niedziela, 22 października 2017

"Chata" - Stuart Hazeldine

      Już niebawem Dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki. To okres, w którym każdy z nas rozmyśla o egzystencji i popada w zadumę. Jedni bardziej zagłębiają się w tę tematykę, drudzy troszkę mniej. Mimo wszystko każdy z nas wie, czym jest strata. Kiedy umiera bliska nam osoba, w nas i wokół nas, odczuwamy pustkę. Rzeczywistość staje się nierealna, pojawiają się setki pytań, nastroje i emocje zmieniają się szybko i niezrozumiale. Gubimy się w pustce, która zostaje i gubimy się w uczuciach, których doświadczamy. Takiego uczucia dostąpił Mack Philips (Sam Worthington) - główny bohater filmu na podstawie bestsellerowej książki, pt. "Chata".



       Nie da się ukryć, że autor książki, czyli William P. Young podjął bardzo trudną tematykę. Głównym motywem książki nie jest sama strata, ale okres żałoby, jaki bohater musi przejść, ale nie sam.. Pomóc ma mu w tym nikt inny, jak sam Bóg. Nie trzeba być osobą mocno wierzącą, by móc obejrzeć ten film, bądź przeczytać książkę. Każdy przeżywa kryzys wiary, nawet osoby bardzo religijne. Pojawiają się pytania, na które nie zawsze znamy odpowiedź, na które Young w ciekawy sposób odpowiada. Dzięki temu owa książka stała się idealnym materiałem na film, a próbę ukazania cierpiącego po stracie dziecka ojca, a także jego podróż do przebaczenia samemu sobie - podjął reżyser Stuart Hazeldine. Czy udało mu się godnie odwzorować i zekranizować tę historię?


      Tak jak wspomniałam w pierwszym  akapicie, Mack jest głównym bohaterem całej tej historii. Nie miał łatwego dzieciństwa. Był bity, upokarzany, przez co jego wiara nie była zbyt silna. Dlatego też dla swoich dzieci chciał być inny. Stworzył dom, jakiego sam nie miał, wraz z ukochaną żoną - Nan (Radha Mitchell). Ona w porównaniu ze swoim mężem była bardzo wierząca. Jej wiara jest niezachwiana, mimo trudności i życiowych niepowodzeń, wciąż nazywa Boga Tatą. Mack uczęszcza do kościoła raczej z miłości do żony, i aby dać dobry przykład dzieciom, niż dla swojego duchowego rozwoju. Można by rzec, że tej rodzinie niczego więcej do szczęścia nie potrzeba. Mają siebie, kochają się i nagle wydarza się coś, co wywraca całe ich dotychczasowe życie do góry nogami. Najmłodsza córka Missy (Amelie Eve) zostaje porwana przez okrutnego mordercę i wszystkie ślady wskazują na to, iż Missy nie żyje. Od tego momentu rodzina Philips'ów przeżywa olbrzymi kryzys. Nie potrafią pogodzić się ze śmiercią członka rodziny, a także obwiniają się o jej śmierć.  Jednak skupmy się bardziej na Mack'u. 


       Bardzo oddalił się od swojej rodziny, zamknął się w sobie i nic nie wskazywało na to, że miałoby być lepiej. Aż któregoś dnia dostaje list, w którym dostaje zaproszenie na spotkanie z samym Bogiem! Wydaje się to być dość kuriozalne i niemożliwe, tak też sądził bohater. Natomiast coś kazało mu tam pojechać, do Chaty, w której znaleziono zakrwawioną sukienkę jego córki. Od tego momentu rozpoczyna się największa próba bohatera, aby pogodzić się ze stratą i zacząć życie od nowa.


       Film jest niesamowitą przygodą. Są rzeczy, których bardzo żałujemy, niekiedy nie potrafimy pogodzić się ze swoją przeszłością, a może po prostu nie chcemy? Czy Bóg w ogóle istnieje? A jeżeli tak, to czy naprawdę jest on murzynką w sukience? Może po obejrzeniu tego filmu zupełnie inaczej spojrzymy na otaczający nas świat.


        Napisałam już, iż film będzie drogą ku wybaczeniu samemu sobie, ale nie tylko... Przed Mack'iem stanie o wiele trudniejsze zadanie, wręcz niewykonalne. Czy nie jest tak, że czasem obwiniamy wszystkich wokół za nasze niepowodzenia, złamane serca, cierpienie, a nie spojrzymy na to z drugiej strony? Mianowicie co czuje ta druga osoba, dlaczego postąpiła tak, a nie inaczej. Dużo łatwiej jest nam osądzić drugiego człowieka, a nie samego siebie. A czy Bogu łatwo jest nas sądzić? Gdy go potrzebujemy, to mamy wrażenie, że nikt nas nie słucha, dlaczego? Myślę, że w tym właśnie filmie otrzymamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, czyli o miłość, śmierć i życie.


      Wszystkim emocjom w filmie towarzyszy muzyka, która w bardzo dobry sposób odzwierciedla całą historię przedstawioną w "Chacie". Również piękna przyroda i krajobrazy dodają całemu filmowi idealnej oprawy.


       Bardzo polecam ten film. Warto go obejrzeć chociażby dla samej życiowej prawdy, jaką nam ukazuje. Książka również jest warta zwrócenia uwagi, niewiele jednak różni się od filmu. Każdy dialog i scena mogą stać się tematem wielu rozmów, gdyż motywów jest naprawdę sporo i każdy powinien znaleźć w filmie coś dla siebie.


Ocena 8/10

Za album i płytę z filmem dziękuję - Monolith Films
Paulina Mocka



          
        

7 komentarzy:

  1. Oglądałam film i naprawdę byłam zachwycona!
    Wywołał wiele emocji a także głębokich refleksji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra książka, a recenzja jeszcze lepsza!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potwierdzam, film jest naprawdę bardzo dobry. A co do recenzji... oby takich więcej!

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam "Chatę" w kinie i mam naprawdę dobre wspomnienia związane z tym seansem. Książkę ostatnio też przeczytałam i z nią mam większy problem. Chyba nie do końca wersja do czytania mnie kupiła. Mimo to warto spojrzeć na tę historię i może przez chwilę zastanowić się nad samym sobą.
    Pozdrawiam
    #LaurieJanuary

    OdpowiedzUsuń
  6. O, to chyba mam film na wieczór :)

    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Filmu jeszcze nie oglądałam, ale książkę czytałam i jestem maksymalnie zakochana <3

    OdpowiedzUsuń