wtorek, 24 października 2017

"Goodbye days" - Jeff Zentner

Nauczycielka fizyki zadała nam kiedyś pytanie: „Co jest według was cięższe? Kilogram piór czy kilogram ołowiu?”. Wszyscy bez wahania odpowiedzieliśmy, że kilo ołowiu. Dzisiaj już wiem, że ciężar trumny najlepszego przyjaciela nie równa się ciężarowi ołowiu i pierza. Jest znacznie cięższy.

Na pierwszy rzut oka, życie Carvera Briggsa może się wydawać całkiem przyjemne i pozbawione zmartwień. Uczęszcza on do  Nashville Academy for the Arts, gdzie rozwija swój talent pisarski, po szkole pracuje w księgarni, a czas wolny spędza z najlepszą paczką przyjaciół o jakich mógł prosić - swoją Brygadą Sos. Jego życie zmienia się momentalnie, gdy dowiaduje się, że jego kumple - Mars, Eli i Blake - zginęli w wypadku samochodowym. Co gorsza, istnieje szansa na to, że to właśnie za sprawą Carvera do niego doszło.

Jego spokojne życie zmienia się w koszmar. W jednej chwili musi zmierzyć się zarówno ze śmiercią najlepszych przyjaciół jak i oskarżeniami ze strony ich bliskich, że to on, a konkretnie wysłana do nich wiadomość, była przyczyną ich odejścia. Jedyną pomoc w poradzeniu sobie z poczuciem winy i żałobą otrzymuje od dziewczyny jednego z przyjaciół oraz babci Blake'a. 


Przyznaję, że to pierwszy przypadek z którym się spotkałam, kiedy autor tak bezpośrednio porusza temat śmierci w książce dla młodzieży. Swoim sposobem podejścia do problemu przypomina mi trochę styl Matthew Quicka, zwłaszcza jeżeli przyrównać "Goodbye days" Zentnera do "Wybacz mi Leonardzie". Osobiście uznaję to na zdecydowany plus, bo taki styl pisania zdecydowanie mi odpowiada. Autor nie boi się poruszać tematów, które są trudne, ale mimo to znane ludziom młodym, do których kierowana jest ta powieść.

Książka jest przepełniona emocjami, potrafimy poczuć żałobę, smutek, gniew i wszystkie inne emocje, jakie targają głównym bohaterem. Nie dość, że musi zmierzyć się z odejściem swoich bliskich, to jego samotność pogłębia świadomość, że ostatni rok liceum, który miał być tym pamiętnym i wyjątkowym, przyjdzie mu spędzić bez swojej Brygady Sos. Tym co szczególnie zwróciło moją uwagę, to sposób wykreowania postaci Carvera. Już dawno nie miałam przyjemności spotkać postaci z tak genialnie stworzonym charakterem i sposobem bycia, z którym mogłam się bez problemu utożsamić i dogłębnie zrozumieć jego postępowanie. Ogromny ukłon z mojej strony.


Na pewno znajdzie się jednak także pewna grupa osób, którą "Goodbye days" znudzi. Jeff Zentner skupia się głównie na emocjach i przeżyciach bohaterów, ich zachowaniach i reakcjach w określonych sytuacjach oraz pokazaniu, jak śmierć i żałoba wpływa na ludzi. Książka nie pędzi nieustannie do przodu i nie jest wypchana akcją. Oczywiście, emocjonujących scen i nagłych zwrotów fabularnych nie brakuje, ale na pewno nie są ode podstawą książki.

Godność jest stanowczo przeceniana. Spokojnie można się bez niej obejść. Wiem, bo sam miałem taki okres. Za to bez śmiechu nikt nie może żyć. Z radością przehandluję godność za śmiech, bo godność jest tania, a śmiech bezcenny.

Polecam "Goodbye days" wszystkim, bez względu na wiek. Książka kierowana jest do młodzieży, ale zapewniam, że dorośli także będą głęboko poruszeni historią Carvera i na pewno nie raz zdarzy się wszystkim uronić łzę. Ta historia skłania do wielu przemyśleń - docenienia czasu jaki jest nam dany z bliskimi, pogodzenia się z ich odejściem, brania odpowiedzialności za siebie i innych.

Ocena: 9/10



Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Jaguar.


Weronika Plichta

2 komentarze:

  1. Bardzo lubię książki młodzieżowe, ale głębsze, refleksyjne, z jakimś przesłaniem, Ten tytuł wydaje mi się odpowiedni.

    OdpowiedzUsuń