środa, 25 października 2017

"Filip" - Leopold Tyrmand

Już od dawna chciałam sięgnąć po jedną z powieści Leopolda Tyrmanda, głównie za sprawą koleżanki, której bardzo podobał się "Zły" tego autora. Czekałam i czekałam, ale jakoś nigdy nie przyszła ta chwila, w której wybrałabym się do księgarni i kupiła coś Tyrmanda. Dlatego kiedy nasz portal objął "Filipa" patronatem medialnym byłam w siódmym niebie!

Jesteście w gruncie rzeczy naiwni - rzekł Piotr - a potem strasznie dziwicie się, że macie zmartwienia, że trapi was to i owo. Jest łatwiej z tymi rzeczami, bo w ogóle jest łatwiej żyć. Żyje się łatwiej w każdej dziedzinie, elektroluksy, lekarze, komunikacja miejska ułatwiają dziś życie na każdym kroku. Dlaczego miałoby być inaczej w sprawach damsko-męskich? Łatwość sięgnęła i tam. Jest więcej mieszkań i hoteli, kobiety pracują, zarabiają i mogą w życiu robić, o im się żywnie podoba. To one was zmieniają, jednego po drugim, a nie wy je. Nie ma tych wszystkich trudności, co dawniej, że opinia, że sąsiedzi, że wszyscy się znają w małym miasteczku. Są telefony i szybkie pociągi z miasta do miasta, łatwo jest przychodzić i odchodzić, odnajdywać się wzajemnie na jedną noc czy wieczór i gubić się w wirze współczesności. Do tego dochodzi jeszcze wojna ze swą regułą moralnych wakacji dla wszystkich biorących w niej udział, a udział bierzemy dziś wszyscy, bombardujący i bombardowani. Wojna ma dla was w zanadrzu cały worek uczuciowych i etycznych rekompensat: w zamian za ryzyko ułatwia życie. Żyjemy dziś łatwiej, co wcale nie znaczy, że żyjemy lepiej.

Tyrmand przedstawił w swojej powieści losy wojenne młodego Polaka, Filipa Vincela, który w 1939r., z racji tego, że jest za młody, aby wstąpić do wojska, ucieka z Polski do Frankfurtu, gdzie pracuje w jednym z hoteli jako kelner w grupie młodzieży z krajów okupowanych przez Niemcy. Zdobywa nowe dokumenty i podaje się za Francuza urodzonego w Warszawie. Bohater nie znosi nikczemności Niemców oraz ich traktowania bliźnich, dlatego kiedy tylko może oszukuje ich na kasę i kartki żywnościowe. Czas wojny spędza ze swoimi przyjaciółmi - Piotrem, Marcelem i Salvinem.

Uważam, że najbardziej charakterystyczną cechą oraz wielkim plusem "Filipa" jest sposób w jaki Tyrmand przedstawia wojnę. Dlaczego? Bo jest to punkt widzenia zupełnie odmienny od występującego w znanej większości literaturze wojennej. Tym razem wydarzenia z 1939r. są tłem dla głównej fabuły, a bohaterowie nie są ofiarami wojny - wręcz przeciwnie, dzięki posadzie w hotelu żyje im się jak "u Pana Boga za piecem" - mają pod dostatkiem jedzenia, dach nad głową, całkiem nieźle zarabiają. II wojna ukazana jest z perspektywy tych, którym udało się uniknąć jej tragicznych skutków, jak bieda, głód, strach czy śmierć. Tyrmand skupia się jednak bardziej na osobie Vincela, który jest postacią bardzo złożoną. Poznajemy go zarówno od nieco komicznej, jak i tragicznej strony. Swoją młodość spędza na obczyźnie, co odbija się na jego postrzeganiu ówczesnej rzeczywistości. Z jednej strony wypiera się swojej polskości, z drugiej, jego prawdziwe pochodzenie nie daje o sobie zapomnieć. Ze swoimi współlokatorami rozmawia o wszystkim - na temat wojny, Niemców, sportu i... pięknych kobiet.


I tu niestety leży mój największy zawód dotyczący tej książki. O ile losy Filipa śledziłam z ogromnym zainteresowaniem i byłam całkowicie nimi pochłonięta, to wątek romantyczny mnie niezmiernie męczył. Vincel skupiał się ciągle o zdobyciu kobiety na jedną noc, mimo że dawniej (co ukazane jest w jednej z retrospekcji) z pasją wygłaszał mowy na temat wiecznej i idealnej miłości. Wydawałoby się, że w tamtejszych czasach znalezienie takiej miłości jest niemożliwe, biorąc pod uwagę sposób prowadzenia się frankfurckich dziewcząt. Cóż, naszym panom jednak to jakoś specjalnie nie przeszkadzało, co dodatkowo mnie irytowało. Jedynie Filip pozostaje wiernym swoim ideałom i szuka tej jedynej. I w końcu mu się udaje - jakie jednak przeciwności stają na ich drodze, pozwolę wam odkryć samodzielnie. 

Potem, gdy już leżeliśmy spokojnie i cicho obok siebie, powiedziałem:
— Wiesz, opowiem ci ciekawą historię, jaka przydarzyła się pewnemu znajomemu facetowi, jednemu Francuzowi z Hotelu Continental… — I opowiedziałem jej wszystko, co było z Hellą.
— No i co? — spytała bez specjalnego zainteresowania, gdy skończyłem. — Co się teraz z nią dzieje? — Z nią nie wiem — odparłem.
— A on? — Blanka mówiła już wolnym głosem, sen nachodził ją powoli. — Co z nim?
— Cierpi — powiedziałem obojętnie.
— Cierpcie za to, co z nami wyrabiacie — wymruczała już całkiem sennie. — Wszystkie chłopy na to chorują… A sami są winni…


"Filip" jest bez wątpienia książką ciężką i trudną w odbiorze - ja sama na pewno nie wychwyciłam wszystkiego, co Tyrmand chciał nam przekazać - jednak warto po nią sięgnąć, choćby ze względu na sam styl pisania autora. Ja jestem nim oczarowana. Szczegółowe opisy, nietuzinkowy humor, błyskotliwe dialogi, wspaniała, dogłębna analiza charakterów bohaterów oraz ich postępowania, sprawia, że bez problemu potrafimy odnaleźć się w przedstawionej historii i utożsamić z Filipem. Gorąco polecam! 

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytanie serdecznie dziękuję wydawnictwu MG

Weronika Plichta

2 komentarze:

  1. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale zapisuję tytuł bo zachęciłaś mnie.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu! :D Jakbyś była zainteresowana innymi książkami tego autora, to szczególnie mocno polecam powieść "Zły", genialna :)

      Usuń