejsca. Dzięki temu nie musiałam się domyślać ile trwały poszczególne działania policji, a całość była naprawdę przejrzysta.


Opisana historia jest bez wątpienia smutna. Właściwie… Smutna to złe słowo. Ona jest przerażająca! Naprawdę cieszę się, że miałam okazję poznać ten reportaż i dowiedzieć się o tragedii Szymona z Będzina. Zdaję sobie sprawę, że internet zapewne kipi informacjami na ten temat, ale… skąd mam wiedzieć, które są NAPRAWDĘ prawdziwe, a które mają za zadanie po prostu budować napięcie i podtrzymywać zainteresowanie?

Podobało mi się, że cały tekst jest wolny od emocji i prywatnych komentarzy autorki. Przedstawia one suche fakty, czasem wspomina o przeżyciach policjantów, którzy pierwszy raz spotykają się z tak trudną sprawą, a przecież wielu z nich miało dzieci w podobnym wieku do Szymona. ,,Był sobie chłopczyk” to obiektywny reportaż, który składa się tylko i wyłącznie z faktów, które ustalała policja. Ewa Winnicka opisała całą ich pracę i długą drogę prowadzącą do odkrycia prawdy. Pokazała kulisy ich zmagań, o których z pewnością nie mówiło się w mediach, a przynajmniej nie w pozytywnym sensie.

Autorka ogranicza się do obiektywnej relacji, stosunkowo pozbawionej emocji, ale mi – czytelnikowi – serce pękało. Zwłaszcza, gdy dotarłam do opisów zbrodni z punktu widzenia rodziców. Po prostu nie mogłam zrozumieć jakim cudem istnieją jeszcze ludzie całkowicie pozbawieni człowieczeństwa. Dać dziecku klapsa, to jedno. Zakatować je, to drugie.

Oczywiście kilka stron zostało poświęconych na opis tej rodziny, a zwłaszcza rodziców Szymona. Już od samego początku można zauważyć jacy to ludzie. Wszyscy od początku byli obojętni na los tych dzieci, a to naprawdę mnie zabolało. Dopiero po dwóch latach sąsiadka uprzejmie doniosła, że dziecka nie ma, a rodzina pobiera zasiłki. Ale czy naprawdę chodziło jej o Szymona? Nie, zazdrościła pieniędzy.

,,Jarek proponuje, żeby spalić ciało w piecu, który znajduje się w kuchni. Albo zamurować. Dla Beaty te pomysły są zbyt ekscentryczne.”

Ukuło mnie jeszcze kilka spraw… Autorka nie szczędzi nam dość drastycznych opisów, które wiele mówią o wzajemnych stosunkach w tej rodzinie. Odniosłam wrażenie, że ci ludzie interesowali się tylko tym, aby im było dobrze. Każdy miał własną wersję wydarzeń i oczywiście każda z nich została uwzględniona w książce, bo zeznania matki i ojca strategicznie się od siebie różniły. Reszta ich dzieci również została dziwnie potraktowana i początkowo trochę mi się to nie podobało, ale po krótkiej analizie uznałam, że to nie mi wydawać takie osądy. Jednak sprawą wołającą o pomstę do nieba z pewnością są wyroki sądu – zdecydowanie zbyt krótkie jak dla tak bezdusznych ludzi, którzy skrzywdzili bezbronną istotę.

,,Był sobie chłopczyk” to wzruszający i przerażający reportaż opisujący historię Szymona z Będzina. Jest on wolny od medialnych spekulacji, zbędnych komentarzy, zawiera same istotne fakty i zapoznaje nas ze sprawą od samego początku. Jest to książka warta uwagi, nawet dla osób dobrze zaznajomionych z tymi wydarzeniami, ponieważ wszystkie najważniejsze fakty zebrane są w jednym miejscu i zostały oddzielone od tego, co media wykreowały na własny użytek. 


Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Czarne





Patrycja Bomba 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz